Coś między nami | Czyli jak koty łączą ludzi | Recenzja

Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że przypadki rządzą życiem. Czasem są pozytywne, a innym razem, cóż, raczej nieprzyjemne. I wtedy zawsze przychodzą seriami! Na takim schemacie powstała manga Coś między nami od Dango. Jeżeli śledzicie Leniwą Popkulturę od dłuższego czasu, prawdopodobnie zauważyliście, że nie jest to pierwsza manga tego wydawnictwa w mojej kolekcji. Recenzowałem już takie tytuły jak Przy wspólnym stole czy Kwiat i królik.

Faktem jest, że wydawnictwo Dango regularnie uzupełnia moją kolekcję komiksów o kolejne tytuły spod gatunku boys love. Nie inaczej jest tym razem. Coś między nami autorstwa Hagi to kolejny romans dwóch chłopaków, po który sięgnąłem i… zostałem miło zaskoczony.

Coś między nami i pewnym grubym kotem

Jak mówiłem – nieszczęścia chodzą parami a czasem nawet trójkami. Złota rybka Kogi w niewyjaśnionych okolicznościach traci życie. Chłopak swoje podejrzenia kieruję w stronę pewnego grubego kota. Dzień później, pod szkolnym oknem, na jego głowę zostaje wylany pełny kubeł wody. Za drugą tragedię odpowiedzialny jest Tajima. Los chciał, że sierściuch, który dokonał morderstwa, należy właśnie do wspomnianego Tajimy.

Gdyby tego było mało, opisywany wyżej kot – Bekon, upodobał sobie mieszkanie Kogi, tym sposobem łącząc losy obu chłopaków.

Prawdziwe slice of life

Bardzo spodobało mi się, że Coś między nami co krok szykowało bohaterom inny zbieg okoliczności. Było w nich niekiedy czuć, że są to z góry zaplanowane i lekko naciągane wydarzenia, jednak znaczna większość przypominała prawdziwe życie. Ot, kot mieszkający po sąsiedzku zakrada się do cudzego mieszkania, a innym razem, któraś z postaci jest w złym miejscu o złej porze. Nadało to mandze fajnej, realistycznej nutki, dzięki czemu przy lekturze towarzyszyło mi uczucie, jakbym faktycznie czytał historię jakiegoś szkolnego romansu.

I w pewnym sensie właśnie tego szukam w takich komiksach. Spokojnej, przyziemnej historii, bez fajerwerków czy na siłę wciskanych udziwnień. Coś między nami to prosta historia z uczuciami w tle, która równie dobrze może przydarzyć się każdemu z nas. Slice of life pełną gębą. Daję plusa. 

Minusem za to może być rzecz, na co cierpi spora część mang boys love – płytkość wspomnianych uczuć. Dużo lepiej w tym przypadku wypadłaby historia o przyjaciołach zbliżających się do siebie, zakończona jakimś pocałunkiem, aniżeli to, co otrzymaliśmy. Bez pochopnego wyznawania miłości. Tak po prostu. Moim zdaniem rozwój uczuć niemal zawsze jakoś za bardzo się spieszy. Czemu autorzy nie chcą zwolnić i nadać miłości większego znaczenia? Tego nie wiem.

Przykład, jak tworzyć bohaterów w jednotomówkach

Z kolei przy Coś między nami nie mogę narzekać na bohaterów. Hagi nakreśliła swoje postaci w taki sposób, że udało mi się poznać ich znaki szczególne, zachowanie i najistotniejsze elementy charakteru. I to wszystko w jednym tomie! Nie czułem, że są jedynie wydmuszkami, popychanymi w prawo lub w lewo, a to przeważnie przeszkadza mi w tego typu mangach. Tajima myśli zbyt dużo i przez to momentami się gubi, z kolei Koga to Sasuke, który zamiast chcieć zabić brata, bardzo, bardzo go kocha. Obaj przede wszystkim nie tracą głowy dla romantycznych uczuć, tylko żyją swoim życiem. A te, jak już pisałem, kieruje ich w jedną stronę.

Co ciekawe, równie dobrze zapadły mi w pamięć postacie drugoplanowe. Świetnie wkomponowano je w tło. Dodawały mandze jeszcze szczyptę realizmu. Ciężko mi określić, co dokładnie w nich polubiłem, ale chyba właśnie będzie to sposób, w jaki po prostu byli.

No i gruby kot, który swoją mimiką oraz zachowaniem był kwintesencją domowego futrzaka. To element, który zdecydowanie zasługiwał na wyróżnienie. Manga dla wszystkich kociarzy!

Strona graficzna

Warstwa wizualna idealnie trafiła w moje gusta. Zacznę oczywiście od przepięknej okładki, która zdeterminowała to, że sięgnęłam właśnie po Coś między nami. Dzieje się na niej sporo, bo oprócz głównych bohaterów widzimy też motywy przewodnie: akwarium i masę złotych rybek, a gdy tylko odwrócimy tomik, oczom ukazuje się Bekon. Wszystko w akwarelowych odcieniach niebieskiego. Sztos. A byłaby nawet lepsza, gdyby dodano na nią połyskujące naklejki.

W środku wcale nie jest gorzej. Rysunki Hagi mają sketchowy charakter, dzięki czemu nie są takie nudne. Muszę również przyznać, że modele postaci idealnie współgrały z ich charakterami. Szkoda jednak, że niektóre ujęcia wyglądając, jak gdyby zwyczajnie je przekopiowano. Prawdopodobnie nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie fakt, iż między podobnymi ujęciami jest raptem kilka stron. Drugą wadą jest układ dymków z tekstem, który czasem jest niesamowicie chaotyczny. Nawet po latach czytania mang, musiałem się mocniej skupić, a czasem nawet cofać, by złapać odpowiednią kolejność czytania.

Niemniej, te drobne potknięcia Coś między nami rekompensuje w płynności kolejnych kadrów. Gdy wspomniane dialogi nie rzucają im kłód pod nogi, nadają mandze odpowiednie flow.

Czy warto przeczytać Coś między nami?

Coś między nami to manga, którą warto przeczytać. Jest dobrym slice of life, które, niestety, może nieco blednąć przy bardziej “wyrazistych” jednotomówkach. Jednak w przeciwieństwie do takowych oferuje czytelnikowi bardziej przyziemny romans, który łatwo porównać do tego, z jakim spotykamy się w realnym życiu. Ponadto bohaterowie nie są jednowymiarowi, a Hagi dobrze operuje kadrami. No i jest gruby kotek – nie można o nim zapomnieć.

Polecam sięgnąć po tę boys lovkę, jeżeli jeszcze nie macie jej na półce. Sam uważam lekturę za przyjemnie spędzony czas i sądzę, że trafi również w Wasze gusta!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments