Czarolina. Pewnego dnia zostanę fantastykolożką | Tom 1 | Recenzja

Czarolina. Pewnego dnia zostanę fantastykolożką zbierze nas w świat pełen mitycznych bestii. Ale czy sam komiks jest równie fantastyczny?

Na świecie istnieją stworzenia, o których ludzie nie słyszeli lub nie chcieli słyszeć. Nazywa się je Kryptydami. Swoim dziwacznym wyglądem i zachowaniem budzą jednak zainteresowanie nielicznej grupy osób. Ich marzeniem jest zostać fantastologami. 

Czarolina również dąży do spełnienia tego marzenia. Razem z innymi studentami rozpoczyna naukę w akademii profesora Balzara. Czeka tam na nią sporo nauki, magicznych istot i… niepokojących rzeczy, które mogą wpłynąć na jej dalsze życie.

Bohaterka wraz z koleżanką rozpoczynają śledztwo, którego celem jest rozwiązanie zagadkowych wydarzeń. Co uda im się odkryć?

Czy to taki Wiedźmin dla dzieci?

Muszę przyznać, że sam pomysł na fabułę wydał mi się interesujący. Liczyłem, że otrzymamy połączenie odrobiny klimatu Wiedźmina z klimatem young adult znanym z Harry’ego Pottera. W końcu badanie mitycznych bestii to temat bardzo otwarty, a przy tym fascynujący dla czytelnika – ograniczenia stawia bowiem jedynie wyobraźnia autora. W końcu do dyspozycji jest niezliczona ilość podań o czartach, utopcach i im podobnych, a to tylko kultura zachodu. Nie wspominam nawet o dziesiątkach przeróżnych Yokai (stworów) przewijających się nawet w teraźniejszej kulturze wschodu. Niestety, w przypadku Czaroliny coś poszło nie tak.

Komiks przede wszystkim we wspomniane bestie jest wyjątkowo ubogi. Dostajemy potwory, które znamy z fantasy już niemal na pamięć – wampiry, jednorożce czy rusałki. Liczę jednak, że przy kolejnych tomach autorka scenariusza – Sylia Douye – będzie bardziej odważnie stąpać po tym gruncie. Przy omawianym komiksie już stawiała małe kroczki w dobrym kierunku, ukazując czytelnikom mityczne ptaki z rzymskiej mitologii czy tworząc własną odmianę węży.

Niestety to nie jedyny problem Czaroliny. Powiem wprost: komiks wygląda, jakby brakowało mu wielu stron. Autorka zaczyna mnóstwo, naprawdę mnóstwo wątków (jak na tak cienką książkę) i zamyka je szybkim przeskomike do całkowicie innej akcji. Czułem się, jakbym otrzymał niekompletne wydanie. Odbija się to na spójności całego dzieła, gdyż często pozostawia się czytelnika, aby sam sobie dopowiedział rozwój wydarzeń.

Czarolina i jej „nowi” znajomi

Równie zagubiony czułem się przy poznawaniu bohaterów. Na początku dostajemy informacje, że Czarolina przybywa do szkoły, aby uczyć się o kryptydach. Zakładam więc, że jest to jej pierwszy rok. Niby dopiero ma poznać swoich nowych kolegów… a ich relacje są rozpisane, jakby znali się już co najmniej rok. Przyjaźnie zawiązały się w jeden dzień, rozkwitła wielka miłość po jednym spojrzeniu – moim zdaniem to całkowicie nienaturalne.

Na plus z kolei fakt, że Czarolina posiada już jakąś wiedzę i nie musimy brnąć w przejedzony schemat głupiutkiej, nowej uczennicy z talentem. 

Rysunki są fantastyczne!

Całe szczęście, że nie mogę się przyczepić do stylu rysunków. Paola Antista ma styl, który idealnie trafia w moje gusta, a przy okazji pasuje do mistycznej tematyki komiksu. Modele postaci czy kryptyd są przyjemne dla oka. Fakt faktem żeńskie postacie jakoś bardziej przyciągają wzrok, męskie z kolei, cóż, niczego nie urywają. 

Mityczne bestie są tutaj zdecydowanie najlepsze. Czuż, że rysowniczka wyczuła klimat i zaserwowała nam omawiane potwory w dość nietypowy sposób, jak na komiks dla młodszych. Dominuje brzydota, ale też intensywność barw. Najlepszym elementem są zdecydowanie rusałki i ich twarze myślą nieskalane. Super!

Również w kwestii teł nie mam nic do zarzucenia, bo raz, że są wyjątkowo szczegółowe, a dwa – ukazują fantastyczny świat w taki sposób, w jaki, moim zdaniem, powinny. Paleta barw jest w nich bogata i warto się na nich zatrzymać na moment. 

Tak samo dobrze wypada wydanie od wydawnictwa Egmont. Śliczna okładka, niemal cała w błyszczących naklejkach, zachęcająca, aby wejść w ten równie pięknie narysowany świat. Szkoda jednak, że grzbiet nie jest tak samo ozdobiony – na pewno dodawał by uroku kolekcji.

Czarolina. Pewnego dnia zostanę fantastykolożką!

Czarolina to komiks, który kusi czytelnika piękną okładką, rysunkami i ciekawą tematyką, gubiąc się jednak w kwestii fabuły. Czyta się go w moment, gdyż pierwszy tom to niecałe pięćdziesiąt stron. Czy warto mieć go w kolekcji? Cóż, trudne pytanie.

Naprawdę niewiele jest dzieł, które skreślam już po pierwszym tomie i tak samo będzie w przypadku Czaroliny. Chcę zobaczyć, jak dalej rozwinie się historia, czy autorka scenariusza poprawia swoje błędy. Z tego powodu na razie polecam wstrzymać się z zakupem.

A jak będzie? Przekonamy się wkrótce! Kontynuacji Czaroliny będziecie mogli szukać w notatkach na naszej stronie na Facebooku – Leniwa Popkultura. Jeżeli szukacie też miejsca, w którym będziecie mogli podyskutować o ulubionych dziełach, wtedy odwiedźcie naszą grupę – Popkulturowe Leniwce. Do zobaczenia niebawem!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments