Doktor Strange Tom 1. Czy jest na sali czarodziej?

Słyszałem głosy znawców i koneserów komiksowego świata Marvela, że są takie postacie, które wypadają zdecydowanie lepiej w grupie superherosów aniżeli w swoich samoistnych przygodach. Podobno właśnie jednym z takich bohaterów miał być Doktor Stephen Strange. Mówiono, że świetnie działa w zespole, ale jego osobiste perypetie bywają zwyczajnie nudne. Był postrzegany jako bardzo potężnym mag, który poradzi sobie w każdej sytuacji, bo przecież nie ma jakiejś tam jednej supermocy, a umie władać nadprzyrodzonymi siłami. To dużo więcej niż przeciętny protagonista.

Jednak co się stanie, kiedy zabierzemy mu tę oręż? Właściwie to nie tylko jemu, a wszystkim czarnoksiężnikom z multiwersum?! Bo oto przyszedł smutny moment dla wszechpotężnych oświeconych. Magia umarła. Nadchodzi era nauki!

A na początku był…pomysł!

Dokładnie z takim motywem przewodnim zostawia nas od samego początku cała historia komiksu Doktor Strange. Egmont na razie postanowił wydać dziesięć pierwszych zeszytów opowieści napisanej przez Jasona Aarona oraz narysowanej przez Chrisa Bachalo. Autorzy zabrali magiczną energię, z której ich bohaterowie czerpali moc i wokół tego zbudowali całą intrygę. I zrobili to naprawdę dobrze!

Rzucając od razu czytelnikowi na twarz taką ideę, stworzyli sobie idealną możliwość nadbudowania do niej wielu elementów. Coś, co z pozoru jest proste i zrozumiałe, potrafi z czasem zrodzić wiele pytań. Na wejściu dostajemy łatwy w odbiorze przekaz i próbujemy rozkminić, co się dalej wydarzy, a ci, którzy popełnili ten komiks, prowadzą nas za rączkę przez chorą wizję własnej historii.

Siostro! Ołówek!

Ze strony wizualnej jest grubo. Czary, widziadła, przeróżne mary, straszydła, kolorowe zaklęcia, ale też wybuchy, czy obce cywilizacje z innych wymiarów. No generalnie dzieje się i to niesamowicie dużo. Momentami można dostać oczopląsu od wrażeń estetycznych. Serio, rysownik wykonał tu szkice magicznym ołówkiem, aż chwilami się rozpędził w tych swoich czarach. Bywa, że z natłoku wszystkiego rodzi się chaos i nie wiadomo, gdzie patrzeć. Takich kadrów jest, na szczęście, nie za wiele i po przeczytaniu całości został mi raczej dobry obrazek w głowie. Już wiem, że będę wracał jeszcze do tego dzieła, aby je sobie czasem po prostu pooglądać.

Oświecony umysł.

Żeby nie było, że są tylko takie bajery wizualne, to muszę przyznać, że scenarzysta też się bardzo postarał. Cała zagadka, którą nakręcił od pierwszego spotkania z czytelnikiem, jest wyjątkowo dobrze poprowadzona i stopniowo wyjaśniana. Dowiadujemy się od ogółu do szczegółu po to, żeby po tym pierwszym tomie zrozumieć, ile jeszcze jest do zaprezentowania.

Dostajemy idealnie przeciwstawnego, względem pierwszoplanowej postaci antagonistę, którego cele i motywy są od początku jasne i bardzo zrozumiałe na poziomie emocjonalnym. Kolejno, mamy też ciekawą kreację samego Dr Strange’a oddającą w pozytywny sposób tą jego wredną stronę. Niesamowicie rozbudowaną główną oś fabuły oraz takie smaczki jak wprowadzenie innych, znanych już magów z uniwersum, czy zaprezentowanie nowej twarzy, która niczego nie rozumie i trzeba jej tłumaczyć róże rzeczy tak, aby nowi odbiorcy również zrozumieli.

Harry Potter mógłby tu czyścić buty.

Być może nie ma w całej opowieści jakiejś filozoficzne głębi, jednak można dostrzec złożoność pierwszoplanowych charakterów, takich jak Dr. Dziwago ( tak oto przetłumaczył w jednej kwestii Doktora Strange’a gość odpowiedzialny za nasze rodzime słowa w chmurkach – na plusik), czy jego pomocnik Wong. Autorzy pokazują nam to, że ich mocno osadzeni w fabule bohaterowie oddziałują na wykreowany świat i w jaki sposób decyzje z przeszłości wpływają na teraźniejszość. Widać, że mieli wizję na rozbudowaną opowieść.

Doktor Strange. Diagnoza!

Atutem jest również fakt, że po tom 1 Doktor Strange może sięgnąć każdy nowy uczestnik ruchu komiksowego. Nie trzeba znać innych przygód chirurga o magicznych zdolnościach. Wystarczy iść do kiosku, kupić jego najnowsze przygody i cieszyć się ich niezwykłym klimatem, przemyślaną historią, mistrzowskimi ilustracjami, czy ciekawie napisanymi charakterami. Całość godna prawdziwego arcymaga.

A Ty? Wiesz już, dlaczego magia umiera? Lepiej się pośpiesz i sprawdź, czy nie wyciekła również z Twojego wymiaru!

Nie zapomnijcie też polubić naszej strony na Facebooku, aby nie ominęły Was nowe teksty i różne inne leniwcowe rzeczy – Leniwa Popkultura!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: