Copernicon – rewelacja większa niż toruńskie pierniki

Jednym ze zjawisk wzbudzających we mnie najcieplejsze uczucia jest zebranie się ludzi, czasem bardzo od siebie różnych, którzy dzielą ze sobą pasję czy cel. W takiej zbiorowości można wyczuć, że powietrze skrzy się jak przed burzą. Mienią się jednak nie elektrony, a myśli współdzielone przez zebranych. Osoby z różnych światów spotykają się na gruncie, który jest ich wspólną płaszczyzną. Dzieci i dorośli, uczniowie, studenci i doktorzy, fani literatury i komiksu, anime i seriali. Wszystkich ich do Torunia przygnał zew fantastyki. Coperniconowi się nie odmawia. Copernicon to zajebista impreza!

easter egg z Harry'ego Pottera
Potterowski easter egg

Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od południa; od Dworca Głównego

Jadąc do Torunia, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Nie dlatego, że nie znałem miasta. Na większość pytań można tu odpowiedzieć wyłącznie za pomocą „jo”, więc komunikacja też nie stanowiła problemu. Miał to być mój pierwszy konwent fantastyczny! I to w dodatku od razu w roli przedstawiciela mediów. Byłem bardzo podekscytowany wydarzeniem – plan najmocniej interesujących mnie paneli do odwiedzenia ułożyłem sobie już wcześniej, bo nie jest łatwym zadaniem zdecydować się na kilkanaście godzin prelekcji z około 2000 (!) przygotowanych przez organizatorów. Ciężkie zadanie, zwłaszcza jak na pierwszy konwent, ale czego się nie robi dla Leniwca!

Teren, na którym dzieje się Copernicon, nietrudno znaleźć. Nie tylko ze względu na dogodną lokalizację. W razie kłopotów wystarczy iść za Batmanem albo kimś z Akatsuki. Najprawdopodobniej zmierzają właśnie tam… A jeśli nie, to podążanie za takimi osobistościami i tak zwiastuje niezłą przygodę. Na szczęście samodzielnie udało mi się dostać do Collegium Maximus i odebrać swoją akredytację z napisem „Media”. Trochę pokraśniałem z dumy.

Copernicon - "Kiedy ten Mad Max?"
Do tematu energetyki jeszcze wrócimy…

Większość paneli odbywała się na Wydziale Matematyki i Informatyki, więc tam skierowałem się w następnej kolejności. Pomimo nieznanego środowiska postanowiłem odpuścić sobie pierwszą zasadę przetrwania (poradziłem sobie bez ognia i wody) i na początek zorientowałem się dokładnie, gdzie znajdę odpowiednią salę. Poszczególne bloki (Literacki, Popularnonaukowy, Popkulturowy itd.) były rozbite na kilka pomieszczeń. Kiedy zdawało mi się, że już obeznałem się z lokalną infrastrukturą, przystąpiłem do udziału w prelekcjach.

Konwent, konwencik, konwentunio

Piątkowe wystąpienia zostawiły mnie z bardzo optymistycznym wnioskiem. Copernicon jest dla każdego. Nie tylko dlatego, że spotykają się na nim fani wszelakiej popkultury bez względu na jakiekolwiek podziały. Zdziwiło mnie to, a wręcz ucieszyło, że swoją prelekcję może tam mieć każdy, kto tylko przekona organizatorów, że potrafi przedstawić wybrany przez siebie temat w ciekawy sposób. Nie do końca trafne przeświadczenie wyniesione z uczelni kazało mi założyć, że prowadzący jakiś wykład musi być ekspertem z doświadczeniem. Otóż nie musi. I to wcale nie jest coś złego. Tu liczy się pasja, prawdziwe zaangażowanie i właśnie to daje najlepsze efekty. Dobrze jest słuchać ludzi, którzy chcą się nami podzielić czymś z potrzeby serca – sami uważają coś za ciekawe, dlatego chcą nas tym dobrem nieco obdarować.

To właśnie w piątek przekonałem się, że Stephen King naprawdę istnieje. Niech nikogo nie niepokoi duża liczba wydawanych przez niego książek. Mistrz wcale nie pisze ich aż tak wiele w porównaniu z niektórymi autorami. Przez Kuku muszę wpisać na swoją listę „do obejrzenia” kilka bardzo ciekawych propozycji zachodnich animacji. „Louise nad morzem” zauroczyła mnie już przed seansem, samym przytoczonym kontekstem i kadrami. Zdążyłem już pochwalić wspaniałych zajawkowiczów, ale profesjonaliści nie ustępują im zapałem. Nie poznałem jeszcze żadnej książki Artura Olchowego, lecz jeśli czyta się je równie dobrze, jak słucha twórcy, to już niedługo uzupełnią one moją biblioteczkę. Nie wiem czy ktokolwiek inny byłby w stanie tak rzetelnie, ale i sympatycznie, humorystycznie wyjaśnić różnicę między utopią, dystopią i antyutopią!

 prelekcja "Zachodnie bajki dla hipsterów"
Kuku o animacji „Jeszcze dzień życia”

Copernicon, dzień drugi. Najbardziej przeze mnie wyczekiwany

Zaczął się nie popkulturowo, a popularnonaukowo. Dyskusja na tematy ekologii to rzecz nie tylko interesująca, ale bardzo potrzebna („Trzymajcie się ciepło! Globalne ocieplenie można jeszcze zatrzymać. Wszyscy kiedyś umrzemy, ale przynajmniej nasze wnuki mogły by pożyć dłużej”). Wymiana zdań była tym ciekawsza, gdyż zetknęły się podczas niej różne poglądy na temat ochrony planety. Meritum było jednak wspólne – trzeba działać i to szybko. Mam też nadzieję, że nie zanudziłem słuchaczy krótkim wykładem o energetyce, gdy już dorwałem się do mikrofonu. Kolejnym panelem, a zaraz bardzo mocno zapadającym w pamięć, było wystąpienie Michała Gołkowskiego. Pisarz opowiadał o I Wojnie Światowej od często pomijanej strony – aspektu propagandy. Dawno nie spotkałem człowieka tak charyzmatycznego, a przy tym mówiącego w arcyciekawy sposób. Kiedy opowiadał, na sali nie było słychać nawet szelestu. A puenta jego wystąpienia… Majstersztyk. Równie dobry mówca, co pisarz.

prelekcja "Obłęd 1914-1918"
Dałem się nabrać facetowi w ładnej kamizelce

Najlepsze, że to nie miał być jeszcze koniec fenomenów tego dnia. Obawiałem się, że „Erotyka w fantastyce” może zostać potraktowana prostoliniowo, ale Klaudia Heintze i Simon Zack to prawdziwi profesjonaliści. Idealnie wyważyli proporcję między szczegółową analizą tematu a podejściem humorystycznym i pełnym klasy. Byli świetni – pewni siebie, ale nie w sposób inwazyjny, a imponujący. Jeśli kogoś ciekawi pierwszy fantastyczny erotyk, to niech poszuka informacji o Gilgameszu. Gdyby ktoś uważał, że obecnie można natknąć się na sporą dawkę seksualności w popkulturze, to pewnie nieźle zadziwią go Sumerowie.

Copernicon - prelekcja "Erotyka w fantastyce"
Tematyka ważna i poważna!

Copernicon – czy wszystko się może zdarzyć?

Chwilę po zakończeniu wystąpienia zobaczyłem jednego z największych twórców polskiej fantastyki. Andrzej Pilipiuk jak żywy! Z radością mogę odnotować, że jest nie tylko świetnym pisarzem, ale i przemiłym człowiekiem. Bezproblemowo zgodził się wygłosić swoje oficjalne zdanie na temat leniwców, jak tylko rozładuje się kolejka po autografy. Na to przyszło mi trochę poczekać, ponieważ jeden z fanów dał mu do podpisania całą torbę książek. Nie wyolbrzymiam, koleś serio miał ze sobą około 30 pozycji… Które ojciec Jakuba Wędrowycza podpisywał z dobrodusznym uśmiechem na ustach. Myślę, że niejeden mógłby się na to oburzyć, ale nie on. Chwila w towarzystwie Pilipiuka i macie gwarantowany lepszy humor co najmniej na resztę dnia. I ciekawostka – poinformowany wcześniej przez Artura Olchowego o zasadach konwentowej kurtuazji zwracałem się mistrza na „Ty”, co rzecz jasna przyjął z aprobatą. Czułem się co najmniej tak dumny, jakbym pił piwo z Rafałem i Sławkiem.

Ostatnie panele miały charakter bardziej dyskusyjny. Tematyka pierwszego była dość płynna. Zagadnieniem wyjściowym były sposoby opowiadania sobie historii. Zakończeniem była dyskusja na temat, która część „Obcego” była najlepsza. Sobotni Copernicon ukoronowało posiedzenie o nazwie „Tabu fantastyce”. Świetni pisarze tacy jak Cholewa czy Podlewski (w zastępstwie za Roberta Wegnera i tamtego wieczoru za niego uznawany), czyli klasa sama w sobie. Zderzenie poglądów konserwatywnych z liberalnymi – inne spojrzenie na ten sam temat. Zażarte debaty, w których publiczność była kolejnym uczestnikiem. Masa fantastycznych ciekawostek (kolejne książki na liście do przeczytania), czy wreszcie zapora z baniek mydlanych, która miała złagodzić najbardziej ostre tematy. Wszystko to trochę ze śmiechem, powagą, a nawet refleksją. Cudownie był znaleźć się w takim gronie osób. Grupie chcącej dyskutować i dowiedzieć się jak najwięcej o zdaniu drugiego człowieka. Myślę, że gdyby nie koniec czasu, moglibyśmy tam posiedzieć jeszcze długo.

Copernicon - prelekcja "Tabu w fantastyce"
Michał Cholewa dbający o zaporę z bąbelków

Było świetnie, ale kiedyś trzeba się wyspać

Najkrótsza z festiwalu niedziela również nie rozczarowała. Miałem trochę inne plany, ale koniec końców postawiłem na występ chłopaków z kanału Wyobraźcie Sobie, którzy rozłożyli na czynniki pierwsze jeden z moich ulubionych seriali – Chłopaki z Baraków. Zrobili to na podstawie tezy, w której osiedle przyczep jest światem o ustroju anarchokapitalistycznym. Jeśli zastanawialiście się, czy da się połączyć kradzież wózków i handel marihuaną z wolnym rynkiem i całą masą wiedzy ekonomiczno-prawniczej, to odpowiadam – jak najbardziej jest to możliwe. Było w pytę! Polecam Wam śledzić YT prelegentów, bo zapowiadali nagranie odcinka z zaprezentowaną treścią. Materiały w takim styl mogę oglądać po dwa razy albo i więcej. Swój pierwszy Copernicon zwieńczyłem, przekonując się, że cesarzowi Emhyrowi było bardzo blisko do Kopernika. Nie z powodu fryzury, a przez spojrzenie na wartość pieniądza. A i byłbym zapomniał – Biały Płomień Tańczący na Kurhanach Wrogów była kobietą!

Copernicon - prelekcja "AKAP z baraków"
Napiliby się, naćpali, a prezentację i tak by zrobili
Copernicon - prelekcja "Ekonomiczny mit", czyli o ekonomii w fantastyce
A co na to Moist von Lipwig?

Cieszę się, że to właśnie Copernicon był pierwszym konwentem, w którym uczestniczyłem. Udało mi się zakochać w takich wydarzeniach i myślę, że od teraz będę odwiedzał je regularnie. Ba! Myślę, że wkrótce do plakietki „Media” dołączy taka z napisem „Twórca programu”. Widząc tyle pozytywnych osób, zarówno w postaci organizatorów, jak i uczestników, trudno nie oprzeć się chęci bycia częścią tak świetnego wydarzenia. Podziwiam pracę, jak w imprezę włożyli wszyscy zaangażowani. Koordynować taką masą ludzi, przygotować dla nich morze atrakcji, wykładów, sprawnie uzupełniać wszelkie luki w planie – nie wiem, jak udało im się to bez magicznego wsparcia. Chociaż może…

Jeśli przyszłoroczna impreza będzie przynajmniej w połowie udana jak ta z tego roku, to ja rezerwują na nią czas już teraz! Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o