Dziecię Bestii – Tom 1 – Recenzja

Tuż obok ludzkiego świata, kryje się zupełnie inny, odmienny wymiar. Próżno szukać w nim człowieka, za to na każdym kroku czają się humanoidalne bestie. Jednak pod płaszczem odmienności, tak naprawdę sporo w sobie mają z ludzi. Pewnego dnia ten obcy świat otwiera się przed młodym Renem.

 

 

Fabuła:

Dom dla Rena właśnie przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Jego mama zmarła w wypadku. Został sam. A nad tym, co dalej z nim będzie, zaczęła dyskutować już dalsza rodzina. Nie mogliby przecież zostawić dziecka samego sobie. Tak jak zrobił to ojciec Rena…

Brunet jednak nie ma zamiaru siedzieć z założonymi rękoma i czekać, aż ktoś inny zacznie podejmować za niego decyzje. Po scence, w której wyjaśnia, jak bardzo wszystkich nienawidzi, ucieka z domu. Ląduje w jednej z mniejszy uliczek Shibuyi, gdzie w smutkach towarzyszy mu malutki ptaszek Chiko.

Juutengai jest nazywane miastem tysiąca bestii. Arcymistrz ogłosił, że zamierza zakończyć swój urząd, więc zaczęto szukać jego następcy. Kandydaturę zgłosiły dwa potwory. Czerwonowłosy Kumatetsu oraz jego znajomy z kłami – Iouzan. Oboje niesamowicie silni, jednak… Ten pierwszy znacznie bardziej porywisty i burzliwy, z dziwną tendencją, do zniechęcania swoich uczniów. Takim sposobem żaden mu nie został, a każdy szanujący się arcymistrz powinien mieć przynajmniej jednego.

Mając już dość gadaniny, Kumatetsu zaczepia przypadkowego chłopaka spotkanego na ulicy ludzkiego miasta i oferuje mu naukę sztuk walki pod jego okiem. Oczywiście „szczęściarzem” okazuje się Ren. Równie oczywiste jest to, że młody buntownik odrzucił propozycję niedźwiedzia. Jednak po pewnym czasie, gdy zrozumie beznadziejność swojej sytuacji, a także coraz bardziej wzrośnie w nim żal do rodziny, postanawia odszukać bestie.

Błądził, aż wreszcie trafił do Juutengai. Tam jednak nikt nie wita go z otwartymi ramionami, wręcz przeciwnie, a cały nowy świat zdaje się Rena przytłaczać. Czy brunet da sobie radę w obcym środowisku, a na dodatek z niedojrzałym mistrzem? No i jak będzie wyglądał jego trening?

dziecię bestii

 

Leniwiec o fabule:

Fabularnie Dziecię Bestii nie zapowiada się na coś niezwykłego, ale nie skłamię, jeżeli napiszę, że jest to manga wciągająca i ciekawa. Wszystko, co przeczytaliście w poprzednich akapitach, to zaledwie czubek góry lodowej – dosłownie, to zaledwie historia z pierwszych kilku kartek komiksu.

Z jednej strony Mamoru Hosoda przygotował całkiem smutny wstęp dla czytelnika, chociaż osobiście uważam go za nadmiernie przepłakany, a z drugiej wplata w to wszystko scenki, po których czułem się, jakbym trafił do zupełnie innego tytułu. To skakanie klimatu – prawdopodobnie już go w przyszłych tomach nie będzie – okazało się zabiegiem dziwnym, ale… Pasującym do całości. Dzięki temu Dziecię Bestii posiada w sobie pewną nieprzewidywalność.

Dalej wychodzą coraz większe wpływy Shounenowe, co było dla mnie miłym urozmaiceniem od komiksów, które ostatnio przyszło mi ciągle czytać.

Autor zasiał też ziarna ciekawości w czytelniku, które sprawią, że sięgnie po kolejne tomy. Została wspomniana kwestia mroku, który przejawia się w ludzkich duszach, a także, gdy Kumatetsu będzie nieostrożny, ta siła może pochłonąć Rena.

Innym zupełnie aspektem jest fakt, że taka relacje uczeń-mistrz, stanie się polem do rozwoju charakterów obu postaci: Rena, który wychowywał się bez ojca, ale również Kumatetsu, dla którego wyzwaniem, tak zakładam, było ogarnięcie nawet samego siebie.

 

Kreska:

Odpowiedzialny za kreskę Renji Asai nie ma wielu tytułów w swoim dorobku, z tego, co widzę, żadna z jego mang nie została wydana w Polsce. Wyjątkiem na ich tle jest właśnie Dziecię Bestii, przy którym Asai pracował i które swoimi ocenami znacznie przebija inne dzieła z jego udziałem. Ile w tym zasługi samej kreski?

Myślę, że całkiem sporo. Styl, jaki nam zaprezentowano w tym komiksie, jest ostry, na pewno nie wzbudza poczucia bezpieczeństwa – dzięki czemu możemy poczuć klimat… Beznadziejności bohatera tuż na samym początku tomiku. A dopracowane cieniowanie pozwoliło z kolei na lepsze oddanie, na przykład, mimiki twarzy – co bezpośrednio wpływa na odbiór emocji przez czytelnika.

Najciekawszymi są jednak kadry, w których Renji Asai ma okazje popisać się dynamiką, a ta w Dziecię Bestii wypadła fenomenalnie. W historii ważnym elementem są walki, czy to na pięści, czy na miecze, a czasem rysownicy mają problemy z ich ukazaniem – tutaj jednak rysunki są przejrzyste i płynne. Duży plus.

dziecię bestii
Kyuuta to nowe imię Rena

 

Bohaterowie:

W pierwszym tomie Dziecię Bestii poznajemy praktycznie wszystkie ważne postacie – i to bardzo dobrze. Nie wydaje mi się, aby w przyszłych tomach miał pojawić się ktoś nowy, dzięki czemu zarówno autor, jak i czytelnik będą mógli skupić swoją uwagę na ważnych postaciach, zamiast gubić się w ich gąszczu. 

Jednak ciężko napisać jakieś konkrety o charakterach, gdyż w samym tomiku specjalnie ich nie rozwinięto, raczej wskazano główne cechy, które w dalszych etapach będą pogłębiane lub zmieniane.

Takim sposobem wiemy już, że Ren skrywa w sobie ogromne pokłady nienawiści – które, strzelam, w przyszłości okażą się tym mrokiem wspominanym wyżej. Ten gniew może być dźwignią, która pomoże mu stać się znacznie silniejszym. Musi przecież coś udowodnić swojemu ojcu, dalszej rodzinie, czy chociażby Kumatetsu. Jednak wydaje mi się, że przede wszystkim musi udowodnić siłę przed samym sobą. 

Wspomniany już Kumatetsu może łatwo zniechęcić. Poznajemy go jako pół poważnego, a pół żartobliwego bohatera, z tendencją do mówienia, ale niekoniecznie jego słowa mają odzwierciedlenie w czynach. I faktycznie, trudno się z tym kłócić. Jednak zaufajcie mi na słowo, bo czuję, że kolejne tomy dodadzą mu głębi!

Iouzan, przeciwnik niedźwiedzia, jest również jego niemal całkowitym przeciwieństwem. Porywczość stała się opanowaniem, chociaż równie on nie stroni od pojedynku.Trudno też nie zauważyć, że poparcie ma niemal w całym mieście. Wraz ze swoją szkołą walki, a także dwójką dzieci-uczniów. 

dziecię bestii

 

Dziecię Leniwca

Mogliście już pewnie zauważyć, jeżeli jesteście fanami kina sztuk walki, Dziecię Bestii podąża dość prostym schematem. Oto mamy dwóch mistrzów, jeden lubiany i szanowany, drugi zepchnięty na margines – ale obaj diabelnie silni. Swoje nadzieje przelewają na młodych uczniów i, zupełnie tak, jak w filmach, jeden z nich jest kompletnie nieobeznany w technice… A na koniec prawdopodobnie wszystko wygra.

dziecię bestii

Nie mając jednak tej kliszy przed oczami, możemy czerpać z tej mangi garściami. Oferuje nam prosty, lecz zabawny humor, świetnie wyglądający pojedynek, – liczę na to, że w kolejnych tomach otrzymamy ich znacznie więcej – a poza tym historie która, mimo że nie jest czymś oryginalnym, potrafi naprawdę zaciekawić.

Osobiście jestem bardzo zadowolony z tego komiksu i dziękuję Waneko, że dało mi możliwość zapoznania się z nim. Czekam na kolejne tomy i już czuję, że to będzie seria, która otrzyma honorowe miejsce na moim regale. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: