Dobranoc, Punpunie | Dzień dobry depresjo | Tomy 1-3 | Recenzja

Inio Depresja Asano (pozdrawiam Sadako, która przyczyniła się do powstania tego przydomka) zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Solanin jego autorstwa była jedną z pierwszych mang na mojej półce i mocno wryła mi się w pamięci. Bardzo szczegółowa kreska połączona z często fantazyjnymi, oderwanymi od rzeczywistości obrazami wraz z trudną tematyką i niejednoznacznymi postaciami – są to elementy będące od lat cechami charakterystycznymi jego twórczości. Dzięki uprzejmości Kotori mogłam zapoznać się z chyba jego najbardziej rozpoznawalnym tytułem – „Dobranoc, Punpunie”.

Punpun Punyama jest na pierwszy rzut oko zwyczajnym, acz nieco nieśmiałym 11-letnim uczniem podstawówki. Mieszka wraz z niestabilną emocjonalnie Mamą Punpuna oraz bezrobotnym Tatą Punpuna, który nie stroni od alkoholu i bywa agresywny. Od czasu do czasu, Punpuna odwiedza jego 33-letni wujek Yuuichi, który ciągle żyje na garnuszku swoich rodziców i zmaga się ze stanami depresyjnymi. Punpun wolne dni spędza na poszukiwaniu gazetek pornograficznych wraz z kolegami z klasy (pochodzącymi z równie dysfunkcyjnych rodzin, co on) i rozmowach z bogiem w afro w swojej głowie. Tak poza tym, Punpun prowadzi dość zwyczajne życie.

Wszystko się zmienia wraz z nagłą wyprowadzką jego dotychczasowego obiektu szkolnych westchnień – Miyo. Nie płakał on jednak po niej zbyt długo. Równie gwałtownie do jego klasy przeniosła się nowa, prześliczna uczennicy, Aiko, w której to Punpun zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Jednak jak tu cieszyć się podrygami młodzieńczej miłości, gdy świat naszego protagonisty zaczyna się niespodziewanie sypać jak domek z kart?

Z cierpieniem mu (nie) do twarzy

Elementem charakterystycznym tej serii jest sposób, w jaki postrzega siebie, swoją rodzinę oraz świat dookoła nasz główny bohater. Od samego początku nie widzimy prawdziwej twarzy ani jego, ani członków rodziny Punyama/Onodera. Zamiast tego obserwujemy losy ptako-podobnych jednostek, które funkcjonują w bardzo realistycznym świecie (każda inna postać wygląda jak normalny człowiek). W interesujący sposób prowadzona jest też narracja. Zazwyczaj, w seriach z jednym bądź kilkoma przewodnimi bohaterami, ich wewnętrzne przemyślenia są przedstawione w formie pierwszoosobowej. Tutaj również można się z tym spotkać, jednak nie w przypadku myśli Punpuna – je przekazuje nam narrator.

Wyżej wspomniane zabiegi, w mojej opinii, mają przybliżyć nam stan psychoemocjonalny, w jakim znajduje się główny bohater oraz jak bardzo ma on zaburzony obraz samego siebie w stosunku do otoczenia. Sądzę, że Punpun poprzez wykreowanie takiej postaci i odcięcie się od własnych przemyśleń, próbował ochronić swoje prawdziwe ja” przed rozpadnięciem się na kawałki w obliczu olbrzymiego stresu, jakiego doznał w okresie dzieciństwa. Do czego zresztą faktycznie może dojść u dzieci wychowujących się w problemowych rodzinach. Za sam fakt przedstawienia różnych spektrów zaburzeń psychicznych (nie tylko Punpun przeżył traumatyczne momenty), warto sięgnąć po tę mangę.

Każdy człowiek jest samotną wyspą

Najbardziej odczuwalną przeze mnie emocją, w trakcie lektury, była dojmująca wręcz samotność. I to dosłownie u każdej z napotkanej postaci. Nawet bohaterowie wiodący pozornie radosne i beztroskie życie, skrywają w sobie tajemnice, przez które czują się wyobcowani. Opuszczeni przez świat. Każdy z nich stara się wypełnić pustkę przy użyciu mniej lub bardziej desperackich metod, najczęściej z marnym skutkiem. A mimo to cały czas mam nadzieję, że do któregoś z nich uśmiechnie się w końcu dobry los. Albo bóg z afro, jak kto woli.

Jedna z postaci w pewnym momencie przyznaje, że nie potrzebuje dużo od życia. Po prostu by ktoś ją mocno przytulił, powiedział kocham Cię” i zapewnił, że wszystko będzie dobrze. Nawet jeśli miałoby to być kłamstwo. Czasami wystarczy tylko tyle i aż tyle. Mam wrażenie, że większość problemów, z jakimi zmagają się poznani bohaterowie, można by rozwiązać w ten właśnie sposób. A przynajmniej byłby to dobry pierwszy krok, bo w głównej mierze przydałby się im bardzo dobry psychoterapeuta. Drodzy Czytelnicy, nie zapominajcie, proszę o empatii. Można dzięki niej pomóc naprawdę wielu osobom.

Lektura +18 (?)

Chciałabym w tym momencie ostrzec wszystkich czytelników, których zachęcił opis fabuły –  nie jest to seria dla każdego. Mimo mojej szczerej sympatii do tego tytułu, w trakcie lektury musiałam robić sobie przerwy przy mocniejszych fragmentach. Autor nie stroni od scen zawierających przemoc fizyczną i psychiczną (również w stosunku do małoletnich), czy z podtekstem seksualnym. A czasami wprost z bezpośrednio przedstawionymi aktami cielesnymi. Pojawia się w niej też sporo filozofowania na dość abstrakcyjne tematy, co może wywołać u niektórych czytelników irytację. Jeśli już teraz wiesz, że nie dasz rady znieść np. wykorzystywania seksualnego nieletnich czy prób samobójczych, to lepiej odpuść sobie lekturę. Jeśli mimo to, zdecydujesz się poznać losy Punpuna i jego bliskich, to mogę zagwarantować, że z pewnością tego pożałujesz. I sięgniesz po następny tom.

Na miękko, czy na twardo?

„Dobranoc, Punpunie” jest wydawane w wersji 2w1, z możliwością wyboru twardej bądź miękkiej okładki. Z uwagi na wartość kolekcjonerską, zakupiłam wersję z twardą oprawą i nie żałuję. Mimo grubości pojedynczego tomiku (każdy liczy średnio ponad 400 stron), tę mangę czyta się równie wygodnie, co zwykłą książkę. Oraz estetycznie prezentuje się na półce. Widać też dbałość, z jaką wydawnictwo Kotori podchodzi do wydania Punpuna, np. poprzez ładnie zaprojektowane okładki czy papier, na jakim go wydrukowano. Jako fanka Inio, nie mogłabym być bardziej szczęśliwa.

Dobranoc, Punpunie. Widzimy się w kolejnych tomach

Pomimo morza rozpaczy i beznadziei wyłaniającej się z każdej kolejnej strony, „Dobranoc Punpunie” non stop stawia czytelnikowi ważne pytania m.in. o znaczenie prawdziwego szczęścia, roli religii we współczesnym świecie, czy ograniczeń, jakie stają każdemu z nas na drodze do osiągnięcia celów i pragnień. A to i tak dopiero skrawek góry lodowej tego, o czym jest ta w sumie dość uniwersalna historia. 

Polecam tę serię dla każdego, kto chciałby na chwilę się zatrzymać i podumać nad sprawami, na które zazwyczaj brakuje nam czasu. Albo po prostu przeczytać dobrą serię, bo po prostu warto.

Zapraszamy również do innych naszych recenzji mang od wydawnictwa Kotori oraz na naszą stronę na Facebooku – Leniwa Popkultura!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments