Fruits Basket. Jakim znakiem zodiaku chciałbyś zostać?

Kultowe shoujo wreszcie dostępne na polskim rynku. Czy po dwudziestu latach od japońskiej premiery może czymś jeszcze zaskoczyć dzisiejszego czytelnika?

Tooru Honoda, sierota, która oficjalnie miała mieszkać ze swoim dziadkiem, wylądowała w namiocie gdzieś pośrodku niczego. Jednak szybko okazuje się, że teren nowego lokum należy do rodziny Souma. Właściciele, gdy poznali jej los – a z tyłu głowy mając fakt, że w domu przydałaby się kobieta – od razu zaproponowali Honodzie dach nad głową. Ale sielanka nie trwała długo, gdyż jak każda wiekowa posiadłość, tak i ta posiada swoje tajemnice. Jedną z nich jest, że na jej właścicielach ciąży klątwa. Są opętani przez zwierzęta z chińskiego zodiaku.

Czy to dobry pomysł na mangę?

Uznałem, że warto by było ten tekst zacząć od właśnie takiego pytania. Dlaczego? Ponieważ odpowiedź nasuwa się sama – nie trzeba być zagorzałym fanem japońskiej popkultury, aby stwierdzić, że tematycznie Fruits Basket to nic nowego. Sam nie wiem, ile razy już widziałem zwykłą do bólu bohaterkę, której los płata figla za figlem, ale, niczym na białym rumaku, z opresji wyciągają ją przystojni chłopcy. W tle miga gdzieś pierwiastek magiczny, a przez uchylone drzwi zaczyna wkradać się romans z nutą tajemnicy. I koniecznie postacie muszą mieć traumatyczną przeszłość, ko-niecz-nie!

Przejedzony temat, nie warto po mangę sięgać. Zamykam temat, do usłyszenia.

Nie tak prędko!

Oczywiście, powyższy opis ma w sobie całkiem dużo prawdy i byłby wyjątkowo trafny, gdyby Fruits Basket wyszło, nie wiem, w przeciągu ostatnich pięciu-sześciu lat. Jednak w przypadku, gdy mamy przed sobą mangę z 1998 roku – to już ponad dwie dekady! – jest on zdecydowanie krzywdzący. Dlaczego? Bo musimy wziąć pod uwagę, że FB śmiało można nazwać babcią dzisiejszych mang shoujo. Jednym z tych tytułów, które, gdy były publikowane, nie kuły jeszcze tak bardzo w oczy (używam tutaj skrótów myślowych, nie chcecie przecież czytać o historii tego umownego gatunku sięgającej aż 1903 roku).

Z drugiej strony, nawet na tamte realia nie był to pomysł w stu procentach świeży – ale tak jak w przypadku shounenów, takie dzieła po prostu rządzą się swoimi prawami. Nie powiemy, że Bleach jest kolejną kopią, bo kładzie mocny nacisk na walkę mieczami. Takie rzeczy zwyczajnie już stały się cechami rozpoznawczymi.

Ostatecznie, nie możemy bez refleksyjnie porównać Fruits Basket do dzisiejszych mang Soujo.

Tak więc Fruits Basket to kiepska czy jednak dobra manga?

Myślę, że na pewno ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne. Skoro o tych drugich już rozpisałem cały akapit na wstępie, może teraz coś pozytywnego. Na pewno czymś niespotykanym dla mnie było wciśnięcie w ramy takiej historii chińskiego zodiaku. W zasadzie zbudowanie większości postaci na bazie skojarzeń ze zwierzętami, które reprezentują: dzik w szale biegnie przed siebie, niekoniecznie patrząc na przeszkody, szczur jest cwany, a królik – jak to królik – kica i dzieli się swoją „słodkością”.

Ponadto Fruits Basket okazało się też całkiem zabawną mangą. Autorka – Natsuki Takaya – świetnie radzi sobie z żartami sytuacyjnymi. Pomijam fakt powtarzalności pewnych motywów, bo mówimy o plusach, ale dwie postacie poboczne, przyjaciółki Tooru, to mistrzostwo. Każda scena, w której występowały gansterzyca i antena radiowa (takie przydomki otrzymały w komiksie) kończyła się mimowolnym prychnięciem.

waneko fruits basket

Podróż do przeszłości

Przeszłości japońskich komiksów. Otwierając Fruits Basket, czytelnik czuje się, jakby przeglądał album ze starymi zdjęciami. Zalatuje trochę kurzem, wstyd się do niektórych zdjęć przyznać, ale to piękna nostalgiczna podróż. W tym przypadku nie do rodzinnego ogródka, a do spiczastych rysy twarzy, wielkich oczu i włosów, z niemal każdym pasemkiem rysowanym osobno. Zupełnie jak w Liberty Liberty. Mimo że bardzo podoba mi się stroną, w którą wyewoluowała kreska, zawsze chętnie wrócę do tej starej, topornej, stereotypowej oprawy graficznej.

Waneko wypuściło FB w edycji kolekcjonerskiej, to jest dwa tomy w jednym. Wygodne, czy nie wygodne, to już kwestia indywidualna, ale trzeba zaznaczyć, że akurat to wydanie posiada odświeżone okładki wraz z obwolutami. To był zdecydowanie strzał w dziesiątkę, bo wyglądają fenomenalnie! Minimalizm i zwiewność świetnie pasują do historii, które w sobie kryją.

Ponadto dostaliśmy też, zaraz po otwarciu tomiku, kilka stron z kolorowymi obrazkami. Tutaj poziom jest różny, bo część wygląda jak fanarty z Internetu. Wciąż jednak taki dodatek zawsze cieszy oczy.

fruits basket waneko manga

Koszyk pełen owoców

A w nim romans, delikatny dramat, komedia i sporo pozytywnej energii. Pachnący starymi meblami, dywanami i moją babcią, ale wciąż przyjemny w odbiorze.

Gdzieś w odmętach Internetu wyczytałem również, że wraz z kolejnymi tomami, historia zyskuje. Nie chce więc ani skreślać Fruits Basket na starcie, ale nie mógłbym jej – mam nadzieję, że jeszcze – z czystym sercem polecić.

Niemniej jednak chętnie sprawdzę dalsze losy Honody w tym, uwierzcie mi na słowo, przedziwnym domu. Do tego czasu możecie śledzić naszą stronę na Facebooku, aby nie przegapić żadnych newsów.


Pierwszy tom już za Tobą i nie wiesz, za co zabrać się dalej? Sprawdź cykl postów Manga Update! Piszemy w nim o innych ciekawych tytułach, które przewinęły się na naszej gałęzi!


Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o