Co warto obejrzeć w tym sezonie? Anime jesień 2017

Jesień. Piękna, polska, złota jesień.

Jak wygląda naprawdę, każdy widzi, wystarczy wyjrzeć przez okno. Ale dla tych, którym akurat w piwnicy zamurowali okno, może troszkę rozwinę. Na ulicach już nie ma ludzi – są tylko bomby zarazkowe. Z nosa leje się Niagara, często też towarzyszy mu gorączka i kaszel. Generalnie ciągle wieje i ciągle pada, co wyjdę na dwór, wracam przemarznięty i przemoczony. Mało? No to może jeszcze poruszymy temat spadających liści, które są alegorią Twoich utraconych szans w życiu. 

Zrobiło się troszkę depresyjnie, prawda? No bo tak właśnie działa jesień. Szary i smutny jak p… świat staje się jeszcze bardziej wyblakły. Każde smutki stają się większe, właśnie w tę głupią porę roku. No i kurde pada, ciągle pada. 

A ja dzisiaj nie mam zamiaru od tego smuteczku odchodzić. Specjalnie dla Was, aby jeszcze trochę pogorszyć Wam jesienny nastrój, przygotowałem trzy całkiem smutne anime z tego sezonu. Zapraszam serdecznie!

Just Because!

Zaczniemy z grubej, feelsowej rury.

Just Because! to anime, które zaczyna się w momencie, gdy bohater wraca do swojego starego miasta. Kiedyś musiał się przeprowadzić – i zostawić swoje gimnazjum. Teraz jednak, na ostatni semestr trzeciej klasy liceum, wraca. Szybko okazuje się, że uchylone rozdziały jeszcze z gimnazjum, same z siebie się nie zamkną. W zasadzie miłość jeszcze się tli, sprawy, które już powinny być przedawnione – dalej leżą gdzieś na wierzchu. A zostało przecież tylko kilka miesięcy…

Just Because! to podręcznikowy przykład anime z gatunku slice of life. Obserwujemy życie – najczęściej te uczuciowe – bohatera lub, jak w tym przypadku, grupki bohaterów. Często elementem, który idzie w parze z okruchami życia, jest romans. I jego też w tym anime znajdziemy.

Już od pierwszych odcinków jesteśmy atakowani uczuciowymi sprawami: czas ucieka, trzeba w końcu się przemóc i wyznać miłość. Przejeżdża pociąg. I każdy wraca smutny. Jedno zdanie za dużo i każdy wraca smutny. Znowu.

Ciężko powiedzieć, że te anime się czymkolwiek wyróżnia. Chociaż… Ma okropnie przeciętną kreskę. Wszystko jest narysowane… Brakuje mi słowa. Brak szczegółów w rysunkach, jakiejś dokładności. Poza tym animacja też zostawia sporo do życzenia. Nie uważam jednak, że te anime jest nudne – jak twierdził Buki. Wręcz przeciwnie, przez ogólną depresyjność, nie mogę doczekać się kolejnych odcinków. Nawet zaryzykuję i napiszę, że przeżywam te niby błahe – dla każdego inna krwawa luna, pamiętajcie – problemy razem z tą grupką bohaterów. 

Na My Anime List – tutaj moja – te anime ma ocenę lekko powyżej 7. Jak nienawidzę oceniać czegoś liczbowo, tak wydaje mi się, że ta ocena jest bardzo adekwatna. Chociaż za kreskę powinno dostać jeszcze trochę po dupie. Moim zdaniem nadrabia jednak fabuła – nieważne czy lubicie slice of life, czy unikacie jak ognia, te anime jest cholernie życiowe.

Anime leniwiec

Inuyashiki

Płynnie przechodzimy do poważniejszego, psychologicznego tytułu.

Poznajemy Ichirou, Japończyka zbliżającego się nieubłaganie do sześćdziesiątki. Gdyby tego było mało – lekarze diagnozują mu niewyleczalny nowotwór. Normalnie człowiek szuka wsparcia w swojej rodzinie, może przyjaciołach. Rodzina Inuyashiki jednak nie jest specjalnie kochającą się rodziną – nie doceniają Ichirou, tego, co dla nich robił. Dlatego nie powiedział im nawet słowa o chorobie.  Smutek trzyma głęboko w sobie.

Do momentu, gdy wychodzi na spacer z psem. Gdzieś na górze za miastem pęka, płacze, ubolewa nad swoim losem. I wtedy umiera. Zabija go przypadkowe lądowanie statku obcych. Ci jednak szybko zabierają się do pracy nad odtworzeniem tego istnienia – a jak się szybko okazuje, dwóch istnień. Problem jest taki, że dostępne są jedynie jednostki bojowe. 

Tym sposobem Ichirou otrzymał nieśmiertelność. I morderczy arsenał w całym swoim ciele. Od niego teraz zależy, jak go wykorzysta: będzie pomagał ludziom? A może zacznie ich zabijać? 

Inuyashiki jest dość specyficzną serią – pod przykrywką z MAKSYMALNIE PASKUDNEGO CGI kryje się genialna fabuła. 

W tym anime pierwsze skrzypce gra problem moralności bohaterów. Jak wykorzystają swój dar? Już w pierwszym odcinku możemy obserwować, że Ichirou postanawia raczej pomagać ludziom. Broni bezdomnego przed atakiem jakiś patologicznych nastolatków. A już kilka odcinków później odbija porwaną dziewczynę z rąk Yakuzy. Zastanawia mnie jednak, jak bohater będzie się czuł z faktem, że nie pomoże każdemu. Tego jeszcze anime nie poruszyło, a wydaje mi się, że to bardzo ważny problem. Bo nie ważne czy możesz latać, strzelać laserami, zmienić się w maszynę bojową – w mieście ciągle ktoś potrzebuje pomocy. A przecież się nie rozdwoisz. No i musisz zachować pozory normalnego życia. 

I kolejny motyw: czy główny bohater się w ogóle starzeje? Myślę, że tę kwestię omówimy przy recenzji anime, która pojawi się, gdy tylko seria zostanie zakończona. 

Konohana Kitan

No i na sam koniec: zdecydowanie najbardziej smutna seria, jaką przyszło mi obejrzeć. Mimo że to tylko trzy odcinki.

Musicie mi uwierzyć na słowo – płakałem, gdy oglądałem te anime. Z oczu lały mi się rzewne, nieprzerwanie przez całą godzinę, krwawe łzy rozpaczy.

W pewnej wiosce zamieszkanej przez wszelkiego rodzaju demony, duchy i potwory z tradycyjnych wierzeń, młoda lisica imieniem Yuzu, zaczyna swoją pierwszą pracę. Padło na zajazd z gorącymi źródłami – Konohanatei. Tam poznaje niewiele starsze, a przynajmniej na takie wyglądają, koleżanki, które będą musiały w jakiś sposób nauczyć Yuzu pracować. I tak się życie kołem toczy w tym pięknym hotelu.

To może ja na wstępie napiszę, co mi się podobało: animacja mycia podłogi w którymś z pierwszy odcinków. Taki mały szczególik, a jednak cieszy oko wysychająca podłoga. Do gustu przypadł mi również opening – spokojny, taki ciepły, złudnie wskazywał, że Konohana to może być ciekawe anime. Momentami też można zauważyć bardzo miłe dla oka tła. Generalnie anime jest ładne, gdy bohaterki się nie odzywają.

I to by było na tyle z dobrych rzeczy. W Konohana bohaterki są denerwujące i dość płytkie. Nic też nie zatrzymuje widza, aby obejrzał kolejny odcinek. Raczej przesłodzenie, piskliwe głosiki i sof yuri odstrasza od oglądania. No właśnie: bo te anime jest cholernie przesłodzone. Jak to piszą na MAL’u: cute girls doing cute things. 

Konohana to jest chodzący fanservice dla japońskich pedofilii, lubujących się w mały, słodkich, MOE dziewczynkach. I to ma 7 na MAL’u? Właśnie takie serie udowadniają, że te wszystkie ratingi można mieć głęboko w dupie. 

anime moe

Anime na smutną jesień

Tak jak mówiłem, zaproponowałem Wam kilka serii na tę nieszczęsną jesień. Na pewno dwie pierwsze warto sprawdzić i śledzić na bieżąco. Ostatnio na własne ryzyko.

Fakt faktem jest jeszcze kilka tytułów, które chciałbym w tym sezonie sprawdzić. Informacje o nich znajdziecie już jednak tylko na moim fanpejdżu, ewentualnie kiedyś w recenzji.

To chyba wszystko, co miałem dzisiaj do powiedzenia, Teraz Wy napiszcie mi: które anime z jesiennego sezonu przypadło Wam do gustu? A które może zniechęciło do dalszego oglądania? 

4
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Po drugiej stronie okładki
Gość

Ja to lubię sobie pooglądać anime ale głownie to czytam. FIlmy wybieram skrupulatnie bo to 2 h wyjęte z życia, a seriale to tylko Lucyfer i Supernatural. Co do anime to Shaman King, Naruto, Akame ga Kill, Sword Art Online <3. Nie mam czasu, żeby sięgać po coś nowego, a nawet jak go mam to wolę poczytać.
Podrugiejstronieokładki

Leniwiec
Gość

Ale do SSAO to ja bym się publicznie nie przyznawał :/

Po drugiej stronie okładki
Gość

ALE DLACZEGO?!

Leniwiec
Gość

Bo to maksymalnie spieprzony pomysł na anime w świecie MMO. Log Horizon zrobił to dobrze :3