„Brom”, czyli brakujący pierwiastek polskiego komiksu

Umówmy się – debiuty nie są łatwe. Chyba tylko w bajkach próba wejścia w nowe środowisko odbywa się bezproblemowo i z taryfą ulgową. Nie jest to jednak reguła. Rzeczywistość jest daleka od tak prostego startu. Rynek komiksowy nie odbiega od tej reguły. Czytelnicy mają dostęp do obszernego wyboru dzieł z poszczególnych gatunków. Są w większości oczytani, mają wyrobione zdanie na temat tego, co czyni historię rysunkową dobrą. Nasz świat nie jest niszą, więc potrzeba niemałej oryginalności, by na nim zaistnieć. Aż tu nagle… „Brom”.

Jest mi niezmiernie miło przekazać, że pani Unka Odya i Wydawnictwo 23 debiutują w sposób udany. Ba! W sposób bardzo udany i ze skutkiem lepszym niż się spodziewałem. „Brom” to naprawdę niezły album. Zdawać by się mogło, że bazuje na nieco oklepanych motywach. Autorka nie korzysta jednak z dobrze nam znanych elementów w sposób klasyczny, a dodaje im swojego szlifu, co wprowadza do przedstawionego sposobu dużo świeżości. Tak trzeba robić!

Wiecie, co jest lepsze od recenzowania dobrego komiksu? Recenzowanie go ze świetną osobą! Dlatego też miło mi pisać ten tekst razem z naszą nową leniwcową koleżanką Ivą. Razem zapraszamy do lektury naszego tekstu.

Ach, na koniec wstępu małe post scriptum. Muszę przytoczyć koronny przykład kogoś, dla kogo pierwszy tom opowieści, a więc niejako debiut, to zawsze kaszka z mleczkiem… Za to dalej jest już nieco gorzej. Brian K. Vaughan. Ech! Miejmy nadzieję, że Unka nie pójdzie tą drogą.

Fabuła

Rankine

Dużym plusem „Broma” jest ciekawie rozbudowywana fabuła. Historia zaczyna się spokojnie. Nastolatek zostaje wysłany do krewnych na wieś, żeby poznać swoją nigdy niewidzianą kuzynkę. Sielankowy obraz łąk, lasów i jezior jest nie mniej zaburzony, bowiem miejscowi od roku borykają się z problemem ginącego inwentarza. Psy, owce i krowy nie wyjechały jednak do wielkiego miasta za karierą. Nie zostały też zastrzelone przez myśliwych, biorących każdą figurę za dzika. Zwierzęta zostały zjedzone. Co się mogło do tego przyczynić? Wilki? E, nuda! Lepiej sięgnąć po bestię z mitologii celtyckiej i wyjaśnić sprawę w stylu Unki Odyi. Autorka czyni to rękoma Broma i jego kuzynki Marysi. Ta dwójka szybko przypada sobie do gustu i tworzy zgrany duet, niebojący się żadnych wyzwań. Nawet takich, których wykonania nie powstydziłby się sam wiedźmin. Bądź wiedźma… A dalej? Dalej jest równie ciekawie. Wraz z biegiem wydarzeniem poznajemy inne miejsca i kolejne lokalne, nadnaturalne problemy.

„Brom” dzieli się na kilka takich rozdziałów. Akcja płynie w nich sinusoidalnie. Na początku autorka pozwala nam lepiej poznać bohaterów, rozwija epizod, żeby następnie wystrzelić eskalacją wydarzenia i spokojnie je zakończyć. Całość przeplatana jest też całkiem udanymi plot twistami.

Minusem może być dla niektórych powierzchowność, z jaką autorką buduje fabułę swojego komiksu. Zapewne jest to etap planowania opowieści i zwyczajnie kolejne części „Broma” przyniosą nam odpowiedzi na ułamek pytań. Jednak pewien zawód sprawia mi fakt, że wiele srok jest naraz pociągniętych za ogon i wszystkie tajemnice kreowane są w sposób dość ogólny, pobieżny. Kiedy zdążymy się zaciekawić jednym wątkiem, prym zaczyna wieść już kolejny motyw. Chciałoby się o pewnych treściach usłyszeć więcej już w pierwszym tomie.

Iva

Rzeczywiście, pewne interesujące wątki w „Bromie” zostają porzucone wraz z końcem danego rozdziału. Z drugiej strony, nie możemy wykluczyć, że autorka planuje jeszcze do nich wrócić. Być może celowo pozostawiła nas z pytaniami, żeby głodny odpowiedzi czytelnik chętniej sięgnął po kontynuację. W takim wypadku jestem w stanie wybaczyć jej pobieżne potraktowanie niektórych tematów i niewykorzystanie pełni ich potencjału.

Podoba mi się pomysł podziału “Broma” na kilka epizodów, z których każdy wprowadza kolejnych bohaterów (ludzkich i nieludzkich), a jednocześnie stanowi część większej fabularnej całości. Brakowało mi jednak jakiegoś nadrzędnego celu, ku któremu mieliby dążyć bohaterowie. Na razie konfrontacje z kryptydami oraz innymi nadnaturalnymi zjawiskami po prostu im się przytrafiają: pojawia się jakiś problem, a Brom z ekipą znajdują jego (paranormalną) przyczynę i starają się ją zlikwidować. Ale do czego to wszystko ma prowadzić? Tego – przynajmniej na razie – nie wiadomo. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach ten schemat zostanie przełamany, a akcja zacznie zmierzać w bardziej określonym kierunku. Pozostaje mi liczyć na to, że zmiany, jakie dokonały się w jednej z postaci w finale “Broma”, są właśnie tego zapowiedzią.

Bohaterowie

Rankine

Tytułowym bohaterem „Broma” jest nastoletni chłopak o imieniu Bronisław. Skąd u niego taki chemiczny pseudonim? To już materiał na inną historię. Na początek wystarczy wiedzieć, że Brom ma wizerunek człowieka młodego, gniewnego i alternatywnego. Ostatnimi czasy taka postawa, często cechująca się zbędnymi pokładami sarkazmu i poczucia wyższości, stała się niezwykle modna. Masa ludzi zaczęła się uważać za wyjątkowych myślicieli. Pozory jednak mylą i nasz bohater, mimo że ironiczny, raczej wycofany i bardzo indywidualny, jest jednak autentyczny. To po prostu inteligentny chłopak, trochę nietypowy, który nie lubi przebywać w większych grupach osób. Nie dorabia do tego ideologii.

Wrażenie odludka jest jednak stopniowa przełamywane. Wychodzi na jaw, że Brom potrafi łatwo nawiązywać kontakty i zacieśniać więzi, jeśli tylko uzna, że ktoś jest odpowiedni do tego, by dopuścić go bliżej siebie. Poza tym nastolatek okazuje się naprawdę odważnym gościem, a przy tym niegłupim. To niezgorsza postać do naśladowania dla młodszego odbiorcy. W bardzo dobry sposób wypadają też u Broma jego ujawniające się zdolności nadnaturalne. Odróżnia go to od np. Harry’ego Pottera (-„You’re a wizard, Harry.” – „I’m a what?”). Bohater Unki Odyi przyjmuje postawę „Ok. Tak czułem” i od razu bierze swój los we własne ręce.

Iva

Wbrew temu, co może sugerować tytuł, Brom nie jest w tej historii najważniejszy. Równie istotni są członkowie jego rodziny i kumple, z którymi chcąc nie chcąc (z naciskiem na “nie chcąc”) pakuje się w różne paranormalne sytuacje. Jest więc parająca się okultyzmem mama, która niechętnie kupi synowi piwo, ale za to nauczy go obrony przed wilkołakami; kuzynka z Kartuz, która potrafi unieszkodliwić strzygę i uważa, że fajnie jest mieć ciotkę-wiedźmę; kolega o podwójnym imieniu (oraz tożsamości) i wreszcie dziewczyna, która miesza w cudzych snach.

Oprócz konfrontacji ze zjawiskami nie z tego świata Brom i jego ekipa zajmują się też bardziej przyziemnymi sprawami, takimi jak chodzenie do szkoły czy nawiązywanie relacji damsko-męskich. Na szczęście autorka nie stara się być na siłę “młodzieżowa” (i chwała jej za to!). Język, jakim posługują się jej nastoletni bohaterowie i problemy, z jakimi się mierzą, wypadają całkiem wiarygodnie. Oczywiście, pewne rzeczy są w “Bromie” nieco przerysowane i celowo “dośmiesznione”, ale nie na tyle, żeby czytelnik w ich wieku nie mógł się z nimi utożsamić.

Jedyną rzeczą, którą można by było poprawić, jest psychologia postaci. Mimo całej swojej sympatyczności i wiarygodności bohaterowie wydają się nieco płascy. Momentami miałam wrażenie, że ich główną funkcją jest prowadzenie nas od jednej mitycznej bestii do drugiej i popychanie akcji naprzód. Jeśli już skupiamy się na konkretnej postaci, to przeważnie wtedy, gdy ma ona jakieś znaczenie dla fabuły. Tymczasem chętnie poznałabym Broma i jego kumpli bliżej. Przy kolejnym spotkaniu z bohaterami chciałabym zobaczyć ich już jako ludzi z różnymi doświadczeniami, wewnętrznymi konfliktami i więcej niż jedną cechą charakteru.

Kreska

Rankine

Bardzo szanuję autorów, którzy są jednocześnie odpowiedzialni za scenariusz i za oprawę graficzną. Po raz pierwszy spotkałem się z tym w przypadku Mike’a Mignoli i „Hellboya” (choć Mike nie kolorował swoich kadrów) i od tego czasu mi to imponuje. Tu podziw dla autorki należy się jeszcze większy ze względu na technikę używaną przez Unkę Odyę. Ręczne malowanie za pomocą różnych odcieni szarości, świetnie komponujące się smugi, rozmycia dobrze budują klimat. No i są przyjazne dla daltonistów (Dzięki!).

Świetnie też wyglądają wszelakie stworzenia. Obrazy mitycznych bestii – tych zainspirowanych i wymyślonych – wypadają obłędnie. Serio. Tu poziom jest najwyższy. To są grafiki, które śmiało można by umieścić w najlepszym bestiariuszu. Ujęcia, na które Vesemir, mistrz wiedźmiński ze szkoły Wilka, pokiwałby głową z uznaniem. Gorzej wypadają za to postacie ludzkie. Choć polubiłem ich wygląd, to muszę przyznać, że w pierwszej chwili zwątpiłem przezeń w jakość komiksu. Są one mniej szczegółowe niż ujęcia potworów, przez co wydają się zwyczajnie uproszczone. Nadaje to natomiast „Bromowi” tego młodzieżowego rytu, o którym wspomniałem wcześniej. Gdyby całość komiksu utrzymana była w tej fantastycznej, wysublimowanej konwencji, otrzymalibyśmy dzieło o wiele poważniejsze, mroczniejsze. Bardziej dorosłe. Rozumiem jednak i szanuję, że nie taki był zamysł. Po prostu chciałbym kiedyś zobaczyć komiks o dorosłym Bromie, tylko dla widzów pełnoletnich, żeby cała historia mogła „pojechać po bandzie”. To by było coś!

Iva

Ja także jestem pełna podziwu dla ogromu pracy, jaki autorka włożyła w graficzną stronę swojego dzieła. Choć poziom jej rysunków jest nieco nierówny, a paleta kolorów została ograniczona do odcieni szarości, to całość i tak robi wrażenie. Szczególnie udanie wypadły portrety zwierzęco-demonicznych bohaterów komiksu, które są tutaj maksymalnie dopieszczone i estetycznie satysfakcjonujące. Interesująco prezentuje się też wyśniony przez Broma krajobraz, zaludniony tworami wyobraźni artystki. Szkoda, że wątek mieszkańców sennej rzeczywistości szybko się urwał – chętnie zobaczyłabym go więcej.

Jednak największe wrażenie zrobił na mnie sposób, w jaki powstawał ten komiks. Jak sugerują zdjęcia z fanpage’a autorki, wszystkie odcienie szarości, z których składa się świat “Broma”, zostały przez nią ręcznie namalowane. Daje to ciekawy efekt, szczególnie w tle, gdzie często wyraźnie widać pozostawione przez farbę ślady (np. plamy czy charakterystyczne rozmycie). Być może nie każdemu ta estetyka przypadnie do gustu, ale to właśnie ona wyróżnia “Broma” na tle innych publikacji – przynajmniej na tle tych, z którymi miałam dotąd do czynienia.

Ogólne wrażenie

Rankine

„Brom” świetnie godzi ze sobą założenia komiksu młodzieżowego i fantastycznego. Z jednej strony kadry Unki przedstawiają nam historie nastolatków o całkiem przeciętnych życiorysach. Bohaterowie stają przed adekwatnymi do etapu życia problemami. Przeprowadzka, zmiana szkoły, marzenia o sławie, pierwsze miłości, czy picie piwa na „nielegalu”. Jestem pewien, że każdy, kto nastoletni etap życia ma już za sobą, chociaż częściowo wie, o czym mowa. Imponujące jest to, że te prozaiczne elementy wypadają bardzo wiarygodnie, w sposób niewymuszony i naturalny. Autorka nie próbuje na siłę „umłodzieżowić” swojej historii poprzez rzekomo slangowe słówka czy często nietrafione nawiązywanie do kultury Internetu. Brom i jego paczka są przedstawieni jako rozgarnięci młodzi ludzie, z którymi miło byłoby porozmawiać.

Z drugiej strony tego cudownego rytu historii nadaje warstwa fantastyczna. Na szczęście nie zostaje zachwiana proporcja – magia, oniryzm dopełnia świat rzeczywisty, nie przytłaczając go. Gdyby Brom nagle okazał się ukrytym magiem umiejącym miotać kulami ognia, to całość komiksu stałaby się dość absurdalna. Nadnaturalne zdolności bohaterów są jednak ograniczone, co sprawia, że można je łatwo zaakceptować… I niemal uwierzyć! Do tego wszystkiego Unka Odya wprowadza jeszcze wiele mitologicznych stworzeń. Nie ogranicza się tylko do klimatów słowiańskich, ale nawiązuje też do germańskich czy celtyckich. Jakby tego było mało, dodaje im swojego charakteru, oryginalnego szlifu. Sprawia to, że mitycznych bestii nie traktujemy ze znudzeniem, ale z zaciekawieniem.

Warte uwagi są również koncepcje, będące autorskimi pomysłami. Pewne wymyślone przez autorkę stwory powodują może nie opad szczęki z wrażenia, ale na pewno uśmiech pełen aprobaty. Poza tym widzę tu pewne podobieństwo do olbrzymich maszyn z gry Horizon Zero Dawn, a jako fan nie mogę tego nie docenić!

Iva

A propos stworów, o których mówisz… O ile podobieństwo oneirotheriów do postaci z innych fikcyjnych uniwersów mogło nie być przez autorkę zamierzone, to są też w “Bromie” bardziej jawne nawiązania do popkultury. Do świata bohaterów przemycone zostały m.in. kostium z filmu “Kruk”, piosenka Nine Inch Nails oraz słynne okultystyczne księgi, których niemałą kolekcję posiada mama Broma. Obecność takich smaczków jest dodatkową zaletą komiksu.

Co do moich ogólnych wrażeń z lektury – muszę przyznać, że spodziewałam się bardziej brutalnej i mrocznej opowieści. Tymczasem dostałam całkiem lekką i przyjemną historię, która częściej bawi, niż straszy. Nie znaczy to jednak, że się zawiodłam – choć miałam poczucie, że komiks powstał z myślą o nieco młodszym odbiorcy, bawiłam się nie najgorzej. “Brom” ma fajny klimat, oryginalny styl, sympatycznych bohaterów i potencjał na bycie polskim “Z archiwum X” dla młodzieży, czego mu szczerze życzę.

Nie wiem, co czeka nas w kontynuacji przygód Bronisława i jego bliskich, ale uważam, że jest ona potrzebna. Brakuje takich pozycji na rodzimym rynku, a ta historia ma potencjał, który szkoda byłoby zmarnować. Niedokończone wątki domagają się rozwinięcia, psychologia postaci – pogłębienia, a kolejni przedstawiciele kryptyd, które tak fantastycznie Unce wychodzą, na pewno chętnie zamieszkaliby w jej komiksowym uniwersum. Swoją drogą, jeśli kiedykolwiek zostanie wydany artbook z bromowymi potworami, to jestem pierwsza w kolejce do jego zakupu!

Do szybkiego następnego

„Brom” Unki Odyi wypada naprawdę dobrze z większości stron. To z pewnością komiks, jakiego potrzebujemy na naszym rodzimym rynku. Jeśli podszlifowane zostaną pewne elementy, to będziemy mieli naprawdę mocną pozycję na arenie międzynarodowej. W swojej głowie umieszczam ten album obok serii o stracharzu Josepha Delaney’a, czy przy „Zwiadowcach” Flanagana. Bardzo dobra pozycja młodzieżowa ze świetnym potencjałem fantasy. Całości jednak trochę brakuje do na przykład „Oceanu na krańcu drogi” Neila Gaimana, ale jest nieźle. I tak – pamiętam, że wymieniłem teraz same książki. Nie porównuję ich jednak w skali jeden do jednego z komiksu, a mowa tu o zbudowanym klimacie.

Pomimo całego dobrego wrażenia, jakie zrobił na mnie „Brom”, muszę powiedzieć jedno: to raczej nie jest pozycja, która na stałe może zapisać się w historii gatunku jak komiksy z DC Vertigo. W braku wiekopomności nie ma mimo to nic złego, bo nowość Wydawnictwa 23 nie aspiruje do takiej rangi. Unka Odya wie, co chce stworzyć i robi to dobrze. Mam nadzieję, że szybko zobaczymy kontynuację przygód Bronisława i jego przyjaciół. Myślę, że możemy liczyć na jeszcze więcej dobrego komiksu!

Oczekiwanie na kolejny tom umili Wam wkrótce lektura wywiadu, jaki z Unką przeprowadziła Iva! Wypatrujcie go na naszej stronie już niebawem.

Za egzemplarze udostępnione do recenzji dziękujemy Wydawnictwu 23!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o