Prawdziwe stowarzyszenie umarłych poetów – Bungou Stray Dogs: tomy 5 – 8.

Moja ulubiona Agencja Detektywistyczna nie próżnuje. Szczególnie w tak niebezpiecznym mieście, jak Jokohama mają pełne ręce roboty. Ich przeciwnicy – Mafia Portowa, również nie narzekają na brak zajęć. Jedni starają się prześcignąć drugich o to, która grupa będzie liczyła więcej utalentowanych członków, czy  posiadała więcej wpływów w metropolii. Podczas gdy trwa akcja ratunkowa Kyouki – zabójczyni, o którą walczyły dotychczas dwie strony konfliktu, dołącza się banda nieznajomych. To właśnie jest na razie najbardziej zwrotny moment w całej historii, ponieważ na arenę wkracza Gilidia.

Lekcja literatury.

Do Bungou Stray Dogs zostaje wprowadzona kolejna organizacja zrzeszająca uzdolnionych, która chce przejąć władze w głównej miejscowości. Jej szefem jest obrzydliwie bogaty ekscentryk z chorymi ambicjami podporządkowania sobie całej społeczności miasta. Nie zostały nam niestety przedstawione żadne sensowne motywy jego działań. Widzimy jak ogromną miłością pała do pieniędzy oraz do rządzenia wszystkimi dookoła. Jednak z chęcią zobaczyłbym dowódcę zupełnie świeżej formacji, którego celem jest nie tylko bycie tym złym.

Skoro nowe ugrupowanie to i masa nieznanych dotąd twarzy. Członkowie Gildii to potężni przeciwnicy zarówno dla Agencji Detektywistycznej, jak i Mafii Portowej. Przybysze również mają niezwykłe umiejętności oraz przydomki po pisarzach. Jednak w ich przypadku są to amerykańskie i europejskie nazwiska najbardziej utalentowanych artystów słowa pisanego z różnych epok.  Zostaje zaprezentowany szereg zupełnie innych postaci. Każda z nich na swój sposób ciekawa i wielowymiarowa. Co prawda wszyscy nie zostają nam przedstawieni od razu, ale z biegiem czasu poznajemy strzępki ich własnych historii.

Jako detektyw mam pewne spostrzeżenia.

Żarty wciąż są bardzo dosadne i potrafią zaskoczyć. Pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach, po czym odwracają daną sytuację o 180 stopni robiąc z niej komiczną scenkę. Naprawdę, nigdy nie wiadomo kiedy w Bungou Stray Dogs wjedzie jakiś dowcip. Miałem jednak wrażenie, że było ich tutaj mniej niż w poprzednich tomach. Być może ze względu na to, że sama fabuła stała się nieco poważniejsza. Nie starczyło zwyczajnie miejsca na humor lub po prostu nie było zbyt dużo okazji do wrzucania elementów komedii.

Z kolei było bardzo dużo momentów, w których Dazai błyszczał. Ten to dopiero potrafi namieszać w wydarzeniach. Mentor, o którego zabiegała Mafia, lecz on wybrał ostatecznie szeregi Agencji. Bez jego pomysłów, niesamowitych mocy, czy żartów całość by wiele straciła. Gdy sytuacja jest bez wyjścia nasz bohater korzysta ze swojej niezwykłej umiejętności wychodzenia cało z każdej opresji. Kiedy potrzebny jest zaskakujący plan – również można liczyć na niedoszłego samobójcę. Jest on bardzo wyrazistym charakterem, dzięki któremu nie bałem się, że całość zacznie wiać nudą. Wiedziałem, że w razie czego, zaraz pojawi się Dazai i wprowadzi jakiś zamęt, żeby było ciekawiej.  Jako postać dodaje co najmniej jeden punkt do odbioru tejże historii.

Robi się coraz ciekawiej!

Fabuła z tomu na tom nabiera rumieńców. W porównaniu do pierwszych czterech zbiorów Bungou Stray Dogs widać, że intryga staje się poważniejsza. Nie obserwujemy już jedynie przygód Agencji, której dokucza Mafia, ale jesteśmy świadkami jak do gry dołącza nowy gracz. To właśnie dzięki wprowadzeniu Gildii, jako bezpośredniego zagrożenia dla miasta, dotychczasowa waśń dwóch skłóconych ugrupowań musi odejść na drugi plan. Szefowie detektywów i zbirów postanawiają zawiesić tymczasowo broń, aby wspólnie zająć się nowym niebezpieczeństwem. Każda ze stron posunie się do najróżniejszych rozwiązań, aby tylko wygrać pojedynek o dominację.

Prowadzenie głównej osi kolejnych wydarzeń, w przypadku omawianych przeze mnie tomów, wypada najlepiej. Nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o klimat. Wciąż mamy do czynienia z produkcją posługującą się schematami swojego gatunku. Jednak oprócz tego dostajemy coraz poważniejszą intrygę oraz poznajmy bardzo liczną rzeszę bohaterów, którymi autorzy żonglują nam przed twarzą. Są to zdecydowanie plusy, ponieważ dojrzalszy charakter samej akcji nadaje bardzo fajne tło do przedstawienia plejady nieznanych dotąd charakterów.

A na koniec…Cliffhanger

Akcja na końcu ósmego tomu zawiesiła się w emocjonującym momencie. Żeby nie sypać spoilerami powiem tyle, że dwójka bardzo wyrazistych bohaterów spotyka się na misji dwóch różnych ugrupowań. Oczywiście mają inne cele, jednak łączy ich silna nienawiść wobec siebie i niezłomna chęć ukończenia powierzonych im zadań. Ostatnia scena to moment, w którym patrzą sobie w oczy, wykrzykują swoje imiona i rzucają się do walki, aby zawisnąć aż do momentu, kiedy sięgnę po kolejne części tej wciągającej opowieści. A tak na pewno się stanie! Już czekam z niecierpliwością.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o