Stek z Taurosa, filet z Magikarpia… Czy Pokemony mogą być Twoim obiadem?

Region Johto jest piękny. Połączony z Kanto, po części również się z nim uzupełniający. Świat drugiej generacji słynie z wielu rzeczy: interesujących legend, ślicznych, morskich widoków, starterów o jednym typie… I gościa, który chce sprzedać nam nielegalne ogony Slowpoka za milion pokedolców. 

Dzisiaj chciałbym poruszyć dość nietypowy temat, który jednak od pewnego czasu zaprząta mi głowę. Czy ludzie jedliby Pokemony? W poście przeczytacie między innymi, czy w świecie Pokemonów istnieją normalne zwierzęta, czy dałoby się zostać w nim wegetarianinem i dlaczego Fartchet’d nosi ze sobą por. Serdecznie zapraszam!

Pokemony to przysmak

Ostatnie zdanie z pierwszego akapitu to nie jedna z legend. Na drodze numer 32, jeden z członków Team Rocket próbuje wcisnąć nam ogon Slowpoka. Jeżeli o tym jeszcze nie słyszeliście, zastanawia Was pewnie: po co? Odpowiedź jest zaskakująco prosta – ogon Slowpoka w Johto to niesamowity przysmak, a jego ceny są horrendalne. Na ten fakt prawdopodobnie korzystnie wpływa również istnienie studni Slowpoka. W tym zbudowanym przez ludzi miejscu różowe stworki czują się jak w domu – w zasadzie to właśnie tam sporo ich mieszka…

Ciekawostka: to pod Slowpoke Well gracz pierwszy raz konfrontuje się z Team Rocket. Właśnie z powodu nielegalnego obcinana ogonów. 

Pokemon Slowpoke Well

W ogóle „obcinanie ogonów” brzmi dość brutalnie, prawda? Wszystkich zmartwionych losem tych Pokemonów szybciutko pocieszę: Slowpoke nie czuję bólu w ogonie. Zresztą: wykorzystuje go, aby siedząc na brzegu morza łowić swoje pożywienie. Chociaż są całkiem głupie i często zdarza im się zapomnieć, co właściwie robią – więc wylegują się bezczynnie na plaży. Dodatkowo ogon sam może im odpaść, a po jakimś czasie zwyczajnie odrośnie drugi.

Dlaczego więc obcinanie ogonów przez Zespół R było nielegalne? Nie wiadomo. Możliwe, że nie dbali o Slowpoki odpowiednio.

Skąd biorą mięso?

Widzicie, jest jedno bardzo ważne pytanie: czy w świecie Pokemon istnieją normalne zwierzęta? A właściwie to nie widzicie, bo oficjalnie nigdzie nie było powiedziane, czy spotkamy na drodze kota, czy też nie. Są jedynie domysły fanów, poparte pojedynczymi screenshotami, artami lub strojamy – na przykład Ash w stroju zwyczajnej krowy. W anime – uznajmy, że to też jakieś tam źródło wiedzy o świecie, chociaż mocno naciągane – widzimy chociażby jak Pidgey zjada zwykłego robaka. Innym przykładem jest rzeźba Kabutopsa, który ewidentnie upolował jakąś grubą rybę. Ale to wszystko jedynie anime – ono rządzi się swoimi prawami. 

Ciekawostką jest, że zwierzęta występowały też na obrazkach kart z Pokemon TCG, ale jedynie na tych najstarszych. W grach również nie mamy jawnie pokazanych zwierząt: ot wpis w Pokedexie, jakiś epitet z nawiązaniem do szczura, czy serwowana w restauracji ryba. Chociaż to ostatnie można podpiąć pod jakiegoś Pokemona.

Na pewno jednak wiemy – było to potwierdzone zarówno w grze, jak i w anime, że spożywa się produkty pochodzenia pokemonowego. Piszę tutaj o farmie Miltanków, które dojono, a następnie te mleko sprzedawano. Gracz ma możliwość kupienia butelki Moomoo Milk za bodajże 500 pokedolców, a to z kolei, po wypiciu, przywraca stworkowi trochę punktów życia. Bo jak to mówił Bogusław Linda – pij mleko, będziesz wielki. Czy są jeszcze inne przykłady? Wydaje mi się, że ze stricte związanymi z jedzeniem już nie. Istnieje również farma Mareepów – elektrycznych owiec, które hoduje się dla samej wełny. Można by gdybać: czy, na przykład, ludzie jedzą kokosy z Exeggutora? Czy wtedy przypadkiem nie zjedlibyśmy mu… głowy? Niemniej, nasi palmowi przyjaciele są bezpieczni, ponieważ w świecie Pokemonów występują rośliny z jadalnymi owocami…

Coś dla wegetarian

Ale i one stanowią raczej ubogi temat. Na pewno żyjąc tam, gdzie Pokemony, mielibyśmy dostęp do szerokiej gamy jagód. Od podstawowej, niebieskiej Oran berry, przez specjalnej leczącej poparzenia – Rawst berry, odmrożenia – Aspear berry, do takiej, po której przejdzie nam zatrucie – Pecha berry. Powszechnym przetworem z nich są pewne ciasteczka Pofin (chyba można to tłumaczyć na Puffinki). One z kolei zwiększają konkretne atrybuty danego Pokemona. Ale nie zdziwicie się, że na te ostanie patrzy się głównie w grach. 

Trudno jednak o konkretne informacje dotyczące innych owoców czy warzyw w świecie Pokemonów. Wiemy natomiast, że wszystkie nazwy jagód, które jedzą Pokemony, pochodzi od istniejących w naszym świecie owoców.

Prócz jagód do jedzenia, mamy również informacje o istnieniu specjalnych owoców, które wykorzystuje się przy tworzeniu Pokeballi. Apricorny występują jedynie w regionie Johto, a w grach drugiej generacji czasem kilka takich kradniemy komuś z podwórka. Z kolei w czwartej generacji możemy wysmarować drzewo miodem – który następnie przyciąga dzikie Pokemony.

Stek z Taurosa? Dżem z Ditto? Kebab z Littleo?

Motywacją do tego posta, w ogóle do zaczęcia zastanawiania się nad nawykami żywieniowymi w świecie Pokemon był dla mnie obrazek, który widzicie poniżej. Z jednej strony coś zupełnie normalnego: ktoś sobie wędkuje. Sami tego doświadczaliśmy w grach, sprawdzając starą wędką każde bajoro na horyzoncie. A przynajmniej ja, nie oceniajcie. Jakby nie patrzeć, w większości Pokemonami kryjącymi się w głębinach były Magikarpie. Na obrazku widnieje jeszcze Febas, pewnie przez ich podobną użyteczność. Zastanówmy się jednak: skąd wiemy, co motywowało wspomnianego wędkarza? Czy on chciał złapać sobie Magikarpia… Czy może jednak obiad?

Jednak nie tylko te rybki padają ofiarami patelni czy garnka. Basculin – ryba przypominająca piranie, wprowadzona w piątej generacji, jest uważana za wybitnie smaczną.

Czasami nawet sam Pokedex daje nam wskazówki, co tak właściwie mamy z danym Pokemonem zrobić. W 49 odcinku pierwszej serii Ash spotyka Farfetch’da. Wyciąga Pokedex, wskazuje Pokemona i słyszy: „Farfeth’d Pokemon dzika kaczka. Z Farfetch’da można przygotować wyśmienite danie, szczególnie z porem, którego trzyma”. Czyli wychodzi na to, że przeznaczeniem niektórych Pokemonów… Jest zostać zjedzonym? Może dlatego Farfetch’d prawie wyginął… Kojarzycie Chansey, prawda? To ta urocza, różowa kulka ze skrzydłami, która zawsze pomaga Siostrze Joy. I nosi przy sobie wielkie jajko. Pokedex mówi, że czasem trenerzy łapią Chansey właśnie dla tego niesamowicie pożywnego jajka. Ba, dodaje, że zjadają je nawet ci, którzy utracili apetyt! A im dłużej będzie chowane, tym lepszy będzie miało smak. 

Jest też pewne podejrzenie, że sam Profesor Oak, mentor gracza, jak i Asha z anime… Zjadł na wizji ramen z Krabby’ego!

Głos ludu

Zapytałem również Was, czy zjedlibyście Pokemona i odpowiedzi trochę mnie zaskoczyły. Większość z nich była twierdząca. Niektórzy nawet już zaczęli rzucać pomysłami – burgery z Miltanka, stek z Taurosa. Pojawił się nawet pomysł na biznes, który pozwolę sobie zacytować: „Trzeba hodować Ditto i przed jego zabiciem prosić, aby się zamienił np. w Taurosa, albo jakiegoś innego Gyardosa. Więcej mięsa mniejszym kosztem. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■). A jeśli po śmierci zmienia się znowu w tego różowego gluta, to pakujemy i idzie jako budyń. ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■

Pokemony jako obiad

Czy Pokemony sprawdziłyby się jako niedzielny obiad?

W anime i grach mamy pełno przykładów, że Pokemony naprawdę są w ichniejszym świecie zjadane. Nie mówi się o przypadkach, aby ktoś zjadł kotlety z Ursaringa, ale jedna z restauracji w Pokemon X i Y – Le Yeah! serwuje graczowi wspomniane na początku ogony Slowpoka.

Czy zjadłbym Pokemona? Pojawia mi się tutaj pewien dylemat moralny. W normalnym świecie bez problemu zjemy świnie czy krowę, może jakiegoś aligatora czy inną rybkę. W innych kulturach na stół trafiają również psy i koty – które w kulturze europejskiej są raczej częścią rodziny niż posiłkiem. Takie normy mogłyby obowiązywać też w świecie Pokemon. Pojawia się jednak mały problem. Pokemony w ichniejszym uniwersum są traktowane jako przyjaciele. I to nie tak, że tylko te słodkie, przydomowe – równie dobrze można zakumplować się z Tentacoolem czy Trubbishem. Na Ziemi raczej nikt nie ma wśród znajomych na Facebooku krowy, pająka czy kurczaka, nie są to nasi przyjaciele. Czy w przypadku, gdyby ktoś trenował Taurosa, nie miałby wyrzutów sumienia po zjedzeniu innego przedstawiciela tego gatunku?

Ale tak ja powiedziałem wcześniej – głosem ludu Pokemony byłyby jedzone. Dlatego mam dla Was zabawę. W komentarzu ułóżcie przepis lub wymyślcie jakiś, który jako składnik wykorzystywałby Pokemona bądź Pokemony. Mogą to być skrzydełka z Pidgeya, czy sałatka z liści Oddisha. Popiszcie się kreatywnością!

Na dzisiaj to już tyle. Jeżeli spodobał Ci się post – zostaw like Leniwa Popkultura!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: