Blacksad: Pośród cieni – Recenzja

Blacksad

Wiecie, co by się stało, gdyby wrzucić BoJacka Horsemana w klimat noir? Bojack Horseman w klimacie noir. Jednak w przypadku dorzucenia do mieszanki kilku przypraw i małej zamianie (mniej żartów, więcej ponurych monologów) otrzymalibyśmy Blacksada.

Stworzony w Hiszpanii kot detektyw i jego uniwersum przypominają BoJacka pod kątem świata – mamy do czynienia  z humanoidalnymi zwierzętami, które zachowały charakterystyczne dla swojego gatunku cechy. Świat ten, w przeciwieństwie do Netflixowego LA, jest jednak pozbawiony ludzi. Klimat noir gra tu też ważną rolę – niejasna, szara moralność (powiało Wiedźminem), niewyjaśnione zbrodnie, twardzi gliniarze i detektywi. Podkreśla to też nieco rozmyta kreska i jakby przygasłe kolory, które sprawiają wrażenie, że kolejne kadry komiksu zdają się być kadrami ze starego filmu. Witam w świecie Blacksada.

 

Nazywam się Blacksad. John Blacksad

Jak już sobie powiedzieliśmy, główny bohater jest detektywem-kotem, który jak na kota przystało, chadza swoimi ścieżkami. Jest sprytny, twardy, zawzięty i najprawdopodobniej lubi drapanie za uchem (nieoficjalne, niepotwierdzone). Bycie detektywem również zobowiązuje: nosi stylowy prochowiec (pewnie dostają je razem z legitymacją). To wolny strzelec wezwany przez komisarza policji Smirnova (w tej roli owczarek niemiecki) jako ktoś, kto mógłby pomóc w śledztwie dotyczącym zabójstwa pięknej gwiazdy filmowej. Kobieta była kiedyś kochanką Blacksada. Rozstali się jednak o wiele wcześniej i przez długi czas nie utrzymywali ze sobą kontaktu.  Z punktu widzenia policji Blacksad staje się więc bezużyteczny, zostaje odsunięty od śledztwa… I jak na kota przystało, kompletnie nie obchodzą go rozkazy (polecenia i prośby także).

Zaczyna więc śledztwo na własną łapę, a my wraz z nim zatapiamy się w wirze wydarzeń. Poza szeregowymi oprychami Blacksad mierzy się też z grubymi rybami – nie dosłownie – przestępczego świata. Złymi okazują się bowiem nie tylko zwykłe wykidajły, ale pozornie uczciwi i szanowani członkowie elit. John będzie rozprawiał się z nimi zarówno w barach, szczytach wieżowców, jak i na cmentarzach. Każdy kadr komiksu przenosi nas w coraz to nowe miejsce, a każde przyciąga wzrok dzięki starannej kreacji świata.

Blacksad

 

Śledztwo w toku

Blacksad to zawodowiec. Paląc papierosa za papierosem, prowadzi swoje dochodzenie. Rozpoczyna od przypomnienia sobie dawnych kontaktów, mogących mu pomóc, a następnie zmierza po nitce do kłębka. Ten kot jednak nie bawi się włóczką, a całą swoją uwagę poświęca śledztwu.

Okazuje się, że nasz przyjaciel to osoba o wielu talentach i elastycznej moralności – dla dobra dochodzenia potrafi się włamać, kłamać, a także podszywać pod komornika. Robi to jednak z taką klasą i urokiem, więc z przyjemnością ogląda się jego postępy. Kotek potrafi też podrapać, a nawet „w ryj dać może dać”. Nieobca jest mu też broń palna. Blacksad jest łobuzem zawadiaką, więc nie sposób go nie polubić.

Tłem dla opowieści jest miasto, które prezentuje przed nami swój wciągający, mroczny klimat. Wspomniałem już, że nasi zwierzęcy bohaterowie zachowali swoje cechy charakterystyczne – spotykamy więc wielkiego goryla, który jest bokserem, nosorożec i niedźwiedź brunatny robią za ochroniarzy, a szczur jest bardziej typem cwaniaczka.  Ciekawszym jest jednak fakt, że pomimo tego, iż wszyscy są zwierzętami, nie zniknęła nienawiść i wrogość do kogoś o innym wyglądzie. Z rasizmu  przeszliśmy więc na gatunkizm – możemy na przykład zobaczyć bar, w którym mile widziane są tylko gady, a ssak jest pogardliwie nazwany „włochaczem”.

Pewne mechanizmy pozostaną widać zawsze aktywne w „rozumnym” społeczeństwie. Autorzy Blacksada nie boją się pokazać, że w tworzonym przez nich świecie przemoc jest na porządku dziennym. Nie gloryfikują jej jednak, a budują ciężki klimat, w do którego protagoniści muszą się dopasować, chcąc nadal czynić dobro. Robią to w zaskakujący sposób, często wychodząc ponad prawo i balansując na granicy dobra ze złem.

Blacksad

 

Kolejna sprawa do akt

Brudne uliczki Nowego Jorku prowadzą Blacksada do finału śledztwa. Jaki on będzie? Mam nadzieję, że zechcecie to odkryć sami. Jest to pozycja godna polecenia dla fanów kryminału, intryg, morderstw i rozwiązywania tajemnic. Nie jest to długa i niepowtarzalnie epicka opowieść, ale jest po prostu bardzo dobra, dynamiczna, wciągająca, pobudzająca. Jak podwójne espresso.

Uwagę zwraca też ciekawe wydanie, przygotowane przez wydawnictwo Egmont. Blacksad publikowany jest w formie bardziej albumowej, a więc większej od standardowego wymiaru komiksu (dzięki Ikea za półki o regulowanej wysokości).

Na koniec zostawiam Wam fajny kawałek-ciekawostkę – może klimatem niekoniecznie wpisuje się w komiksową historię, ale te mordki zdają się być ewidentnie czymś inspirowane.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: