Conan Barbarzyńca – Życie i śmierć Conana | tom 1

Jaki jest Conan Barbarzyńca, każdy widzi. Od tych słów mógłbym zacząć i w sumie zaczynam ten tekst. I mam ku temu dobre powody, o czym przekonacie się poniżej.

Choć życie tego świata oraz bohatera rozpoczął Robert E. Howard na kartach swoich powieści, to po nim kontynuację losów wojownika podjęło wielu innych pisarzy. Co ciekawe przez wiele lat prawa do komiksowych adaptacji były w rękach wydawnictwa Marvel, a historia Hyborii była uznawana za kanoniczną przeszłość ich uniwersum. Przynajmniej dopóki Dark Horse nie przejęło od nich praw do marki. I większość z nich zachowywała wypracowany wizerunek potężnego chłopa, który to brzeszczotom, strzałom, kłom i pazurom się nie kłania. Dodatkowo utrwalony w powszechnej świadomości przez Arniego w kultowych już rolach filmowych. 

Z archetypu barbarzyńcy korzystali wszyscy. Od seriali telewizyjnych, poprzez inne powieści fantasy, aż po gry komputerowe. Któż nie grał taką właśnie klasą np. w produkcjach z serii Diablo? Goła klata, przepaska biodrowa oraz skórzane elementy ekwipunku i wielki dwuręczny miecz (lub topór) na plecach – na zawsze wryły się w kulturowy krajobraz. Kiedy więc prawa do słynnego Cymeryjczyka powróciły do Marvela, ci nie starali się wymyślić koła na nowo. I bardzo dobrze. 

Conan Odinson

Do opowiedzenia nowych przygód najsłynniejszego barbarzyńcy świata, oddelegowano nikogo innego jak Jasona Aarona (sprawdźcie też inne recenzje komiksów tego autora). Po zakończeniu swojej wieloletniej sagi Thora był oczywistym wyborem, by przejąć pałeczkę prowadzenia innego bohatera w podobnym kluczu. Zmiany, jakie wprowadził przy okazji pisania opowieści z Gromowładnym, były wręcz rewolucyjne dla tamtej postaci. Dokonał całkowitej dekonstrukcji mitów związanych z marvelowskim Asgardem i złożył z nich coś nowego, wciąż jednak z rozmachem godnym nordyckich bogów. Pytanie brzmi w takim wypadku, co zrobił przy okazji Conana? 

Odpowiedź: póki co niewiele nowego

Nie zrozumcie mnie źle. Conan Barbarzyńca. Życie i Śmierć Conana, a właściwie pierwszy tom tej serii, to znakomity komiks. Czyta się go niezwykle przyjemnie i dostarcza masy rozrywki. Brak w nim jednak zaskoczeń oraz odejść od klasycznego wizerunku tej postaci. Pan Aaron trzymał się go dość wiernie i przedstawił nam bohatera nieco nieokrzesanego, brutalnego oraz skorego do rozłupywania czaszek osobom, które stanęły mu na drodze. I tak też Conan morduje kobiety, uwodzi potwory, pije krew i upuszcza wysokoalkoholowe napitki swym wrogom. Opowieść roztaczana przez scenarzystę nie toczy się jednak linearnie i przychodzi nam poznawać protagonistę na różnych etapach życia. Od skromnych początków na arenie, jako gladiator, aż po dowódcę wojsk. 

Dzięki temu udało się przemycić na karty komiksu nieco melancholijnej emocjonalności, pokazać wrodzony spryt i przebiegłość, a także lata doświadczeń Conana na polach bitew. Antologię tych kolejnych przygód spaja jedynie tylko bardzo luźno wątek spotkania bohatera z pewną wiedźmą. Zdradzać wiele nie zamierzam, bo może być to wyjście do czegoś większego, ale na chwilę obecną – szerszej spójności narracyjnej brak. Co osobiście mi nie przeszkadza, bo jestem dużym fanem właśnie zbiorów luźnych opowiadań. Zapewniło nam to odpowiednią różnorodność awantur i miejsc, które odwiedzamy wraz z Conanem. Wciąż jednak liczę na to, że w kolejnych odsłonach przygód Barbarzyńcy Jason Aaron wrzuci wyższy bieg i mocniej potrząśnie statusem quo. 

Conan jak malowany

Za oprawę graficzną odpowiada dwóch rysowników: Mahmud Asrar oraz Gerardo Zaffino. Pierwszy z nich ilustrował pięć z sześciu historii przedstawionych w komiksie. Jedyną częścią jaka przypadła drugiemu, była środkowa. Skupiona na postaci starszego, nieco bardziej zmęczonego i doświadczonego latami Conana. I choć całość tomu wygląda więcej niż solidnie, to właśnie ta jego część wygląda najlepiej. Z kart wręcz wylewa się dzikość oraz brutalność, a zdecydowanie stonowana oraz operująca cieniem kolorystyka, pozwala działać mocniej wyobraźni czytelnika. Wyróżnia się, tym bardziej że kreska Asrara jest bardzo “komiksowa” z wyraźnie nakreśloną ekspresją bohaterów. Tymczasem twarze u Zaffino, to więcej stoicyzmu – jakiegoś mroku wyrytego w rysach Conana i znużenia dworskim życiem. 

Ostatecznie muszę przyznać, że obie uzupełniają się dobrze, bo te bardziej awanturnicze przygody Barbarzyńcy wymagają innego podejścia niż ilustrowanie starszego bohatera. Choć najchętniej przyjąłbym całą powieść graficzną z posuniętym w latach Conanie, który nie tylko zmaga się z przeciwnikami, ale i własną cielesnością oraz wiekiem. Jest w tej wizji postaci coś odświeżającego, a jednocześnie wciąż pozostającego w duchu opowiadań Roberta E. Howarda. Duże pochwały muszę oddać tutaj również Matthew Wilsonowi, który zajmował się kolorami w komiksie. Z wyróżnieniem dla operowaniem różnymi odcieniami krwistej czerwieni. 

Conan the Barbarian comic

Polskie wydanie

Wydawnictwo Egmont jest odpowiedzialne za tłumaczenie i wydanie Życia i Śmierci Conana. Tom składa się z sześciu opowieści, a oprawiony jest w miękką okładkę. Każde z nich jest poprzedzone okładką, która ozdabiała oryginalny zeszyt kreski Esada Ribića (swoją drogą są naprawdę rewelacyjne, wręcz bardzo, powiedziałbym, klasyczne). Dodatkowo na końcu mamy jak zwykle zbiór alternatywnych frontów od różnych artystów. 

Ciężko mi się do czegokolwiek tutaj przyczepić. Papier i druk są bardzo dobrej jakości: tekst jest czytelny bez zarzutu, a kolory żywe i wyraziste. Przy czytaniu nie zauważyłem błędów językowych lub dziwnie sformułowanych zdań. Musicie też wiedzieć, że przekład jest utrzymany w stylizowanej formie, aby oddać “starożytność” realiów. Udało się jednak uniknąć przesady, a szczególnie absurdalnie trudnych w zrozumieniu, anachronicznych zwrotów. Wracając jeszcze do okładki: choć miękka, to wykonana z solidnego i całkiem sztywnego kartonu, więc raczej nie powinniście się obawiać o przypadkowe jej uszkodzenie. 

Conan the Barbarian

Na Croma! 

Jako miłośnik wszelkiego rodzaju fantasy, tak i tego Conana przyjąłem z otwartymi rękoma. Nie żałuję, bo jak wspomniałem wyżej, to kawał solidnego komiksu. Chociaż oczywiście liczę na więcej z kolejnymi odsłonami. Przydałoby się wprowadzić nieco świeżości w tę klasyczną już historię i przywrócić Barbarzyńcę tak, aby zainteresować współczesnego odbiorcę. Pierwszy tom serii Jasona Aarona to dobry krok naprzód, ale liczę na potężnego susa w stylu jego Thora. 

Sieroty po Arnim i osoby stęsknione za mityczną erą hyboryjską – zachęcam do sięgnięcia bez zwłoki. Dla osób niezaznajomionych z bohaterem stworzonym przez Roberta E. Howarda to może być świetna pozycja, aby zapoznać się z nim, jak i ze światem, który zamieszkuje. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o