Do sześciu kamieni sztuka – Infinity Gauntlet

Avengers Infinity War, jeden z najlepiej zarabiających filmów w historii, świetnie oceniany zarówno przez fanów, jak i krytyków. Dzieło kinematografii, na którego kontynuację czekają z niecierpliwością tysiące o ile nie miliony osób (w tym również ja). Nie każdy czytał jednak kultowy już komiks autorstwa Jima Starlina pt. „Infinity Gauntlet”, którym inspirowali się bracia Russo, kręcąc trzecią część Avengers.

Jako wielki fan peleryniarzy, w szczególności tych od Marvela, oraz najnowszej części mścicieli, nie mogłem odmówić sobie lektury tego klasyka. Na samym początku dostajemy obszerną notkę autorstwa Kamila Śmiałkowskiego na temat całego eventu Infinity Gauntlet. Kosmosu w wykreowanym przez Stana Lee świecie czy przybliżenie kariery zarówno scenarzysty – Jima Starlina, jak i rysowników Rona Lima oraz George’a Pereza. Warto zapoznać się z tym wstępem choćby dlatego, że  bardzo dobrze opisuje dlaczego Infinity Gauntlet było niesamowicie ważnym wydarzeniem w całej branży komiksowej.

Kolejną rzeczą, którą dostajemy przed „daniem głównym”, jest napisany rok przed oryginalną Rękawicą Nieskończoności, również przez Pana Starlina Thanos Quest. Wwyjaśnia on, jak nasz Szalony Tytan wszedł w posiadanie wszystkich kamieni nieskończoności.

Nie będzie to również standardowa recenzja. Chciałbym się bardziej skupić na porównaniu dzieła papierowego z filmem, dodając do tego własne przemyślenia. Więc jeśli zaintrygowała Was taka forma tekstu oraz jesteście ciekawi, co łączy ogrodnika, Kapitana Amerykę oraz szatana zapraszam do przeczytania tej innej niż wszystkie „recenzji” Infinity Gauntlet!

Thanos, Thanos tak na mnie wołają!

Zacznijmy może od motywacji naszego głównego antagonisty – Thanosa. W filmowej adaptacji Anthony’ego oraz Joego Russo siny Tytan chciał zdobyć wszystkie sześć Kamieni Nieskończoności, by posiąść moc, dzięki której będzie w stanie wykasować połowę istnień we wszechświecie. Jego zdaniem zapobiegnie to zagładzie całych planet i pozwoli o wiele bardziej rozwinąć się pozostałym pięćdziesięciu procentom. O ile ten plan ojca Gamory może się wydawać szalony czy karkołomny to zapnijcie pasy. Szalony Tytan z komiksów jest o wiele bardziej… Szalony! Chce „wypstryknąć” połowę życia z wszechświata po to, żeby zaimponować Śmierci (która w komiksach jest osobą) i zostać jej oblubieńcem. Tak więc na łamach komiksu „Thanos Quest” wyrusza w poszukiwaniu sześciu przepotężnych Kamieni Nieskończoności, które pozwolą mu zrealizować narzucony przez samego sobie cel.

Six stones, one Gauntlet

Pierwszym miejscem, w jakim zawitał Thanos, było Ogniwo Rzeczywistości – centrum egzystencji, w którym miesza się ład oraz chaos. Tam odnalazł In-Betweenera. Sam przepotężny byt był uwięziony, jednak przy pomocy Thanosa wydostał się z energetycznego więzienia. Tytan oczywiście nie zrobił tego bezinteresownie. Od razu po uwolnieniu swojego chwilowego sojusznika, znokautował go plaskaczem, a następnie wyciągnął mu błyszczący obiekt z czoła. Którym był oczywiście Kamień Duszy (którego co ciekawe poprzednim właścicielem był Adam Warlock). 

Następną planetą, jaką odwiedza Thanos jest Tamarata. Tam przebywa nieśmiertelny Starszy, nazywający się Czempionem a wraz z nim oczywiście Kamień Nieskończoności, dokładniej Mocy. Po walce Czempiona z Tytanem (która moim zdaniem wyglądała dosyć podobnie do potyczki naszego fioletowego zuola z Hulkiem w Infinity War), w której to po „ataku specjalnym” Starszego wybucha cała planeta, Tytan otrzymuje swój magiczny klejnot poprzez zaszantażowanie dryfującego w nicości boga. 

Zapnijcie pasy, bo ta „przygoda” naszego pół boga jest niesamowicie pokręcona! Tym razem Thanos przybył do pewnego ogrodnika, który uzyskał Kamień Czasu od Starszych i używa go do… Zatrzymywania swoich kwiatów w czasie, aby ładnie wyglądały. Po wymianie grzeczności z Ogrodnika z Thanosem „Botanik” zostaje jednak zabity przez Tytana za pomocą Klejnotu Mocy. Mógł po prostu współpracować… A nasz zakochany w Śmierci łysol – ma już trzy kamienie! 

Złoty maratończyk i siwy zbieracz

Z kolejnym posiadaczem kamienia, Runnerem, Thanosowi nie poszło już tak łatwo (ba! nawet udało mu się zniszczyć lewitujący trono – statek kosmicznego Tytana). Po krótkiej rozmowie ze złotym jegomościem, która miała uśpić jego czujność, naszemu wyznawcy Śmierci w końcu udało się użyć klejnotu czasu i zamienić Biegacza w starca. Dzięki temu pomarszczony pół bóg bez większego problemu mógł odebrać staruszkowi Kamień Przestrzeni – źródło jego niesamowitej szybkości. Następnie zmienił naszego złocistego sprintera w niemowlę, ponieważ… 

Szalony Tytan postanowił użyć Biegacza w niemowlęcej formie jako towaru wymiennego za kolejny z potężnych klejnotów – kamień rzeczywistości. Posiadał go sam Kolekcjoner. Jeden ze starszych który, jak sama nazwa wskazuję, zajmuję się kolekcjonowaniem najrzadszych przedmiotów oraz istot w całej galaktyce. Starszy prawie od razu zgodził się na wymianę z Thanosem, ponieważ sam nie widział nic niezwykłego w tym świecidełku. Po jakimś czasie jednak Biegacz wraca do „normalnej” formy, przez co nasz Kolekcjoner ma niemałe kłopoty. Z kolei na drodze naszego kosmicznego gemmologa pozostał tylko jeden kamień fo zakończenia jego „krucjaty”. 

Na śmierć i życie…

Ostatnia historia zdobycia kamienia przez Thanosa moim zdaniem jest równie odjechana co wcześniej wspominane „wyegzekwowanie” klejnotu od Ogrodnika. Tym razem nasz siny Tytan spotyka się z kolejnym ze Starszych – Grandmasterem, którego wszyscy zapewne doskonale pamiętamy chociażby z filmu Thor Ragnarok (Jeff Goldblum był w tej roli wręcz doskonały!). Jeff… znaczy się Grandmaster proponuję mu grę, w której może zdobyć ostatni z kamieni ale również stracić pozostałe. Sama gra nazwana przez Starszego „ćwiczeniem na płaszczyźnie mentalnej egzystencji”, która tak naprawdę jest napażamien się laserami w zbrojach podobnych do pancerzy z Mass Efecta na wirtualnym labiryncie… Zapomniałem dodać, że na śmierć i życie! Grandmasterowi udaję się wygrać za pomocą oszustwa i ostatecznie zabija Thanosa – robota. Prawdziwy Thanos w końcu ujawnia się, bez problemu przywłaszcza sobie ostatni przepotężny klejnot i zabija Grandmastera. Cytując Zenka Martyniuka – „jak do tego doszło, nie wiem”. Wiem jednak, że Szalony Tytan zakończył swoją wyprawę z sukcesem. Zdobył wszystkie sześć kamieni nieskończoności i stał się najpotężniejszą istotą we wszechświecie! 

Od Biegacza do Tesseraktu

Wszyscy fani filmowego świata Marvela czy papierowych historii możemy się zgodzić, że tak sensowne i konsekwentne rozmieszczenie kamieni było czymś unikatowym. Przy tym aż strach pomyśleć jak dalekosiężne plany ma zarząd zajmujący się Marvelowską linią czasu. Umieszczenie Kamienia Przestrzeni jako Tesseraktu w jednym z pierwszych filmów, jest lepszym pomysłem niż wrzucanie do Infinity War historii o Ogrodniku. Jesteśmy już przyzwyczajeni do reinterpretacji komiksowych eventów w filmach. Mają stać się powiewem świeżości i angażować również komiksowych wyjadaczy. Pasują do całego wykreowanego przez Myszkę Miki uniwersum, a przy tym trzymają się podstawowych założeń. Można tu wymienić chociażby wyśmienite Civil War.

Śmierć, bogowie i… pył?

Tak dużo czasu poświęciłem całemu procesowi zbieractwa „komponentów” do rękawicy Thanosa, ponieważ  na tym opierała się cała ostatnia część Avengers. Przejdźmy więc w końcu do dania głównego – komiksu Infinity Gauntlet a dokładniej do jego fabuły. Zacznijmy od sceny, która jeśli jeszcze nie zakorzeniła się w masowej kulturze, to za paręnaście lat będzie mogła aspirować do miana równie kultowej co wybuch Gwiazdy Śmierci czy „Welcome to Jurrasic Park” Richarda Attenborougha. Scena „pstryknięcia”.

W Infinity War moment ten był upustem wszystkich kumulujących się emocji i postawieniem dosadnej kropki na końcu zdania. W komiksie za to Jim Starlin się z nami nie pieści. Prawie na samym początku dostajemy wiekopomny moment użycia Rękawicy Nieskończoności do wykasowania połowy istnień w całym wszechświecie. Wszyscy zapewne doskonale pamiętamy sceny, w których nasi ukochani herosi  zaczęli zamieniać się w pył. W utworze Starlina „znikanie” bohaterów o wiele bardziej przypominało coś w rodzaju teleportacji lub wyparowania. W papierowym dziele jej ofiarą padli między innymi Black Panther, Daredevil czy Reed Richards – Mister Fantastic. Użycie Rękawicy pochłonęło także zwykłych, szarych ludzi, a pierwszym, który to zauważył, był bujający się po Time Square Spider-Man. W ostatniej części Avengers widzieliśmy „wynik” pstryknięcia Tytana tylko na Ziemi. W rysunkowej historii dane jest nam zobaczyć również co dzieje się na rodzinnej planecie Thanosa – Tytanie. Powędrujemy też na planetę Kree, gdzie pstryknięcie skutkuję podejrzeniami wobec Skrulli i kończy się na kolejnej wojnie.

„Wszystkie bitwy czemuś służą…”

Grupa naszych bohaterów, w której skład wchodzą m.in. Wolverine, czy Doctor Doom, pod przewodnictwem Adama Warlocka (który odgrywa w całym komiksie kluczową rolę), muszą oczywiście zrzucić z boskiego piedestału rosnącego w siłę Tytana. Cała porażka herosów była oczywiście ówcześnie przewidziana przez złotowłosego jegomościa. Walka, w której to większość naszych ukochanych herosów ponosi śmierć na kartach papierowego dzieła, wyglądała równie niesamowicie co bitwa Mścicieli z Thanosem czy to na Tytanie, czy w Wakandzie w wersji filmowej. Zapewne dzięki możliwość zobaczenia jak Wolverine harata naszego sinego antagonistę…Lub z powodu możliwości ujrzenia kultowego już solo Kapitana Ameryki z Thanosem. Najbardziej epicka walka w całym komiksie dopiero nas czeka. 

Oto naprzeciw Thanosa stają największe potęgi we wszechświecie, między innymi: Galactus, Chronos czy Celestiale. Zdradziła go również inkarnacja Marvelowskiego szatana – Mephisto, który od niemal samego początku mu towarzyszył oraz sama… Śmierć! Jednak siła wszystkich tych potężnych bytów była niczym przy nieograniczonej, dosłownie boskiej mocy Thanosa. Ostatecznie to właśnie on zwycięża w tym destrukcyjnym dla całej galaktyki starciu. Pod koniec potyczki, w tym pobitewnym bałaganie, Nebuli (która co ciekawe w komiksach nie jest córką a wnuczką Szalonego Tytana) , udaję się przejąć oraz użyć mocy owego izolatora Kamieni Nieskończoności. Roztargnione myśli Nebuli, głównie na temat zemsty na swoim dziadku za długotrwałe tortury, wspomagane przez moc Klejnotów, mogły być fatalne w skutkach dla całego uniwersum. Adam Warlock, Silver Surfer, Doctor Strange, paru ocalałych bohaterów takich jak Thor czy Hulk, a nawet sam Thanos, który przekonany przez Warlocka ten jeden raz walczy ramię w ramię z innymi herosami, postanowili ukrócić jej możliwość korzystania z Infinity Gauntlet. Czeka nas trzecia, ostateczna bitwa!

Cichy finał wielkiego widowiska

Jak zakończy się cała historia? Czy Thanos choć ten jeden raz zachowa się honorowo? Czy wszystko wróci do starego porządku? Tego dowiecie się sami, czytając Infinity Gauntlet! Naprawdę warto, ja nie mam zamiaru Wam psuć radości z zakończenia tej epicko-absurdalnej przygody we własnym, domowym zaciszu. Fabuła momentami pędzi na złamanie karku, a chwilami jest tak wielowątkowa i zagmatwana, że sam nie wiedziałem co dzieje się na kartach komiksu. Przy czym potrafi pokazać w bardzo sensowny sposób relacje między bohaterami np. Adamem Warlockiem a Thanosem. Przede wszystkim jednak wydobyć z ikon oraz ideałów, jakimi są superherosi ludzi, co nie było tak oczywiste w momencie powstawania komiksu. Przy tym każda z ważniejszych postaci ma swoje „pięć minut”, co również bardzo dobrze udało się pokazać w Infinity War. Jeśli chodzi o samo zakończenie: jest dosyć intrygujące, mocno „supebohaterskie”. To dobre i dosyć kameralne zamknięcie tej jakże ogromnej i wręcz przytłaczającej historii. 

Co ma śliwka do Barbie?

W Wojnie Bez Granic każdy z bohaterów dostał trochę czasu na srebrnym ekranie. Moim zdaniem jednak przed szereg wybijali się szczególnie Iron Man, Cap, Thor oraz Doctor Strange. Jeśli chodzi o utwór Starlina, to chciałbym się skupić na dwóch głównych bohaterach całej historii  Thanosie oraz Adamie Worlocku.

Zacznijmy może od głównego antagonisty Infinity Gauntlet, Thanosa. W tworze braci Russo nasz purpurowy Tytan został pokazany jako ktoś dążący po trupach do (według niego) jedynego sensownego sposobu rozwiązania problemów całych galaktyk. Mimo to zachowuje pewnego rodzaju honor i empatie, a momentami nawet ukazuje swoje skrywane głęboko emocje. Według mnie „Disneyowska” wersja Thanosa to najlepszy złoczyńca z  filmów MCU. Komiksowy pierwowzór może na pierwszy rzut oka zachowywać się bardzo fanatycznie i być złym dla samego bycia. Wymordować połowę wszechświata dla baby? Jeszcze jak!

Według mnie „Disneyowska” wersja Thanosa to najlepszy złoczyńca z  filmów MCU. Komiksowy pierwowzór może na pierwszy rzut oka zachowywać się bardzo fanatycznie i być złym dla samego bycia. Wymordować połowę wszechświata dla baby? Jeszcze jak! Ja uważam jednak Thanosa za postać tragiczną. Za osobę ciągle dążącą do potęgi, która w momencie zdobycia okazuje się czymś dla antagonisty niemożliwym. Tkwi ciągle w pętli nieskończonych sukcesów i porażek, przez co nie może się na swój sposób „ustatkować” oraz spełnić. Do tego próbuje na każdy możliwy a przy tym atrakcyjny dla niej sposób przypodobać się Śmierci. Posuwając się przy tym nawet nawet do zgładzenia połowy stworzeń w uniwersum. A koniec końców, jego ukochana ostatecznie porzuca go w walce. Fataliści mogą uznać historię Thanosa ze Śmiercią za ukazanie ludzkiej pogoni za marzeniami i spełnieniem. Inni mogą odebrać ją jako pokazanie naprawdę toksycznej miłości, lub zrozumieją ten wątek w totalnie odmienny sposób. Moim zdaniem cała historia Tytana jest dosyć pesymistycznym ukazaniem kolei życia człowieka – nieprzerwana kolej sukcesów, porażek oraz zdrad.

(A)typowy superbohater

Przejdźmy teraz do naszego protagonisty Adama Worlocka. Jego samego jeszcze w MCU nie dostaliśmy… chociaż mamy bardzo duże prawdopodobieństwo, że za niedługi czas w nim zagości! Sugeruje to chociażby scena po napisach w drugiej części Guardians of the Galaxy.

Złotowłosy mag jest postacią dosyć niejednoznaczną moralnie. Pomimo  dobrych intencji kurczowo trzyma się swojego, bądź co bądź, udanego planu… Jednak pozwala w czasie jego trwania zginąć całej masie super ludzi. Nie kieruje się on stricte zasadami moralnymi i jest totalnym przeciwieństwem filmowego Kapitana Ameryki. Sam przedkłada dobro całego uniwersum nad dobro jednostki. Worlock jest również postacią bardzo charyzmatyczną i potężną. Wiecie, jeśli Logan się ciebie, słucha to musisz mieć wysoki respekt wśród amatorów majtek na spodniach. Z powodu jego pobytu w środku Kamienia Duszy zna Thanosa jak nikt inny i potrafi się z nim dogadać – widać to szczególnie w momencie przekonania sinego złodupca do pomocy w czasie finałowego starcia, czy na ostatnich kadrach papierowego utworu.

Osobiście porównał bym ich relacje do starego małżeństwa z małym kryzysem. Kończąc – pomimo czynów niezbyt przypominających w naszym rozumieniu dobrych, jesteśmy w stanie zrozumieć zachowanie Adama oraz nawet mu kibicować. Nie uważam go za jednego z moich ulubionych bohaterów w całej historii komiksów, jednak jest dosyć świeżym podejściem do oklepanego wzoru superherosa z tamtych czasów. 

Stary ale jary

Czytając wydane rok wcześniej Thanos Quest, wydawało mi się, że sam rysunek nie zestarzał się tak bardzo. Jest to niewątpliwym plusem ponieważ sam komiks jest prawie dwa razy starszy ode mnie. Co zabawne, jakimś sposobem wydane rok później Infinity Gauntlet zostało o wiele bardziej nadgryzione przez ząb czasu. Ale nie w kwestii dialogów – tutaj naprawdę się kleją. Nie są tylko opisem wykonywanych przez bohaterów czynności i choć wpadają czasami w nadmierny patos, to nie starają się na siłę być cool. Faktycznie, modele postaci odbiegają od dzisiejszych standardów. Jednak dynamika prezentuje się naprawdę ciekawie, efektownie i naturalnie. nic tylko pogratulować Georgowi Perezowi i Ronowi Limie.

Przełom goni przełom

Reasumując: tak epicka, wielowątkowa i jednocząca tylu bohaterów historia musiała być, i była, równie wielkim wydarzeniem. Gdybym był nastolatkiem, w momencie wydania Infinity Gauntlet zapewne wręcz piałbym z zachwytu. W momencie wydania, papierowe dzieło Starlina, było kamieniem milowym w dalszej historii komiksów. To samo można powiedzieć o Avengers Infinity War, które jest wielkim zwieńczeniem aż 20 powiązanych ze sobą filmów, wyprodukowanych w przeciągu 10 lat. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze uda się stworzyć równie wielkie filmowe uniwersum.

A jak czyta się obecnie tę historię sprzed ponad 20 lat? Moim zdaniem jedyne co się zestarzało to wygląd graficzny. Dosyć szalona i absurdalna, jednak ciekawa fabuła, grono barwnych, różnorodnych bohaterów i sensowne dialogi. Więc jeśli macie sporą wiedzę na temat świata Marvela, oraz nie wiecie, za jaki klasyk się zabrać to gorąco polecam Rękawicę Nieskończoności. Nie tylko z powodu tego, że to kawał dobrego komiksu, ale również samo czytanie jest bardzo szybkie i przyjemne. Przy tym cała rysunkowa historia jest już tak kultowa, że powinna znaleźć się na półce każdego fana Marvelowskich super bohaterów…

A na mojej znalazła się dzięki życzliwości wydawnictwa Egmont, za co dziękuję!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: