Gotowi na naukę mikrobii? Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob. – Tom 1 – Recenzja

Rebeka jest zwykłą, pełną energii dziewczynką. Jednak jej liche zdrowie często nie pozwala sześciolatce cieszyć się dniem. Na dodatek rodzice Rebeki przechodzą kryzys, kłócą się coraz częściej, a w powietrzu wisi widmo rozwodu. Z kolei siostra – Koralia przechodzi trudny wiek dorastania i niemal nie rozstaje się ze swoim telefonem…

Wszystko zmienia się, gdy na horyzoncie pojawia się mały, pierwotny mikrob – Ernest!

Ernest i Rebeka – dwóch nieodłącznych przyjaciół, jak sernik z rodzynkami

Choć ich pierwsze spotkanie nie należało do najprzyjemniejszych – Ernest dał Rebece nieźle popalić, nie ma co! – to szybko zostają przyjaciółmi na śmierć i życie. Wspólnie się bawią, łapią żaby, spędzają całe dnie razem. Ernest zaczął nawet szkolić Rebeke w trudnej nauce: Mikrobii, aby ta mogła przystosować się do trudnych warunków życia tak jak robi to wirus. Razem też obmyślają różne plany, na przykład w jaki sposób pogodzić rodziców, żeby wszyscy żyli jak dawniej.

Rebeka nie ma łatwo już od samego dzieciństwa. Jak wspominałem: jej rodzina zaczyna się powoli rozpadać. W domu brakuje już spokoju i ciepła, zamiast tego na co dzień odczuwa się chłód i słyszy ciągłe kłótnie. Kwestią czasu jest, aż rodzice się rozejdą i pojawi się ktoś nowy, obcy.

Kryzysy ma również Koralia. Nastolatka przeżywa swoje pierwsze rozterki miłosne, ale też zaczyna doświadczać presji społecznej w postaci nieprzyjemnych koleżanek z klasy.

Każdy dzień w tej rodzinie to nowa, ciekawa i często nieprzewidywalna historia… z małym, zielonym mikrobem w tle. Jest to wydanie zbiorcze, które mieści w sobie trzy tomy: każdy równie zabawny, każdy dostarcza czytelnikowi przyjemniej, emocjonalnej podróży.

Leniwiec o komiksie: Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob.

Sięgając po Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob. oczekiwałem zabawnej, komediowej metafory problemów, jakie tworzy w głowie dziecka rozwód rodziców i kłótnie małżeńskie. Ba, ja wiedziałem, że coś takiego dostanę. Gdybym się mylił, komiks niesamowicie by mnie zawiódł… Ale pan Guillaume Bianco spełnił swoje zadanie.

Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob. to przezabawna komedia, która świetnie nadaje się dla najmłodszych. Momentów do śmiania się jest tu multum: począwszy od dziecinnej niechęci bohaterki do określenia „malutka”, przez żarty słowne lub sytuacyjne – chociażby ciągle przynoszenie do domu żab – na zabawach kadrami kończąc. Komiks rozbawia lepiej niż niejedna komedia. Sądzę nawet, że one od tego dzieła powinny brać przykład, ucząc się, jak stworzyć miły, zabawny i nienachalny humor.

Jednak czytając z dzieckiem komiks, bądź dając dziecku komiks do samodzielnego czytania, rodzic musi być gotowy do odpowiedzi na pewne pytania.

Aktywny rodzic

Widzicie, w Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob. Ernest tak naprawdę stanowi świetną metaforę samotności, którą dziecko odczuwa. Przypadkiem studiuję pedagogikę i rozumiem, jak ważne jest przywiązanie do rodziców. Więc co może dziać się w głowie sześciolatki, gdy lekarz zapyta: wolisz mamę czy tatę? Rebeką to pytanie nieźle zmieszało… Sama przyznała, że tata i mama są jak keczup i majonez: najlepiej smakują razem.

Więc nie zdziwcie się, jeżeli Wasza pociecha zapyta: dlaczego jej rodzice się rozstają? Lub: dlaczego ten pan – tata – jest ciągle smutny? No i pytanie, które zadała sama Rebeka: dlaczego już się nie kochają i po co brali ślub? Chociaż ostatnie bardzo ładnie wyjaśnił dziadek Owadek z trzeciego tomu.

Ernest i Rebeka zapewniają solidną, emocjonalną jazdę. Nieraz ani nie dwa potrafiło zmięknąć mi serce, gdy przeurocza, mała dziewczynka zadawała pytanie, które rozbroiłoby niejednego dorosłego… I w zasadzie niemal zawsze w tym komiksie rozbraja.

Myślę, że dziecko, przy małej pomocy, może zaczerpnąć z tego dzieła naprawdę dużo pomocnych informacji.

Jest to też nauka dla dorosłych, co tak naprawdę czują dzieci. Jak myślą, jak radzą sobie z problemami, które właśnie dorośli im tworzą. Dzięki postaci Korali możemy też przez malutkie okienko zobaczyć rozterki dojrzewającej nastolatki – malutkie, bo nie dostała aż tak wiele czasu ekranowego.

Kreska

Antonello Dalena zrobił niesamowicie dobrą robotę. Gdyby nie ten włoski rysownik, który przykładał też rękę do niektórych postaci Disneya, Ernest i Rebeka straciliby dużo. Bardzo dużo. Kreska Pana Dalena sprawiła, jestem przekonany, że nie jedno dziecko zakocha się w tym komiksie, a przy okazji dorosły będzie miał niezły ubaw.

Wrażenie robią już same projekty postaci, które ukazywane są nam z wielu różnych stron, w wielu różnych wariantach. Gdy robi się smutniej: postacie od razu nabierają ciężaru, aby chwilę później, z wielkimi oczami, zaczęły chodzić jak robot. Klimat danej historyjki, czy danego momentu, świetnie podkreśla też mimika twarzy. Autor serwuje nam całą gamę różnych grymasów: począwszy od głupkowatych min, przez naburmuszenie, aż do konkretnego zmartwienia. Nie pisałbym o tym tyle, gdyby nie fakt, że mimika twarzy wyszła twórcy bardzo realistycznie! W tym komiksie mamy dowód, na ile różnych sposobów można narysować bohatera z przymkniętymi oczami, tak, aby oddawał odpowiednie emocje. I moim skromnym zdaniem najlepiej to widać na przykładzie matki Rebeki.

Warto uwagę zwrócić też na cieniowanie. Mogłoby się wydawać, że w komiksie dla dzieci nie ma ono większego znaczenia – a jednak ma. I robi robotę.

Spodziewałem się cienkiego komiksu, może na kilkadziesiąt stron, a dostałem tomik, który ma ich ponad sto. Nie jest to wada – wręcz przeciwnie, bo dłużej mogłem się cieszyć lekturą. Niemniej, chciałem tutaj zaznaczyć, że wydanie od Egmontu jest bardzo ładne wizualnie. Świetnie prezentuje się na półce!

Bohaterowie

Z jednej strony Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob posiada sporo postaci – chociaż nie tyle, co Horimiya – o których warto by było napisać chociaż dwa słowa… Ale ja nie zamierzam odbierać Wam przyjemności poznania ich! Skupię się więc na tych najważniejszych.

Oczywiście mamy tytułowy duet. Rebeka jest rozbieganą, pełną energii i okropnie wygadaną sześciolatką. Przepraszam, sześć i pół latką. Nie da się jej nie lubić, naprawdę. Niejednokrotnie potrafi rozbroić dorosłego celnie wbitą, niezamierzoną szpilką. Jednak pod tym płaszczykiem optymizmu znajdziemy bardzo smutne dziecko, a moment, kiedy ta część dochodzi do głosu, rozczuli nawet zimnych drani. Wspomniany pojawia się w trzecim tomiku, gdy Rebeka wraz z siostrą wyjeżdża na wieś – moim zdaniem w najbardziej uczuciowej części komiksu. Ernest to ten zielony, trochę wredny glut z okładki. Swoje życiowe doświadczenie czerpie już od ery dinozaurów i nie trzyma tej wiedzy dla siebie. Szybko zakumplowuje się z Rebeką, wspólnie próbują wymyślić plan, jak pogodzić ze sobą rodziców. Zajmuje się też edukacją sześciolatki, lecz zamiast matematyki, wykłada jej mikrobie.

Co do Ernesta mam ambiwalentne uczucia. Z jednej strony jest Rebece niezmiernie potrzebny: to jej ucieczka przed samotnością, ale też chroni ją przed innymi wirusami czy bakteriami. Z drugiej: wielokrotnie namawia Rebekę, na przykład do wystawiania się na mróz. Fakt faktem, potem dziewczyna robi to już z własnej woli, aby tylko Ernesta nie stracić. Mam jednak przeczucie, że w kolejnym tomie nasz mikrob nabierze więcej głębi, bo już pod koniec tego tomu zachowywał się dość dziwnie, inaczej.

Rodzinka i nemezis 

Tak, jak pisał Kajetan w recenzji Invincible: wielu uważa, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob. udowadnia, że chyba jednak lepiej na rysunku. 

Rodzice malutkiej Rebeki odgrywają ważną rolę w całej fabule, chociaż za dużo o nich nie wiemy. Ciągle się kłócą – o co? Dobre pytanie. Ojciec bohaterki jest artystą, więc prawdopodobnie o kwestie finansowe. Właśnie, pan tata to przyjemna postać: widać, że kocha swoje córki i okropnie boli go rozstanie z nimi. Nie możemy jednak stwierdzić, czy chciałby wrócić do swojej żony: najczęściej widzimy ich razem tylko w chwilach sprzeczek, prócz jednego, małego kadru. Mama wydaje się znacznie bardziej oschła, a jej kontakty z potomstwem zostawia wiele do życzenia. W przeciwieństwie do ojca mama Rebeki chce jeszcze ułożyć swoje życie – dzięki temu dostajemy niemal cały tomik opowiadający o jej nowym koledze – Samie.

Warto tutaj zaznaczyć, że jednak jest to komiks dla dzieci. Wydaje mi się, że młodszy czytelnik nie będzie wymagał pogłębienia wątku konfliktu domowego. Wystarczy mu to, co mówi Rebeka. 

Wspomniałem też wcześniej o dorastającej siostrze. Koralia to stuprocentowa nastolatka, przywiązana do swojego telefonu niewidzialną liną. Niemal wiecznie chodzi naburmuszona, a kontakty z resztą rodziny stanowią dla niej katorgę. Początkowo nie byłem pozytywnie nastawiony do tej postaci, ale z czasem widzimy jej lepszą stronę. Stronę troskliwej, chociaż wciąż marudnej, starszej siostry. Wprowadza element dramatu nastolatka, gdy koleżanki okazują się wrednymi rurami, a pierwsze romanse nie są do końca idealne. 

Nemezis Rebeki jest oczywiście nie kto inny jak lekarz rodzinny. Człowiek niebywałej cierpliwości, bowiem przez cały komiks doświadcza tylu problemów z Rebeką, że niejeden by rzucił karierę lekarską w kąt. I zaczął hodować marchew.

Ernest i Rebeka. Mój kumpel leniwiec.

Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob. to świetny komiks. Jest przezabawny, a przy tym potrafi zapewnić konkretną jazdę emocjonalną. Dzięki tym dwóm czynnikom zaskarbi sobie fanów zarówno wśród dorosłych, jak i tych młodszych, którym, na przykład, rodzice będą go czytać do poduszki.

Historia może wydawać się banalna, dość oczywista. Ciężko jednak nie zwrócić uwagi na świetnie wykreowane postacie, dzięki którym Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob. nie wydaje się fikcją, a komiksem opartym o przeżycia twórcy lub bliskich mu osób. Jak już mówimy o bohaterach: naprawdę ciężko któregoś nie polubić – chyba że mowa o dwóch koleżankach-zołzach Korali. 

Bawiłem się przy lekturze świetnie. Połączenie trzech tomów w jeden było strzałem w dziesiątkę, bo po skończeniu czytania nie czułem niedosytu. A z drugiej strony nie mogę doczekać się kolejnego tomu i nowych przygód Ernesta oraz Rebeki!

Tak jak napisano na rewersie: Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob. to słodko-gorzka, ale mądra opowieść, która wzrusza i bawi nie tylko młodych czytelników. Podpisuję się po tym rękami i nogami. Komiks warty polecenia dla… Praktycznie każdego!

Dziękuję bardzo za egzemplarz wydawnictwu Egmont.

3
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
LeniwiecPrzemekRecent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Przemek
Gość
Przemek

A czy ten komiks jest odpowiedni dla pięciolatki?

%d bloggers like this: