Widziałaś już chodzące kamienie? Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob – Tom 2 – Recenzja

egmont komiks

Choć wakacje na wsi już dobiegły końca, to zostało jeszcze sporo wolnego czasu. Akurat idealnie, aby przeżyć jakaś wspaniałą przygodę. Rebeka wyjeżdża do nowego domu swojego ojca nad przepiękną zatoką. Jechała z nimi jeszcze Koralia, ale od razu wróciła do domu, nie mogąc znieść rozłąki ze swoim chłopakiem… Nawet nie wie, ile straciła! Rebeka poznała nowego kolegę, a może już kogoś więcej? Tego nie zdradzę. Tata Rebeki również nie chodzi już taki przybity po rozstaniu z żoną. Na dodatek przybiegł Łapa! Te kilkanaście dni minęło Rebece na naprawdę ciekawych przygodach.

Zwróćcie uwagę na te małe, słodkie obrazki w lewym górnym rogu!

Ale gdzie w tym wszystkim jest Ernest? 

Lekarz mówił, że Rebeka zupełnie wyzdrowiała. Lekko szkodliwy supermikrob wreszcie upuścił jej ciało. Może teraz wrócić do szkoły. I chociaż w pewnym sensie krótka rozłąka z przyjacielem smuci, to nasza różowowłosa niemalutka bohaterka świetnie odnajduje się w szkolnej rzeczywistości. Chociaż i tam nie zawsze bywa kolorowo. Nawet ulubiony nauczyciel – pan Rebaud – nie jest w stanie przezwyciężyć jesiennej pogody oraz kroczącemu razem z nią… Potwornemu wirusowi grypy. Niemniej, Rebeka chyba ma jeszcze swojego anioła stróża, który w tej historii naprawdę pokazał klasę. 

Jednak nie wszystko zawsze układa się kolorowo. Znacznie częściej plany nie idą po naszej myśli. Tak na przykład potoczył się związek Korali, tak momentami toczy się przyjaźń Ernesta i Rebeki. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dziadek Robak trafił do szpitala… Ale spokojnie, Ernest i Rebeka mają już plan, jak temu zaradzić!

Jak zrobić dobrą kontynuację?

Myślę, że to pytanie pojawia się w głowach wielu twórców komiksów. Szczególnie gdy poprzedni tom okazał się czymś naprawdę dobrym. Jak to jeszcze ulepszyć? Jakie wątki dodać, a z których zrezygnować? Więcej czy mniej humoru? Twórca Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob Guillaume Bianco ewidentnie znalazł odpowiedź na wszystkie powyższe niepewności. Drugim tom przygód dziewczynki i jej zarazka jest świetny!

Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob w drugim tomie naprawia również te małe zgrzyty, które pojawiły się w poprzednim (chociaż było ich tyle, co kot napłakał). Głównie chodzi mi tutaj o więcej czasu antenowego dla Korali. Ten szczątkowy romans, który wzruszał i denerwował, wreszcie dostaje takie rozwiązanie, na jakie zasługiwał… A Koralia może wyjść z tych trudnych sytuacji z podniesioną głową. Chyba że los kolejny raz rzuci jej pod nogi kłody – a tych rzuca sporo i, niestety, na oślep. Dobrze też widzieć, że i ojcu obu dziewczynek w życiu zaczęło się powoli układać, a jego relacje z ex-żoną wkroczyły na normalne, zdrowe tory. Może i z tego wyjdzie jakaś lekcja dla dorosłych? Mam nadzieję, że tak.

W ogóle cały ten tom stoi pod znakiem rozstań. Ja nie wiem, dlaczego autorzy to robią, ale, mimo względnie wesołej otoczki, niejedna bardziej wrażliwa osoba uroniłaby kilka łez przy lekturze. To jest komiks dla dzieci! Jakbym chciał tyle depresji, przeanalizowałbym swoje życie!

Z drugiej strony: może to specjalny zabieg dla osoby, która będzie ten komiks dziecku czytać, aby i ona mogła się dobrze bawić.

Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob… I masa nowych znajomych

Nie można zaprzeczyć, że w pierwszym tomie główne skrzypce grała para tytułowych bohaterów. Pod koniec komiksu Rebeka zaczęła budować już jakieś przyjaźnie, ale i tak historia bazowała na przygodach dziewczynki i mikroba. W Szkole wygłupów – bo taki podtytuł ma ta część – Rebeka wraca do szkoły i od razu znajduje wielu nowych kolegów, co mnie lekko zaskoczyły. Bardziej spodziewałem się, że przez jej nadpobudliwość będzie samotna (a może to twórcy komiksu sprawili, że tak myślałem, żądny kolejnej dawki dramatu?). Na szczęście jej otwartość i urok pokonają wszelkie przeszkody.

Jednak nie tylko w szkole Rebeka znajdzie kolegów – na wakacjach też nawiąże nową znajomość z pewnym zadziornym piratem, który zna tajemniczy sposób łapania ryb.

A tu kolejny. Wygląda z daleka jak Gumball. W komiksie jest ich pełno!

Nowe postacie drugoplanowe przyciągają nie tylko swoim sympatycznym lub intrygującym charakterem, ale również swoim designem. I chociaż Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob powstał już osiem lat temu, dalej wyglądają jak świeżo wyjęte z teraźniejszości: dobrze ubrani, z modnymi fryzurami… No, może poza Koralią i jej fryzjerskim wybrykiem. Ale wygląda całkiem uroczo, nie zaprzeczajcie.

Trzeba też oddać szacunek przemianie Ernesta. Jak nic szykuje nam się potężny antagonista do One Punch-mana.

Leniwiec i Redakcja. Mój kumpel recenzent.

Pierwszy tom Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob był świetny. Do pośmiania, do popłakania, ale i do chłonięcia nie do końca beztroskiego klimatu. Lektura sprawiła mi sporo przyjemności, a zostawiła z poczuciem niedosytu…

Które jednak wydawnictwo Egmont szybko wypełniło, wypuszczając na rynek kontynuacje. Drugą część przygód Ernesta i Rebeki  połknąłem na raz, w jedno wieczorne posiedzenie. Rezygnując z nauki historii wychowania, ale jestem przekonany, że ten komiks był dla mnie bardziej przydatną lekcją.

Wszystko działa w nim tak, jak trzeba – tempo akcja jest w sam raz, gdy przygoda powinna się skończyć, autorzy brutalnie nas z niej wyrywają, bez zbędnego przedłużania. Każda kartka zawiera przyjemne dla oka kadry, w jeszcze bardziej przyjemnej kolorystyce – szczególnie część poświęcona wakacjom.

Autorzy poruszają tutaj dużo problemów stricte natury ludzkiej – chociażby starzenie się dziadka Owadka… Zakrapiane winem i podsycane dymem papierosowym. Myślę, że kolejny tom to będzie mocna, nostalgiczna jazda. Patrząc po zakończeniu „Szkoły wygłupów”, tego właśnie można się spodziewać.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Egmont.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: