Ciemny Kryształ: Czas Buntu – chwalebny powrót wysokiego fantasy

Netflix przywraca wiarę w gatunek fantasy na małym ekranie. Ciemny Kryształ: Czas buntu, to fenomenalne dzieło, na jakie czekałem od lat!

Ciemny Kryształ (ang. Dark Crystal) to seria, na jaką czekałem od dawna. Nie tylko w sensie stricte akurat właśnie tej produkcji, ale przede wszystkim jako przedstawiciela epickiego high-fantasy. Duży ekran, jak i ten mniejszy – telewizyjny, w tym temacie nas ostatnimi laty nie rozpieszczały. Co prawda Gra o Tron przez większą część swojej bytności święciła triumfy – było to jednak dziecko nurtu low fantasy, który nie zaspokajał do końca mojego głodu. Tym bardziej że ostatnie sezony zlatywały jakościowo po równi pochyłej, zakończonej dodatkowo stromym klifem.

Ja natomiast chciałem być wrzucony do świata innego od naszego. Wypełnionego po brzegi magią, kreaturami w niczym nieprzypominającymi naszej fauny i z florą o tajemniczych właściwościach. Marzyły mi się elfy, krasnoludy oraz cała reszta tej wesołej menażerii z Wielkim Złem™ czającym się gdzieś na horyzoncie. Gotowym, by tylko spętać wszystko, co dobre swoją mroczną wolą. Niestety powoli już traciłem wiarę w pojawienie się tego typu produkcji…

Nowa nadzieja

Spójrzmy prawdzie w oczy. Poza wspomnianą wcześniej Grą o Tron takich dzieł było jak na lekarstwo. A przykładów tych dobrych ciężko mi sobie z pamięci wykrzesać. Chyba szczególnie wyróżnienie za bolesny cios w żebra ostrym narzędziem, muszę oddać w ręce “Hobbita”. Po latach przestoju oraz utknięciu w produkcyjnym piekle, w końcu nowa trylogia Petera Jacksona, oparta na prozie Mistrza Tolkiena, ujrzała światło dzienne. Na swoje i moje nieszczęście. O ile pierwszy film wyszedł jeszcze niezgorszy, to już kolejne… ho, ho, ho – powiem tyle, że na ostatniej z nich w kinie trzymała mnie na nich wyłącznie świadomość wydanych pieniędzy na bilet.

Polecam materiał Lindsay Ellis na ten temat.

W tamtym momencie naprawdę myślałem, że to koniec high fantasy w serialu oraz kinie na długie, długie lata. Brak zapowiedzi podobnych produkcji, mizerne przyjęcie filmów, które miały nam dać powtórkę z gigantycznego sukcesu Władcy Pierścieni, no przyszłość przed gatunkiem fantasy nie prezentowała się kolorowo. Jednak mój pesymizm został w ostatnim czasie mocno zweryfikowany i to w pozytywny sposób. Okazuje się, że mroczne czasy powoli zaczynają przemijać, a jednym ze zwiastunów tego jest właśnie Ciemny Kryształ w produkcji Netflixa. Zacznijmy jednak od początku.

Lochy, smoki i… muppety?

Aby to zrobić – musimy cofnąć się w czasie, aż do połowy lat 70. Wtedy bowiem Jim Henson stworzy jedną z najbardziej ikonicznych produkcji telewizyjnych: The Muppet Show. Legendarny już program satyryczno-komediowy powstały w oparciu o kukiełki i pacynki na zawsze zapisał się w annałach popkultury. Nie sposób przecenić ich wpływu na powszechną świadomość i współczesnego odbiorcy. Połączenie często ostrych jak brzytwa skeczy, masy dorosłego (często sprośnego) humoru i parodii – skradło serca publiki. Ambicje Jima ostatecznie nie ograniczyły się do małego ekranu. Po sukcesach kinowych Muppetów, wraz ze swoim wieloletnim współpracownikiem Frankiem Ozem, stworzyli coś naprawdę unikalnego…

Oryginalny Ciemny Kryształ powstał w roku 1982, jako próba opowiedzenia czegoś w świecie nieco mroczniejszym, obcym, a jednocześnie czerpiącym całymi garściami z epickiego fantasy. Nie jako film aktorski, czy animacja – przynajmniej nie w klasycznym znaczeniu. Zamiast tego zdecydowano się na styl najbardziej odpowiadający obu wspomnianym Panom – użycie kukiełek. Tym samym powołano do życia magiczny świat Thra. Oprócz tej dwójki jedną z osób, która nadała mu kształtów, był grafik koncepcyjny Brian Froud.

Ciemny Kryształ (1982)

Tysiąc lat temu na planecie Thra pojawiły się dwie rasy inteligentnych istot – niebędące pierwotnymi jej mieszkańcami. Władczy, zepsuci do szpiku kości Skeksowie, a także łagodni i przyjaźni Mistycy. Ci pierwsi w brutalnym podboju zbudowali imperium oparte na terrorze oraz zniewoleniu, rządzący twardą ręką z Twierdzy Kryształu. Skrywany w jego murach klejnot, to źródło wszelkiej egzystencji na świecie Thra. Niezwykle potężny artefakt, z którego życiodajnej mocy zachłannie czerpali Skeksowie, aby oszukać czas i odsunąć od siebie nieuchronną wizję własnej śmierci.

Jedyną ich obawą była przepowiednia mówiąca o tym, że któryś z Gelflingów, stworzeń na pograniczu wróżki, skrzata i elfa – zakończy ich okrutne rządy. Tak też Mistycy, do tej pory ukrywający się przed resztą światą, wysyłają ostatniego z żyjących przedstawicieli tej rasy, Jena, na misję odnalezienia utraconego fragmentu Kryształu. Musi to zrobić przed koniunkcją trzech słońc planety, inaczej Skeksom uda się zdobyć klucz do wieczności.

Fantasy w sosie grozy

Dark Crystal, to nie do końca była pozycja skierowana do najmłodszych. Właściwie poprzez design części stworzeń, które potrafiły wyglądać całkiem realnie – mogły spowodować traumy na długie lata w młodym umyśle. Bo właśnie kreacja świata i uczucie, że dałbym radę uwierzyć spokojnie w jego istnienie, jest największą siłą tego filmu. Pieczołowitość, z jaką Jim Henson ze swoimi ludźmi podeszli do stworzenia żyjących, pełnych niezwykłych, a często niepokojąco realnych obrazów obcego świata zwyczajnie zachwyca. Każdą część scenografii starano się wypełnić przekonującym ekosystemem. Zwierzęta, rośliny i poruszające się wokół kukiełki budzą mój prawdziwy podziw.

Od przypominających humanoidalne sępy z gadzimi cechami Skeksiów, poprzez połączenie nietoperzy i wielbłądów Landstriderów, aż po nasze Gelflingi. Każdemu ze stworzeń nadano unikatowy wygląd oraz sposób poruszania się. Ciężko od tego oderwać oczy i uważam, że Ciemny Kryształ przeszedł próbę czasu celująco. Tylko ten nieszczęsny ówczesny odpowiednik greenscreena. Gdyby miejscami tak bardzo brzydko nie straszył artefaktami, to mógłbym powiedzieć, że seria nie zestarzała się ani o jotę. Przynajmniej pod względem wizualnym, bo niestety historia jest zwyczajnie boleśnie wręcz prosta. Bohaterowie są płytcy jak kałuża w samo południe na rozgrzanej słońcem pustyni. Z całej gromady wyłania się tylko na plus – Szambelan. Knujący i manipulujący Skeksis, który swoimi manierami, czy machlojkami zdecydowanie się wyróżnia. Widać, że więcej czasu poświęcono na stworzenie  atrakcyjnego wizualnie świata, niż ambitniejszej fabuły. Nadal jednak polecam obejrzeć, bo mimo wszystko jestem cholernie zadowolony z seansu, a to również dobry wstęp przed podejściem do serialu.

I od razu zdradzę – Netflix nie zawiódł.

Ciemny Kryształ: Czas Buntu (2019)

Jak już zapewne się domyśliliście – będę tutaj wyłącznie piał z zachwytu. Nie zamierzam nawet ukrywać, że Dark Crystal: Age of Resistance najzwyczajniej w świecie kupiło moje serce. Po latach posuchy dostałem to, na co czekałem – piękne, pełne smakowitego lore i wypełnione epickością fantasy. Jak tu nie kochać tej serii?

Serial od Netflixa jest właściwie rebootem oryginalnej historii. Choć początkowo myślałem, że będzie to coś bardziej w stylu prequela. Ostatecznie jednak muszę uznać tę decyzję za prawidłową, bo otworzyło to masę furtek do intrygujących rozwiązań fabularnych. Tym sposobem najnowsza odsłona Dark Crystal naprawia błędy poprzednika, przy jednoczesnym zachowaniu całej jego magii i unikalności. Przede wszystkim pozostawiono styl wykonania. Początkowo planowano pójść w animację 3D, ale podjęto fenomenalny werdykt, że Ciemny Kryształ nie może istnieć bez kukiełek. Tym samym powtórzono wyczyn oryginału. Ponownie dostajemy zapierający dech w piersiach, żyjący i pełen niezwykłości świat. Jakość wykonania, a także współczesne możliwości grafiki CGI do uzupełnienia tego, czego nie da się pokazać za pomocą ruchomych modeli, zwala na kolana. Kto by pomyślał, iż tyle emocji można przekazać na twarzach kukiełek? Wyciągając z nich skomplikowaną, często niezwykle subtelną ekspresję.

ciemny kryształ the dark crystal

To prawdopodobnie jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie możecie znaleźć na tej platformie streamingowej. Odpuszczając ją – wyrządzacie sobie dużą krzywdę.

Zmiany, zmiany, zmiany

Chociaż rdzeń opowieści pozostał ten sam: źli Skeksowie, dobrzy Mistycy i pośrodku walczący o przetrwanie Gelflingowie, to postarano się, aby wszystko wokół niego odpowiednio rozbudować. Czas Buntu nie jest w żadnym wypadku próbą sprzedania tej samej historii raz jeszcze. O nie! Tym razem autorzy poszli w kierunku postawienia całości na głowie. Tak, nadal nasi antagoniści są u władzy i eksploatują kryształ, a siła przeciwna, na razie pozostaje w ukryciu. Jednak jest jedna, znacząca zmiana – istnieje cała domena Gelflingów, podzielona na matriarchalne klany, tworzące luźną federację. Nad nimi czuwa namiestniczka przyjmująca tytuł All-Maudry z ludu Vapra. Pełniącego nieco rolę, znanego z innych fantasy wysokich elfów. W ich oczach Skeksowie to sprawiedliwi i mądrzy władcy. Opiekujący się Kryształem i całym światem pod nieobecność Matki Augry – istoty będącej głosem oraz manifestacją Thra. Przynajmniej jest tak na początku.

Wszystko się zmienia, gdy młody strażnik z Twierdzy Kryształu odkrywa prawdziwą naturę swoich panów. Przysięgając zemstę za własne krzywdy i swojego ludu – Rian zaczyna niebezpieczną podróż. Jednak nie jest jedynym bohaterem. Z głównych postaci możemy wymienić oprócz niego: tryskającą optymizmem i energią Deet, a także wiecznie trzymającą nos w książkach, ciekawą świata Breę. Zostają ze sobą związani wspólnym celem powstrzymania Skeksisów przed niszczeniem ich domu. Nawet jeśli oznaczać będzie to wygnanie i niezrozumienie ze strony pobratymców. Czy z trójki tych pojedynczych płomyków oporu względem zła wybuchnie płomień, jaki porwie cały lud Gelflingów do otwartego buntu? O tym musicie przekonać się już sami, sięgając po serial.

ciemny kryształ czas buntu netflix

Miłość od pierwszego wejrzenia

Tam, gdzie nie radził sobie oryginał, tutaj jego młodsza wersja błyszczy. Twórcy nie zmarnowali żadnego z dziesięciu godzinnych odcinków. Bohaterowie nabrali kształtów i zamiast placeholderów, mamy pełnokrwiste postacie z własnymi wadami, marzeniami oraz celami. Każdy powinien znaleźć swojego ulubieńca, bo jest z czego wybierać. Lore świata zostało znacznie poszerzone, a takie istoty jak np. Matka Augra nabrały zupełnie nowego znaczenia. Rozłożono twór Jima Hensona na części pierwsze, by dołożyć do tej układanki całą masę świeżych elementów i ostatecznie złożyć w wielowymiarowe, przepyszne dzieło. Postarano się zadbać o porażającą masę szczegółów, które tworzą spójny obraz. Dobrym przykładem będzie np. kultura i zwyczaje Gelflingów, różnice między klanami, konflikty oraz wyznawane wartości.

Poszerzeniu uległa także kosmologia, więcej dowiadujemy się o otoczeniu, w jakim poruszają się bohaterowie. Magia stała się bardziej namacalna i zaznaczyła mocniej swoją obecność. Thra ożyło nowym blaskiem. Na każdym kroku, a także za każdym zakrętem czaiły się dla nas nowe informacje, rytuały i legendy tego uniwersum. Prawdziwe epickie fantasy pełną gębą. Przy okazji nie zrezygnowano z elementów grozy, te również są obecne, a Skeksowie brzydcy i przerażający.  Age of Resistance to dzieło większe, pełniejsze i przy okazji równie magiczne co oryginał.

Obsada na bogato

Chcecie więcej superlatyw? Głosy postaci i ich charakter nadany im przez aktorów, także są na najwyższym poziomie. Nie można się temu dziwić, bo wystarczy sprawdzić listę płac oraz odkryć, jakie talenty Netflix postarał się zaangażować w tej projekt. Kogo tam znajdziemy? No to posłuchajcie: są to m.in. Simon Pegg, Mark Hamill, Benedict Wong, Helena Bonham Carter, Keegan-Michael Key, Jason Isaac, Alicia Vikander… i cała masa innych fantastycznych oraz rozpoznawalnych aktorów. Takiej osady nie powstydziłby się hollywoodzki blockbuster za grube miliony dolarów. Niech jeszcze ten element poświadczy na korzyść jakości najwyższej próby reprezentowanej przez Ciemny Kryształ.

ciemny kryształ

Czas Buntu i co dalej?

Na koniec co mogę Wam jeszcze więcej powiedzieć, jak tylko to jedno: idźcie i oglądajcie. Żadnych wymówek. Jeżeli kochacie fantasy, będzie dla was must-watch. Pozostali również powinni co najmniej sprawdzić, bo to dzieło tak unikatowe i wykonane z pietyzmem. Urzekające pięknem oraz wciągające angażującą historią, że żal przegapić.

Wciąż czekamy także na zapowiedź drugiego sezonu, a ten nadejdzie na pewno. Po pierwsze: historia wciąż nie jest zakończona (choć konkluzja tych pierwszych dziesięciu epizodów była nader satysfakcjonująca), a także przyjęcie krytyczne oraz widzów było gorące. Trzymam kciuki za to, że zarząd Netflixa szybko da zielone światło i będę mógł powrócić do tego świata ponownie.

Mój apetyt na wysokie fantasy został tylko mocniej rozbudzony. Do usłyszenia!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o