Bękart, czyli więzy rodzinne ponad wszystko | Recenzja komiksu

Wpływ (pop)kultury amerykańskiej na świadomość światowego odbiorcy jest nie do przecenienia. Szczególnie gdy czytając komiks belgijskiego rysownika i scenarzysty to, co atakuje twój zmysł wzroku, jest bardzo znajomą americaną. Szosy ciągnące się po horyzont, małe miasteczka, przydrożne bary i historia napadów oraz ucieczek. Pełen pakiet zamknięty na niecałych stu osiemdziesięciu stronach komiksu.

Max de Radigues, autor komiksu Bękart, ani na moment nie wstydzi się tropów, których używa, czy też nie ukrywa, na jakich dziełach się wzorował. Czuć tutaj zarówno echa filmów braci Coen, trochę Tarantino, a i odniesień do klasyki pokroju Bonnie and Clyde by się znalazło. Czy jednak wizualne cytaty z dzieł wprost ze srebrnego ekranu, to wszystko, co ma do zaoferowania nam ta powieść graficzna?

American Crime Story: Bękart 

Młoda kobieta kupuje lunch w barze szybkiej obsługi. Nagle ktoś w kolejce zwraca się do niej po imieniu i twierdzi, że się znają. Zimny pot przebiega jej po plecach, serce zaczyna mocniej walić, ale stara się zachować nerwy na wodzy. Powoli odwraca się w kierunku głosu, którego właścicielem jest młody mężczyzna. Nie dając mu szans na wciągnięcie w dłuższą rozmowę – stanowczo zaprzecza i szybko się oddala. Została rozpoznana, co oznacza kolejny etap ucieczki. Jednak nie podróżuje sama, jest z nią jej małoletni syn, który czeka w pobliskim hostelu. Skąd ten pośpiech, co ich gna? 

Szybko okazuje się, że wzorem “Rezerwowych Psów” Tarantino całość rozgrywa się po napadzie, a członkowie ekipy nagle zaczynają ginąć. Tym samym zabieramy się z parą głównych bohaterów w podróż po Ameryce małych miasteczek i dziczy, próbując odkryć, kto stoi za morderstwami. Przy okazji starając się nie zginąć oraz zachować jak największą część łupu dla siebie. 

May & Eugene

May to zaradna babka z “jajami”. Nie boi się używać siły, czy broni palnej, a życia swojego, jak i jej dziecka, będzie bronić niczym lwica. Życie wymusiło na niej bardzo szybkie dorośnięcie oraz nauczenie się, jak wykorzystywać wszelkie szanse, które jej podsuwa. Czasem w sposób niezgodny z prawem. Niech was nie zwiedzie jej drobna postura – May doskonale wie, jak o siebie i swoich najbliższych zadbać.

Eugene udowadnia, że krew nie woda. Na nim również życie w ciągłym biegu oraz poczuciu zagrożenia wymogło poznanie pewnych sztuczek. Wszystko by zwiększyć szanse na przeżycie i wyjścia cało z największej kabały. Co więcej, sam nie waha się chwycić po broń, gdy sytuacja tego wymaga. Jednak bardziej jako straszak i samoobrona niż w chęci odebrania życia komukolwiek.

Rodzina ponad wszystko

Jednak głównym tematem przewodnim są w komiksie Bękart relacje międzyludzkie, a przede wszystkim te na płaszczyźnie matka-syn. Chociaż i tutaj dostajemy na pewnym etapie mały twist, którego nie zamierzam zdradzać. Okoliczności, w których odnajdujemy bohaterów, nie są ani normalne, ani takie, jakich byśmy oczekiwali od zdrowej rodziny. Niemniej jednak nadal ich wzajemne stosunki są motorem napędowym i siłą powieści graficznej. Oboje darzą siebie mocnymi, rodzinnymi uczuciami – zaufaniem, wsparciem i dbaniem o siebie wzajemnie. A w momencie kryzysu i zagrożenia, są dla siebie jedyną pomocną dłonią, której interwencja może przesądzić o życiu lub śmierci. O tę, w okolicznościach ucieczki z łupem, nie tak trudno.

Bękart Kultura Gniewu

Bękart aż do samego końca koncentruje się właśnie na relacjach. Nie tylko tych rodzinnych, ale również i takich, które wytworzyliśmy z całkowicie przypadkowymi osobami. Od wynajętych morderców, przez byłych wspólników, aż po pomocnych truckerów w osiemnastokołowcach. Każdy z nich wnosi coś do historii i rozpościeranego na jej kartach klimatu.

Czerń i biel

Ciekawostką jest natomiast oprawa graficzna, w której autor zrezygnował z użycia kolorów. Kreska jest prosta, ale co za tym idzie bardzo czytelna, gdzie tła i bohaterów odznaczają wyraźne ciemne linie konturów z okazyjnym wypełnieniem. Brak tutaj nawet prostego cieniowania. Pomimo tak, hmm, oszczędnego stylu – muszę przyznać, że wizualnie bardzo przypadł mi do gustu. Postacie wyróżniają się między sobą masą szczegółów i w swojej prostocie posiadają dużą ilość charakteru. 

Bękart komiks

Dobrze też autorowi wychodzi przekazanie uczuć oraz mimiki, gdzie częstokroć jest zdecydowanie bardziej czytelna niż, w zdawałoby się, bogatszych pod względem wizualiów komiksach. Mam tutaj spore skojarzenia z twórcą One Punch ManaMob Psycho 100. ONE, bo o nim mowa, również potrafi wyciągnąć masę emocjonalnego przekazu z ascetycznej oprawy. Osobiście cenię dużo bardziej takie podejście niż atakowanie moich zmysłów we wręcz barokowym stylu. Tym bardziej, gdy jest to wykonane, jak tutaj, z pomysłem i doskonale uzupełnia się z opowiadaną historią. 

Polskie wydanie

Wydanie od Kultury Gniewu jest wg. mnie intrygujące. O ile miękka okładka sprawia dość standardowe wrażenie, to zaskoczył mnie sam papier, na którym dostajemy właściwy komiks. Ten jest dość gruby i solidny, z pewną dozą szorstkości. Nie jestem w stanie stwierdzić co to za rodzaj, ale daje przyjemne wrażenia z obcowania. Pomimo solidności nie przeszkadza w przewijaniu kolejnych stron, a “twardość” nadaje całości uczucia bardzo dobrej jakości. Druk również jest bez zarzutu, a o tłumaczeniu oraz technicznym umieszczeniu tekstu w dymkach także nie mogę złego słowa powiedzieć. 

Czy warto sięgnąć po Bękarta?

Moim zdaniem: tak. Bękart to kawał naprawdę dobrego komiksu, który opowiada historię równie brutalną, co pełną subtelności i rodzinnego ciepła. Relacja oraz chemia między parą głównych bohaterów ciągnie całość, gdzie kolejne przeszkody stojące im na drodze tylko umacniają więzi między nimi. Nawet jeżeli równocześnie wystawiają je na próbę. Jest to historia o zaufaniu, zdradzie i nadziei na lepsze jutro. W różnych formach znaczenia tego ostatniego, a także o poświęceniu dla rodziny oraz robieniu wszystkiego, by chronić najbliższych.

Czyta się Bękarta szybko, a sama powieść długa nie jest. Mam wręcz wrażenie, że byłaby fajną kanwą na serialową mini-serię lub film od jednej z platform streamingowych. Dużo tutaj fragmentów, które zdecydowanie sprawdziłyby się właśnie w takiej formie. Jak zresztą wspomniałem na początku, opowieść tutaj i sposób jej prowadzenia już same w sobie przywodzą na myśl klasyki kina “kryminalnego”.

Jeżeli po lekturze Bękarta będziesz miał ochotę na coś podobnego, powinieneś sprawdzić Koniec świata w Makowicach – polski komiks od tego samego wydawnictwa. Nie zapomni odwiedzić również naszej strony na Facebook’u – Leniwa Popkultura!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments