Comics Update #1 – Batman Metal, Runaways, Transmetropolitan

Od czego zacząć przygodę z komiksami? Założę się, że to jedno z najczęściej wyszukiwanych haseł dotyczących popkultury. Od przygód Spider-Mana? Od zamkniętej historii z Green Lantern? A może w ogóle sięgnąć po jakiś komiks niezależny albo innego Giganta? Trudno zdecydować, prawda? Na pomoc przychodzimy my – Leniwa Redakcja z nową serią Comics Update!

Jest to bliźniacza seria Manga Update. Piszemy dla Was o tytułach, które ostatnio przeczytaliśmy i uznajemy za godne polecenia. To powinno Wam pomóc zrobić ten pierwszy krok w świat komiksów, bo, przyznam, ja specjalnie do tego cyklu go zrobiłem. I nie żałuję.

Comics Update #1

A w dzisiejszym odcinku: kontynuacja przygód Pająka Jeruzalema, przedziwne życia nastolatków w Marvel Runaways i… Co by się stało, gdyby Rocket ukradł zbroje Iron Mana?

Oczywiście to nie wszystko. Zapraszamy!

Ah, zapomniałbym. Jeżeli planujecie czytać opisywane tutaj dzieła, w tekście mogą pojawić się spoilery.

What if? Infinity Guardians of the Galaxy

Jacek aka Leniwiec

Seria „What if?” skupia się na alternatywnych wydarzeniach w świecie Marvela. Flash Thompson jako Spider-Man? Jessica Jones pomagająca Avengresom? Green Goblin dzierżący Rękawicę Nieskończoności?! Właśnie takich pomysłów możecie tu szukać!

Ja, do dzisiejszego posta, skierowałem się ku komiksowi o mojej ulubionej drużynie – Strażnikach Galaktyki. Nie sądziłem jednak, że What if? Infinity Guardians of the Galaxy będzie tak pokręcone! Na dobrą sprawę mało w niej przygód naszych ochroniarzy gwiazdozbioru… Wszystko bowiem jest jedną wielką pijacką opowieścią Rocketa gdzieś w kosmicznym pubie.

Dowiemy się, jakim sposobem Szop ukradł Starkowi zbroje, jak Guardiansi zabili Thanosa i w jaki sposób rozprawili się z Avengersami, a wszystko to zamknięte w tak komicznej konwencji, że kilkukrotnie zaśmiałem na głos. No bo jak czytać w spokoju, gdy w opowieści Rcketa, Peter Quill przedstawia się słowami: I am Star-Lord and i have daddy issues… A po chwili w kadarze pojawia się Gomora mówiąca: I also have daddy issues!

Jak to na pijacką opowieść przystało, tempo gna jak szalone, fakty się przeplatają albo urywają. Czytelnik jest na tym samym poziomie co słuchacze wspomnianej przygody, którzy muszą czasami Rocketowi przypominać, gdzie skończył wątek. Świetna robota Panie Williamson.

Jason Coplanda ze swoją kreską nie odstaje, dobrze wpasowuje się w klimat. Zamiast turbo realizmu mamy dziwacznych kosmitów rodem ze Star Wars i litry lanego piwa.

Na koniec dorzucę, że mamy tutaj również łamanie czwartej ściany oraz krótki catoonowy przerywnik między akcją. Serdecznie polecam. What if? Infinity Guardians of the Galaxy świetny, krótki komiks na chwilę odprężenia.

Jacek 2.0

Nie będę zbyt oryginalny i również rzucę czymś  z Marvela. Tutaj także, jak zwykle polecam sięgnąć po usługę Marvel Unlimited, gdzie naprawdę za niewielkie pieniądze macie dostęp do niemalże całej biblioteki wydawnictwa. Wszystko w cyfrowym formacie o wysokiej jakości. Od klasycznych serii, aż po te najnowsze (aktualnie wychodzące pojawiają się z półrocznym opóźnieniem). Powtarzam jak mantrę, ale nie ma lepszego sposobu na legalne czytanie komiksu Marvela.

Z drugiej strony nie wspominam o tym przypadkiem, bo komiksy, które chcę Wam polecić, przeczytałem właśnie tam. Nie są to co prawda najbardziej świeże, jeszcze cieplutkie serie, ale na pewno wyróżniające się jakością plus można je spokojnie przeczytać bez głębszej znajomości uniwersum. To  powinno szczególnie zainteresować ludzi chcących dopiero zacząć przygodę z Marvelem.

Runaways (2003) / Brian Keller Vaughan & Adrian Alphona

W oczach wielu młodych ludzi na etapie dojrzewania, gdy poziom hormonów we krwi przekracza bezpieczne dla otoczenia normy, postrzega swoich rodziców jak największe zagrożenie. Lordów zła i zepsucia, którzy za wszelką cenę chcą wszystkiego zakazać oraz narzucić opresyjne normy zachowania. Większość przypadków oczywiście to zwykła projekcja wywołana tak zwanym “okresem buntu”… co jeżeli jednak okazałoby się, że wasi rodzice są tak naprawdę superzłoczyńcami na usługach pradawnych bóstw?

Z tego typu dylematem muszą zmierzyć się bohaterowie tego komiksu. Przez całe swoje życie myśleli, że ich rodzice: aktorzy, biznesmeni i zasłużeni naukowcy, są właśnie tym, czym na pierwszy rzut oka. Wyższą sferą, która ubogaca swoje nudne życie za pomocą corocznych spotkań w ramach akcji charytatywnych. Nie ma nic mniej intrygującego niż dorośli rozmawiający o przyziemnych problemach, nie? Tak też myśleli: Alex, Chase, Gert, Karolina, Molly, and Nico – jak zwykle przymuszeni przez rodziców do spędzenia wieczoru we własnym gronie. Tym razem jednak coś poszło inaczej. Między kolejnymi odcinkami seriali a rozgrywaniem partyjek na automatach do gry – Alex odkrywa, że za jedną z maszyn znajduje się tajne przejście, prowadzące do podziemi w jego domu. Badając, dokąd ich zawiedzie… dowiadują się, że ich rodzice tak naprawdę bawią się w mroczne rytuały z użyciem martwych dziewic. A to nie jest wydarzenie, które łatwo zignorować.

Decydują się rozwiązać tajemnice kryjące się za zachowaniem rodziców i ostatecznie powstrzymać przed kolejnymi morderstwami. Wpierw jednak trzeba zmienić swój status na nastoletniego uciekiniera z domu…

The Good

Nie będę ukrywał, ale mam słabość do młodzieżowych bohaterów od Marvela. Właściwie moja przygoda z komiksami od tego wydawnictwa zaczęła się od przygód Kamali Khan w ramach Ms. Marvel. Do dziś jest to jedna z moich ulubionych postaci (Disney dajcie mi film albo serial!). Dlatego z przyjemnością sięgnąłem po Runaways.

Co prawda komiks w tym roku skończył szesnaście lat od publikacji pierwszego zeszytu – nie oznacza to, że w jakiś sposób się postarzał. Powiem więcej, dzięki stylowi, w jakim został napisany oraz grupie, na którą składa się sześć różnych osobowości, nadal pozostaje świeży. Od pragmatycznego i efektywnego w kierowaniu grupą Alexa, poprzez próbującą być tak edgy, jak to możliwe Nico, dziewczynę z dobrego domu w osobie Karoline, zbuntowaną przeciwko normom Gret, mięśniaka o złotym sercu Chase i kończąc na mojej ulubienicy – Princess Powerful Molly, która jest pełnym energii i chęci do działania czołgiem zamkniętym w ciele dziewczyny u progu dojrzewania. Każdy z protagonistów reprezentuje inny archetyp, z którym można się utożsamiać, czy po prostu się przywiązać. Każdy z osobna coś wnosi do zespołu, doskonale dopełniając obraz grupy.

Największą zaletą zdecydowanie jest jak najbardziej uniwersalne podejście do problemu dojrzewania i wchodzenia w dorosłość. Usamodzielnianie się, pierwsze miłości, rozczarowania i zderzenie z prawdziwym światem, który w niczym nie przypomina bezpiecznego domowego gniazda. Burze hormonów tylko dodają wszystkiemu pikanterii i pierwiastka nieprzewidywalności. Szczególnie gdy w obliczu problemów, na jakie składają się przyziemne sprawy pokroju zdobycia jedzenia, aż po konfrontacje z Avengersami. Nauczenie się wspólnego działania i radzenia sobie w nowej sytuacji, gdzie wiedza o mrocznej stronie rodziców w tym nie pomaga, jest jednym z satysfakcjonujących elementów komiksu. Tym bardziej, że z czasem nasza grupa zaczyna się przekształcać z paru uciekinierów do kompetentnego superbohaterskiego teamu.

The Ugly

Właściwie jedyną rzeczą, na jaką mógłbym narzekać – jest oprawa wizualna. W tym aspekcie jest dość nierówno. O ile projekty postaci, a szczególnie zobrazowanie mocy Karoliny prezentują się świetnie, to niestety w kwestii tego, jak komiks pokolorowano… no mam masę zastrzeżeń. Niekiedy rysy twarzy się kompletnie zlewają w jedną masę, innym razem zastosowano dziwny, nienaturalny gradient. Nie zawsze też bohaterowie są narysowani na tyle schludnie, na ile bym sobie życzył. Z drugiej strony, czytanie nie jest bolesne, ale widziałem ładniejsze opowieści rysunkowe.

Ostatecznie – nadal polecam gorąco, bo bawiłem się przy lekturze znakomicie.

Hawkeye (2012) / Matt Fraction & David Aja

Ten komiks, to nie jest moje pierwsze spotkanie z tymi autorami. W zeszłym roku zdarzyło mi się przeczytać ich “Immortal Iron Fist” i jego również gorąco polecam. Więc tak jak się spodziewałem – “Hawkeye” również mnie zachwycił.

Historia snuta tutaj wokół naszego tytułowego bohatera nie imponuje może skomplikowaniem, ale wciąż niesie ze sobą masę uroku. Otóż Clint Burton z kart komiksu, to zupełnie inna postać niż poczciwy Jeremy Renner znany nam z Marvel Cinematic Universe. Tutejszy Hawkeye pomimo krążenia od lat wokół grupy Avengers i masy zasług na koncie (a także mniejszych lub większych brudów), to poczciwy przegryw.

Żyje w typowym obskurnym blokowisku, gdzie chociaż w otoczeniu nie ma żadnych sław, czy highlife’u – można liczyć na rozrywki pokroju sąsiedzkiego grilla na dachu budynku. Także problemy są nieco bardziej przyziemne. Zapomnijcie o Thanosie, Ultornie, czy innych super złoczyńcach nawiedzających biednych mieszkańców Nowego Jorku. Hawkeye zamiast tego miesza się w porachunki z rosyjską mafią, femmme fatal z wyprzedaży i nieudolnymi próbami bycia jakimkolwiek mentorem dla Hawkeye Jr. w osobie Kate Bishop. Wiecznie roztargniony oraz niedojrzały Clint oczywiście przy okazji próby zrobienia czegoś dobrego, pakuje się wyłącznie w coraz większą kabałę.

Moją supermocą są wieczne problemy

Pomimo swojego wyszkolenia i cyrkowych zdolności posługiwania się łukiem – Hawkeye nadal reprezentuje zwykłego Homo Sapiens. Z ułomnościami, w skład których wchodzi dla przykładu kruchość ciała i brak samokontroli połączona ze szczęściem do podejmowania złych decyzji. Chociaż życie raz po raz daje mu łupnia, to nadal znajduje zawsze sobie choć odrobinę siły, najczęściej czerpiąc ją z własnego oślego uporu, aby wstać, a czasem przy okazji robiąc coś dobrego. Ta przyziemność jest bardzo odświeżająca. Daje możliwość lepszego zrozumienia bohatera i ułatwia spojrzenia z jego perspektywy. Clint to nie ostoja cnót pokroju Steve Rogersa, ani bogaty i ultrainteligentny Tony Stark. Bliżej mu do zmagającego się z codziennym trudem everydaymana, a ratowanie świata, to tak tylko przy okazji mu się przydarza.

Olbrzymią zaletą jest tutaj absolutnie fenomenalna oprawa graficzna. David Aya wspiął się na prawdziwe wyżyny i razem z Mattem Fractionem stworzyli komiks, który nie tylko opowiada historię poprzez dialogi. Rysunki, kadrowanie i przejścia między nimi są w “Hawkeye” nieodłącznym elementem narracji. Bez tego opowieść nie wybrzmiała by nawet w ułamku tak dobrze. Komiks czyta się niezwykle przyjemnie, oko płynie przez kolejne kadry – prowadzone sprawną ręką rysownika. Jednak prawdziwym popisem dla mnie był rozdział z perspektywy psa. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, bo wykonanie zaskakuje i wyrywa się z klisz, które utarła nam popkulutra w takich elementach. Powiem tylko, że absolutnie podziwiam sposób, w jaki ukazano procesy myślowe czworonoga.

Another day in New York

Jeżeli jeszcze was nie zachęciłem, to dodam od siebie, że pojawia się także w dość istotnej roli nasz Polak rodak. Co prawda jako villain, ale swoimi manierami oraz problemami, jakie sprawił bohaterom – dość mocno zaznaczył tam swoją obecność. Cóż mogę dodać: po prostu sięgnijcie po “Hawkeye”.

Transmetropolitan, Tom 4

Michał

Mam w Poznaniu swoją ulubioną knajpkę serwującą ramen. Kiedy decyduję się tam wybrać, to jestem pewien, że zostanę uraczony daniem najwyższej jakości. Zaświadczy o tym również Leniwiec, który miał okazję spróbować tej pyszności. Zawsze tam wracam, bo ten smak, mimo że znany, nie nudzi się nigdy i nie ma się go dosyć. „Perfekcja” – powiecie. Okazuje się jednak, że nie do końca, bo nawet największe arcydzieło może nas jeszcze czymś zaskoczyć i wejść na poziom, który wcześniej ukryty był w cudownych chmurach niewiedzy. Taki właśnie jest czwarty tom „Transmetropolitan”.

Nie chcę tu użyć określenia „nie doceniłem”, bo od samego początku wiedziałem, że mam do czynienia ze świetnym komiksem. Nie spodziewałem się jednak, że poprzednie wydarzenia stanowią zapowiedź wyniesienia akcji na tak wysoki poziom. Zaszczuty i cenzurowany przez władze Jeruzalem schodzi do podziemia. Powiedziałbym, że jako wolny strzelec stracił w swoich tekstach wszelkie hamulce, ale on nigdy ich nie miał. Jego artykuły zamieszczane w gazecie zawsze wynikały z chęci zaprezentowania czytelnikom Prawdy, ale miały w sobie również pierwiastek zawodowy. Teraz natomiast „to już nie praca, to misja”.

Stawka jego dziennikarskich śledztw nie była jeszcze nigdy tak wysoka. Przekłada się to na postać samego dziennikarza. Podczas lektury Wasze wnętrzności zostaną wyrwane przez emocjonalny pazur. Jeruzalem dojrzewa. Wie, że jego walka o Prawdę stała się również wyścigiem z czasem. Ma świadomość, że jeśli wkrótce nie zatrzyma potwornego Prezydenta, będzie za późno zarówno dla niego, jak i dla wszystkich ludzi o choćby minimalnym poczuciu wolności. To nadal ten sam szajbusz każący ludziom na ulicy czytać tatuaż na swoim penisie, ale gołym okiem widać zmianę.

Cyberpunkowa jatka

Poza kolejnymi tekstami przybliżającymi nam klimat Miasta i jego olbrzymią różnorodność kulturową Ellis nakreślił też ręką Pająka temat śmiertelnie poważny. Cyberpunkowa koncepcja wcale nie ujmuje mu znaczenia, a wręcz podkreśla wynaturzenie problemu. Dziennikarz swoim śledztwem obnaża problem dziecięcej prostytucji na ulicach metropolii. Trudno o cięższy temat. Ukazanie tych małolatów, ich motywacji, cząstek dręczących ich demonów to naprawdę wysoki poziom sztuki. Opowiadanie „Biznes” uznaję za jedną z najlepszych pereł komiksu. Właśnie to brutalne ukazanie rzeczywistości z jednej strony i cyberpunkowej wariacji z drugiej sprawia, że 4 tom „Transmetropolitan” to wyraz geniuszu.

Tom 4 jest po prostu idealną równoważnią, która na jedną końcu ma wariacki humor, a na drugim melancholijną powagę. Nadal jednak pozostaje to cyberpunkowa jatka pełna futurystycznych dziwactw, jaskrawych kolorów i niesamowitych wykolejeńców. Dla tego komiksu warto rozpocząć przygodę z całą serią.

Batman Metal, tom 2

Krzysiek

Teraz to mi Pan zaimponował Panie Snyder. Nie ocenia się książki po okładce – jak mawia stare przysłowie. Za to komiksu nie powinno się oceniać po pierwszym zbiorze zeszytów. Sięgając po event – Batman Metal, podchodziłem do niego z rezerwą i bez większych oczekiwań. Kiedy zapoznałem się z jedną trzecią opisywanej tu opowieści, byłem zawiedziony. Jeśli jesteś ciekaw mojego marudzenia na ten temat, to zapraszam do recenzji poprzedniego tomu. Jednak to, co zastałem przy okazji kolejnej części tej historii, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Całość wskoczyła na zupełnie inny poziom. Niezrozumiałe dotąd wątki zostały tutaj wytłumaczone w bardzo rozbudowany sposób. Przy okazji dołożono do nich wiele dodatkowych elementów fabularnych, co spowodowało, że opowieść stała się bardziej spójna i logiczna a przy tym nabrała rumieńców. Nie doświadczymy już niepotrzebnie rozwleczonych motywów, czy niewykorzystanych potencjałów. Wszystko jest na swoim miejscu.

Czymś, co buduje niesamowite napięcie, jest ciężkość całej sytuacji i jej ogrom. W pierwszym zbiorze dowiedzieliśmy się, że nasi główni bohaterowie są w krytycznym położeniu i tym razem mogą nie sprostać problemom zagrażającym światu. Tu, w drugim tomie doświadczamy tego i czujemy wspomnianą apokalipsę na własnej skórze.  Niesamowite uczucie, podpowiadające odbiorcy, że tym razem dobro może nie okazać się wygranym w całym konflikcie.

Nie taki diabeł straszny, jak go rysują

Kolejno na plus zaskoczyło mnie również bardzo skrupulatne wprowadzenie każdego z nowych, mrocznych rycerzy. Fantastycznie zostały wytłumaczone motywy ich działań, co w końcu nadało całemu eventowi bogactwa i złożoności. Na początku opowieści, ekipa z ciemnego wymiaru była dla czytelnika jedynie bandą złodupców. Jednak  wraz z rozwojem fabuły zaczynamy dostrzegać tragizm tych postaci i ich wewnętrzne zagubienie.

Dowiadujemy się, że każdy z nich pochodzi ze świata skazanego na zagładę. Mają za sobą różnorodne historie i przeżycia oraz definiujące ich cele, które chcieli osiągnąć tuż przed wydarzeniami z opowieści. Ściągnięci przez śmiejącego się Batmana, z upadłych światów zostali skuszeni szansą na odzyskanie tego, co stracili. Ruszyli do głównej ziemi, aby ją podbić, osiedlić się na niej i zaznać upragnionego spokoju.

Rozbudowana fabuła, ciekawe zabiegi narracyjne splatające ze sobą różne historie z jednego eventu. Zawiązane główne wydarzenia, czy nawet elementy filozoficznych rozkmin dotyczących z góry przesądzonego istnienia. To wszystko, a nawet jeszcze więcej można dostać w nowych przygodach Batmana. Szczerze mówiąc, po pierwszym, dość płaskim zbiorze z serii Metal nie spodziewałem się takich wrażeń. Zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony. Może jednak jeszcze jest za wcześnie na emeryturę dla Gacka?

Comics Update jeszcze tu wróci!

I chociaż ten post dobiegł już dobiegł końca, to mogę Wam obiecać, że spotkamy się jeszcze w lipcu! Na ten czas przygotujemy dla Was garść nowych komiksów, które naszym zdaniem powinniście przeczytać. Jakie tytuły się pojawią? Kto wie… Może zrobimy jeszcze coś innego, niż dzisiaj.

Tak naprawdę wiele zależy od Was: dajcie znać, czy podoba Wam się taka forma. Co byście zmienili? Czy powinniśmy pisać bardziej wnikliwe opinie, a może jeszcze trochę je skrócić?

No i pochwalcie się co Wy aktualnie czytacie, będziecie naszą motywacją!

Nie zapomnijcie również polubić nasz fanpage – Leniwa Popkultura, aby nie przegapić innych tekstów.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: