Puszyste futerko pełne stereotypów. Garfield – Tłusty koci trójpak, tom 1 – Recenzja

Recenzent zaświadcza, że podczas pisania recenzji żaden kot, a już na pewno nie rudy i nie o imieniu Garfield, nie nadzorował jego pracy poprzez trzymanie wysuniętych pazurów na jego plecach (Ał! Przecież napisałem, że to nie Ty!). 

Stereotypy sprawiły, że często rudzi są postrzegani jako osoby chciwe, podstępne, niegodne zaufania, a w skrajnych przypadkach nawet pozbawione duszy. Oczywiście, nie należy dawać temu wiary, chociaż niedawno pewien rudy nie miał lekkiego życia, ale to raczej przez Rosjanina (ale przynajmniej dobrze Ci zapłacili, Conor).

Lepiej od zdetronizowanego Irlandczyka ze swoim pomarańczowym umaszczeniem radzi sobie Garfield. Legendarny kocur poczęty przez Jima Davisa jest właściwie czystym złem schowanym pod mięciutkim futerkiem (ale duszę chyba jednak ma… jakąś). Przy okazji daje też potwierdzenie wszystkim przekonaniom krążącym o kotach. To on jest panem domu, przeświadczonym o własnej wspaniałości, aroganckim, ospałym zjadaczem i drapaczem wszystkiego. Nie próbujcie z tym nawet dyskutować.

Z upodobań kulinarnych Garfield jest Włochem (tu można wstawić memiczne tłumaczenie na włoski za pomocą zamaszystej gestykulacji), ale z charakteru bliżej mu do Janusza Polaka (ten złodziej „somsiad” Odi!). Mimo to ciężko jest nie polubić tego futrzaka i ma on też swoją miłą stronę. Tyle, że jest ona schowana pod futrem i tłuszczem.

Tajne teczki Garfielda

Historia Garfielda zaczęła się w 1978 roku. Pod pseudonimem „Mruczek” donosił na opozycyjnych kolegów… Wróć, przecież nie o takich teczkach mowa. Nie skłamałem jednak, pisząc, że Jim Davis zaczął tę kocią historię w 1978 roku. Wtedy też nasz kudłaty rudzielec wyglądał nieco inaczej niż jego powszechnie kojarzona postać. Poznalibyście go na ulicy, ale pomyślelibyście, że w policzki pogryzł go cały ul pszczół… Albo, że trzyma w nich lasagne. Nie wiem jednak, czy mieszanka makaronu, sera i mięsa przetrwałaby w jego paszczy dłużej niż moment. Charakter Garfielda i jego zachowania były już jednak ukształtowane. Cyniczny, nienażarty i leniwy kociak był i pozostał ujmujący.

Tajne teczki nie były jednak do końca żartem. Album pozwala nam się dowiedzieć o Garfieldzie tych powszechnie nieznanych faktów. Ja na przykład nie wiedziałem, że ten czworonóg uwielbia pić kawę. Niestety, jednak dodaje do niej cukru. Każdy bohater ma jakąś skazę na swoim pomniku, no nic. Kot nie lubi zaś elektryczności statycznej (za bardzo puszy futro), splotu krzyżowego w zasłonach (pazury w nim utykają), a także harcerek i listonoszy (chyba jakaś awersja do uniformów).

Jak każda dobra teczka, również i ta jest opatrzona bogatym materiałem wizualnym. Esencją Garfielda są „paski” – 3 komiksowe kadry, czytane tradycyjnie od lewej do prawej, przedstawiają krótką opowieść. Scenki są wypełnione humorem, zarówno słownym, jak i sytuacyjnym. Raz będzie nieco absurdalnie, a raz kot uraczy nas niemałą dawką sarkazmu. Styl rysowania Jima Davisa jest powszechnie znany i adekwatnie do wymaganej roli: prosty, przejrzysty. Warto jednak zauważyć, że artysta świetnie oddaje emocje wyrażane na kocim pyszczku, a do przyjemnych dla oka pastelowych kolorów dokłada adekwatne wyrazy dźwiękonaśladowcze (WIRRRRR! KOPS! DZIAB!).

Świat według Garfielda

Choć porzekadło „to nie człowiek ma kota, a kot ma człowieka” występuje przede wszystkim na internetowych obrazkach, to akurat w przypadku Garfielda oddaje ono sprawę idealnie. Pupil Jona ma pierwszeństwo do fotela, telewizora, obiadu… Nie chodzi nawet o to, że Jon udostępnia mu wszystko z własnej woli. Ciężko odmówić komuś z takimi pazurami.
Jedyne, na co kot nie miał wpływu, to „czasowa” przeprowadzka do domu przyjaciela Jona – Lymana. Wraz z człowiekiem do domostwa Garfielda zawitała jego nemezis, jego melon w sałatce owocowej (#BoJack), jego mleko do posiłku (#FullmetalAlchemist) – słodki piesek Odie. Z Lymanem to w ogóle ciekawa historia – zawitał „tymczasowo” do domu Arbuckle’a w 1978 i nie ruszył się z niego przez kilka lat. Charlie z „Dwóch i pół” powinien był sięgać po komiksowe paski w gazetach.

Piękne – przyp. Leniwiec

Wracając jednak do samego Odiego – początkowa niechęć Garfielda jest wobec psiaka całkiem zrozumiała. Nikt nie byłby zadowolony, dzieląc z kimś obcym swoje terytorium. Mimo tego ciągłe robienie z „najlepszego przyjaciela człowieka” worka treningowego (ucz się McGregor), wydaje się momentami lekko przerażające. Dla kota wyznacznikiem dobrej formy jest wykopanie psa co najmniej do fotela. Dorzućcie do tego pakowanie Odiego w tarapaty, z którymi nie ma nic wspólnego, i powstanie Wam naprawdę dwuznaczna perspektywa. Na szczęście koniec końców główny bohater komiksu potrafi pokazać, że jego współlokator jest dla niego ważny. Czyni to jednak w na tyle szorstki sposób, że delikatny niesmak pozostaje.

Garfield? Poproszę dokładkę

Garfield to kawał rudego bydlaka. Ten drań jest jednak tak słodko nieporadny oraz ujmujący (w większości przypadków), że ciężko go nie polubić i nie myśleć o nim z sympatią. Wykazuje się też sprytem, a jego przemyślenia często są inteligentnie ironiczne i ciekawe. Prawdziwy puszysty zawadiaka. Nie zliczę też, ile razy parsknąłem śmiechem, czytając te komiksowe paski (przepraszam współtowarzyszy z kolejowego przedziału). Kociak mimo całej wredności ma jednak serce po właściwej stronie, więc łatwo jest mu w naszych sercach zagościć na długo.

Warto też wspomnieć, że to trzytomowe wydanie jest okraszone takimi smaczkami jak krótki wywiad z Jimem Davisem (bardzo zabawny facet!). Warto zaopatrzyć się w ten komiks, by w porządny sposób poznać i zmierzyć się z historią tego powszechnie znanego zwierzaka. Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: