Death of X, Rick i Morty, Miś Zdziś – Comics Update #6

Kolejny miesiąc i kolejny Comics Update. Mam nadzieję, że w 2020 nie postanowiliście ograniczyć ilości czytanych komiksów – to w końcu grozi rozwojem wyobraźni, nie ma z tym żartów, ponieważ my przychodzimy z garścią dzieł, na które musicie zwrócić uwagę!

Poprzednia odsłona kolejny raz minęła pod znakiem superhero. Jeżeli szukasz czegoś nowego ze świata Spider-Mana lub zastanawiasz się, co tam u Staruszka Logana, sprawdź Comic Update #4.

A dzisiejszy tekst

Jest szaloną przygodą ramie w ramię z Rickiem i Mortym – czy kolejne tomy tego pokręconego dzieła wciąż trzymają odpowiedni poziom? Dowiecie się już za moment. Nie zabraknie również X-Menów w komiksie Death of X, którzy powoli stają się nieodłącznym elementem tekstów Krzyśka. A na deser dość specyficzne dzieło: Przygody Misia Zdzisia i Puszka Pana Dora.

Zapraszamy!

Rick and Morty tom 6

Wow! To już szósty tom, a dobrze pamiętam, gdy Egmont zapowiadał wydanie pierwszego… Ależ ten czas pędzi, chciałoby się rzecz. Wiecie, co ma podobną prędkość? Tempo akcji w opisywanym przeze mnie wydaniu. Serio, nie wiem, skąd twórcy biorą pomysły, ale to wyższa półka abstrakcji i komizmu. Pełen szacunek za dokładnie zrozumienie tego, jak kształtowane są odcinki w animowanym pierwowzorze. 

Budowa zbioru była standardowa i wydaje się, że wrócono do stałego zamieszczania działu z dodatkowymi historyjkami (tak, dalej się nimi jaram i tak, wciąż niesamowicie bawią). Nie były jednak wcale najzabawniejszymi ze wszystkich! O nie, nie tym razem! Doskonałą konkurencję stanowiły dla nich rozdziały “Anatomia Konia” oraz “Bliskie Rypania Jerry’ego Stopnia”. Oba zasługują na oddzielne pochwały.

Anatomia Rypania?!

Pierwszy z nich imponuje stylem graficznym. Rysunki przywodzą na myśl te “retro”, które mogliśmy oglądać w komisach z poprzedniego wieku. Robi to serio ogromne wrażenie i niezwykle cieszy oko. Mieszanka wybuchowa! Odpowiadał za nie, debiutujący na łamach serii, Benjamin Dewey. Pierwszy występ, ale mam ogromną nadzieję, iż nie ostatni! 

Drugi (ten o dwuznacznej nazwie) zrobił coś, czego jeszcze w serii nie było. Mamy bezpośrednie nawiązanie do odcinków od Harmona i Roilanda! Jestem pewien, że każdy widz doskonale wyłapie, co mam na myśli. Szczególnie, że nie jest ono specjalnie ukryte… Mały szczegół, a sprawia, że historyjka wciąga podwójnie. Wiecie, uczucie związane z kontynuowaniem czegoś, co już doskonale znamy. 

Reasumując

Szósty tomik trzyma poziom serii. Jest to dokładnie ten sam humor, który możemy kojarzyć z poprzednich. Nie jest gorzej i nie jest też znacznie lepiej. Dla niektórych może być to wadą, która wpłynie na znużenie formułą. Cóż, nie dla mnie- uwielbiam to i mogę się skąpać w tym humorze każdego dnia.

Rick and Morty tom 7

Jeszcze nigdy wcześniej obsada odpowiedzialna za tworzenie jednego tomu nie była tak bogata. Na okładce znalazło się miejsce aż dla dziesięciu nazwisko, co może robić wrażenie. Dla porównania, przy opowiadaniach do pierwszego tomu pracowały raptem cztery osoby.

Nadmienię, że tak, jak chwaliłem poprzedni tom i wspominałem, że zdaje się, iż dział dodatkowych historyjek wrócił na dobre, tak rzeczony sprowadził mnie na ziemię. Zgadza się, ponownie się ich pozbyto! Cóż, widocznie co kilka wydań będę musiał się na to godzić. Lecz będę w stanie, jeśli tylko te okażą tak dobre, jak tom siódmy! 

Szczęśliwa siódemka

Przy jednej z poprzednich recenzji wspomniałem już, że uwielbiam nawiązania do popkultury. Prawdopodobnie dlatego humor w oryginale Ricka i Morty’ego tak bardzo do mnie przemawia. Tym (oraz gagami naukowymi, o których przeczytacie w książce, którą recenzowałem TUTAJ) stoi przecież ta produkcja i najnowszym zbiorem opowiadań doskonale się w to wpisano. 

Cała masa ukłonów w stronę klasyków kina, książek oraz muzyki. Uwielbiam to i doskonale się w tym odnajduję. W opisywanym tomie najbardziej przypadł mi do gustu cały rozdział wzorowany na Parku Jurajskim. Coś genialnego! Serio, pomimo braku mojego ulubionego działu, tom ten zdecydowanie wpisze się na mojej liście, jako najlepszy dotychczas. 

Więcej znaczy lepiej!

Kto wie, może to ta liczba zaangażowanych twórców wpłynęła na jakość tomu. Rozumiecie, mieszanka pomysłów oraz stylów okazała się wybuchowa i w niezwykle pozytywny sposób wpłynęła na poziom całości. Rick and Morty to przecież dokładnie to. Właśnie tak odbieram tę serię i wyobrażam sobie, że przy tworzeniu odcinków twórcy siadają w kółku robiąc niezwykle dziką burzę mózgów… Prawdopodobnie nie bez pomocy czegoś mocniejszego. Ja to kupuję!

Kajetan

Death of X

Oto nasz kolejny, redakcyjny comics update, w którym znajdują się X-Meni. Jednak musicie mi wybaczyć, że tym razem nie będę mieszał tu z błotem serii Extraordinary, o której już wiele napisałem (Tom 1, Tom 2, Tom 3). Dla mnie jest to zbiór, który najbardziej zawodzi w całej linii wydawniczej Marvel Now 2.0 i jestem już wystarczająco do niego negatywnie nastawiony. Pozwólcie więc, że tym razem przybliże Wam preludium do dużego eventu.

Za rogiem czyha X-Men vs Inhumans, a historią wprowadzającą nas w te wydarzenia są cztery zeszyty zatytułowane Death of X, które Egmont wydał na naszym rynku.

Death of X

Wojna wisi w powietrzu jak smog nad Krakowem

Dalej za mutantów odpowiedzialny jest Lemire, więc opowieść nie zmienia swojego charakteru. Zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń, które mają nam zarysować późniejszy konflikt dwóch ras obdarzonych wyjątkowymi mocami. Zakładam, że osoby czytające ten tekst mniej więcej nadążają za tym, co obecnie dzieje się cyklu wydawniczym Marvela. Gwoli przypomnienia – mgła terrigenu błąka się po ziemi i zabija mutantów. Z drugiej strony – modyfikuje DNA niektórych ludzi, robiąc z nich tych drugich – Inhumans. Oficjalnie trwa między nimi rozejm i wszystko jest okej. Jednak od początku narracja prowadzi nas ku zrozumieniu, że zarówno jedna jak i druga strona będzie musiała walczyć o swoje ideały do ostatniej kropli krwi. I wtedy wchodzi on, cały na biało! Pan buntownik i mąciwoda ostatnich lat – Scott Summers.

Death of X comics

Sytuacja jest bardzo napięta, aż tu nagle pojawia się ktoś, kto może jednym palcem zniszczyć rozejm dwóch ras. W końcu ten typ jest odpowiedzialny m.in. za śmierć Xaviera, bunt mutantów i inne takie. Ma chłopak talent do pakowania się w kłopoty. Jego wejście na scenę w chwili, kiedy wojna wisi na włosku, może odbić się czkawką… A Scott jest nabuzowany jak cholera. Wykrzykuje skrajne hasełka, wprowadza nerwową atmosferę publicznymi przemówieniami, wyskakuje przed szereg z radykalnymi pomysłami – jest sobą. Nie muszę chyba nikomu mówić jak to się kończy.

Czy to wreszcie udani X-Meni?

Po lekturze stwierdzam, że mimo iż opowieść nie była jakaś przełomowa, to okazała się ciekawa. Czuć vibe nieco starszych, Bendisowych Xmenów, więc jeśli ktoś je lubił, to dostanie lekki ukłon w ich stronę. Zakończenie jest bardzo niespodziewane i to tak naprawdę jedyny moment, w którym autor atakuje nas jakimkolwiek plot twistem. Bardzo ciężkim i zaserwowanym znienacka, więc ostatecznie chyba warto było na niego tyle czekać. Lemire bardzo skrupulatnie określa nadchodzącą wojnę, co warto docenić, bo nie zawsze się to zdarza. Tutaj wszystko wiadomo.

Death of X egmont

Kreska wydała mi się odrobinę nieporadna w niektórych momentach. Trzeba się do niej przyzwyczaić, bo nie jest dopieszczona. Panują raczej ciemniejsze odcienie i czuć jakby celową niedbałość. Nie ma za bardzo nad czym się pochylać, bo ani nie jest wybitnie, ani oryginalnie, a raczej poprawnie z małymi niedociągnięciami.

Death of X to nie są mutanci w wyjątkowej formie, ale przynajmniej coś nowego, świeżego, zrobionego bardzo dobrze i poprowadzonego silną ręką wizji autora. Scott Summers może trochę denerwować, ale przy zakończeniu odetchniecie z ulgą.

Krzysiek

Przygody Misia Zdzisia – Puszka Pana Dora.

Skąd na świecie wzięło się tyle zła? Odpowiedź leży w starej legendzie. Dawno, dawno temu był sobie Pan Dor – istota, którą Bóg obdarzył NIEWYOBRAŻALNYM stosem chłodnych browarów. Zabronił jednak Dorowi spożycia jednego zakazanego browca. Ciekawość jednak skłoniła Dora, aby zbadać tajemnicę trunku. Otworzył więc puszczę… i wypuścił na świat całe zło, które teraz się po nim pałęta.

Jednak legenda mówi też o bohaterze, który ma ową puszkę zniszczyć. Miś Zdziś, wraz z kolegami – Świnią i Królikiem, wyruszają na misję, której efektem ma być likwidacja całego zła. Po drodze spotka ich anioł, banda żydów i kosmici. Czy podołają zadaniu?

Undergrundowy* komiks, z undergrundowym* tematem, w undergrundowej* otoczce i posypką z żeżuncji

Komiks undergrundowy*, tylko dla twardzieli, niosący ze sobą niebanalny przekaz i ukryte, filozoficzne tony. A przynajmniej takimi słowami chce się czytelnikowi ten komiks wcisnąć. Tak naprawdę widzimy tutaj obrazkowego potworka, który nie niesie ze sobą żadnej treści, ot, czerpie ze znanych stereotypów i czysto gimnazjalnego humoru (hehe, browary, gówno, kibel). 22 strony zupełnie o niczym.

Cóż, jest to jednak komiks wyciągnięty ze szkolnych zeszytów zmarłego brata Andrzeja Włudeckiego – Krzysztofa Włudeckiego. Trzeba patrzeć przez pryzmat tego, jak i po co ten komiks powstawał, ale nie rozumiem, jak można się tym undergrundowym* tworem zachwycać. Zeszyt ratują świetnie wykonane fanarty innych artystów, które znajdziemy na samym końcu. No i Przygody Misia Zdzisia wyszły jedynie, lub na szczęście, nakładem tylko stu sztuk, więc rychłe spotkanie z Puszką Pana Dora raczej Wam nie grozi.

Przygody Misia Zdzisia to mogła być najlepiej wydana złotówka w życiu…, ale przynajmniej mam z głowy kolację, bo objadłem się żeżuncją. A zaraz muszę to zapić jakimś browarem, aby szybko zapomnieć.

*mniej więcej tyle razy występuje to słowo w opisach/opiniach o tym komiksie. To wyjątkowo podziemny komiks.

Jacek aka Leniwiec

Comics Update #6

Zakończyliśmy dość nieprzyjemnie, ale mam nadzieję, że inne komiksy przykuły Waszą uwagę. Polecamy sięgnąć po Ricka i Morty’ego oraz Death of X, a Puszki Pana Dora, cóż, lepiej nie otwierać.

Klasycznie zapraszamy także na naszą stronę na Facebooku i do sekcji komentarzy, w których możecie pochwalić się, co Wam ostatnio udało się przeczytać.

Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o