BECK – Recenzja

Jedno, pozornie przypadkowe spotkanie może odmienić całe życie. Czasem może być to zwykły przechodzień, innym razem wyjątkowo czarująca kobieta… A Tanaka na swojej drodze spotkał dziwacznego, pozszywanego psa, który na dodatek od razu ugryzł go w rękę. Czy to dobry omen?

 

Fabuła:

Jak się okazuje, dziwne stworzenie imieniem BECK, naprawdę odmieni życie głównego bohatera. Właścicielem psa jest Ryuusuke Minami mieszkający w szopie przy stawie Japończyk, który jednak większość życia spędził w Ameryce. Nie to jednak jest w nim takie niezwykłe. Ryuusuke jest wielkim fanem rocka, a także gitarzystą w popularnym zespole Serial Mama. To właśnie on zaszczepia w Tanace zainteresowanie grą na gitarze, a także nowym – dla głównego bohatera – gatunkiem muzycznym.

Serial Mama jednak nie radzi sobie najlepiej i dochodzi do rozdzielenia się zespołu. Ryuusuke nie ma zamiaru porzucać marzeń o zdobyciu sławy, więc niemal od razu zaczyna zastanawiać się nad nową grupą.

beck

W międzyczasie Tanaka zaczyna uczyć się grać na pożyczonej gitarze i zupełnie przypadkiem odkrywa swój talent do śpiewania, chociaż może nie jest go od początku świadomy. Jego dołączenie do kapeli Ryu okazuje się jedynie kwestią czasu – najpierw musi doszlifować swoją grę, aby nie odstawać od pozostałych artystów. W tym Tanace pomoże… Ekscentryczny staruszek z obsesją na punkcie pływania i zamiłowaniem do brytyjskiego rocka.

Poza trudnościami w graniu Tanaka nie ma też łatwo w życiu. Trafia na celownik jednego ze szkolnych bandziorów, a w głowie zamota mu bardzo ładna Maho, siostra Ryuusuke.

Jednak wszystkie trudności nie stanowią dla niego przeszkody, która sprawiłaby, że się podda. Wręcz przeciwnie, z każdym dniem ćwiczy jeszcze ciężej, czego doskonale widać efekty. Nowy zespół o głupiej nazwie BECK zaczyna stawać się coraz bardziej popularny, a przed naszymi bohaterami otwiera się świetlana przyszłość… Choć droga do niej nie jest usłana różami.

Leniwiec o fabule:

Fabuła w BECK nie ustępuje jego warstwie muzycznej.

Mamy w niej schematyczny motyw drogi ku realizacji marzeń. Mogłoby się wydawać, że tak przejedzony temat nie może zaserwować nic dobrego – przecież widzimy go, w co drugiej produkcji. BECK jednak wyróżnia się swoim realizmem na tle innych tytułów „dla chłopców”. Przede wszystkim opowiada o dorastaniu: zarówno tym fizyczny, psychicznym, jak i metaforycznie – o dorastaniu do wybierania i realizacji życiowych celów. Wszystko dzieje się powoli, rozwój osobowości, ale także umiejętności gry na gitarze czy śpiewu, wymaga mnóstwo czasu, a BECK nie idzie na łatwiznę, serwując jakieś wymyślne power-up’y, a ukazuje widzowi drogę kroczek po kroczku. Tak jak w prawdziwym życiu nauka wymaga uwagi i poświęcenia, tak w recenzowanym anime również. Widzimy tu świetnie oddany realizm… Może nie do końca zwykłego życia.

beck

I twórcy trzymają się tej koncepcji aż do ostatniego odcinka.

Wspomniałem, że Tanaka ma problemy w szkole… Przypuszczam, że w innej produkcji, rozwiązano by je, na przykład, genialnym występem bohatera. W BECK, chociaż faktycznie wspomniany występ istnieje, przez większość czasu gra w zespole nie ma kompletnego znaczenia. Dopiero po długim czasie, stopniowo, sytuacja chyli się ku lepszemu.

Myślę, że od BECK powinny uczyć się wszelkie tytuły – tutaj można by było postawić kropkę – mające elementy romansu w sobie. I choć swojego czasu oglądałem ich sporo, żaden nie ukazał miłości tak dobrze, jak właśnie BECK! Powolna, budująca się relacja miedzy Tanaką i Maho, czasem pokazywana na ekranie, a innym razem rozwijana gdzieś poza nim, była czymś, co można spotkać w prawdziwym życiu. Jakby wątek romansu nie był wymyślony, a wzorowany na autentycznych, żyjących osobach. A widz, oglądając, myśli sobie: kurcze, przecież dokładnie tak wyglądają te miłosne gry. Zakłopotanie, tajemniczość, ale też i pewna namiętność sprawiły, że BECK zapamiętam na długo również dzięki ukazanemu w nim romansowi.

 

Kreska:

Chociaż BECK ma na karku już czternaście lat, oprawa wizualna wcale nie utrudnia oglądania. Oczywiście, zdarzają się pewne mankamenty, jak na przykład niemal identycznie poruszający się tłum na koncertach czy zapętlane animacje. Niemniej, nie jedno dzisiejsze anime mogłoby pozazdrościć BECK użycia CGI.
Nie sądziłem, że kiedyś to napiszę, ale wspomniane CGI było wykorzystane genialnie! Sam nie znam się na gitarze, ale doszły mnie słuchy, że ruchy rąk czy palców głównych bohaterów na gryfie i strunach, rzeczywiście odpowiadają granym akordom. BECK ogromnie zyskało dzięki komputerowej animacji – i tak ją się powinno robić, aby widz nie miał wrażenie, że patrzy na coś sztucznego, a zachwycał się jej podobieństwem do realnego życia.

beck

W BECK jest multum różnych postaci. Pomijając główną piątkę, na przestrzeni odcinków przewinie się wiele postaci pobocznych czy drugoplanowych – nie da się ich jednak między sobą mylić, bo każdy posiada swój własny, oryginalny wygląd. Anime opowiada o zwykłych ludziach, dlatego design postaci odpowiada klimatowi, a każdy bohater na dobrą sprawę mógłby być zwykłym przechodniem spotkanym na ulicy.

Najbardziej widać to po głównym bohaterze, który nijak na niego nie wygląda. Gdy pozostali członkowie zespołu mają jeszcze jakieś cechy wyróżniające, tak Tanaka ich nie posiada. Jednak ciężko uznać mi to za wadę, gdyż moim zadnim Tanaka jest idealnie stworzony do swojej roli, a przeciętny wygląd ułatwia widzowi utożsamianie się z nim.

Ciężko zaprzeczyć, że postacie kobiece wypadają na tle mężczyzn lepiej. Każdą ukazana dziewczyna ma swój urok i na pewno znajdzie swoich fanów.

 

Muzyka:

Oprawa dźwiękowa, która w anime pokroju BECK powinna grać pierwsze skrzypce… Niesamowicie dobrze spełnia swoje zadanie! Osobiście na co dzień nie jestem fanem takiej muzyki, jaką serwuje widzowi BECK. Założę się, że gdybyście przepytali mnie z najbardziej oczywistych rockowych piosenek, to część pewnie bym kojarzył, ale moglibyście uznać mnie nawet za, w pewnym sensie, ignoranta.
I chociaż piosenki, które usłyszymy w trakcie oglądania, w większości nie mają swoich realnych odpowiedników, tak garściami czerpią z najpopularniejszych zespołów, a wychodzi to fenomenalnie – nic dziwnego, skoro do ich produkcji zatrudniono profesjonalny j-rockowy zespół. Wcześniejszy argument miał podkreślić, że dla takiego laika muzycznego, jakim jestem ja, warstwa muzyczna w BECK robiła swoją robotę, choć to bardzo ogólnie ujęte.

Niech więc dowodem będzie to, że codziennie – dosłownie, nie ma tu ani grama naciągania – wracam do trzech piosenek, które usłyszałem w tym anime. No i jak już tak lecą, to czasem włączy się też jakaś playlista z innymi, równie dobrymi, utworami, czy to kapeli głównych bohaterów, czy którejś innej. Zresztą, przesłuchajcie sami:

Najbardziej jednak rozpoznawalny jest opening w wykonaniu grupy Beat Crusaders, znanych między innymi z kilku wejściówek do Bleach czy endingów do Gintamy. Do piosenki „Hit in the USA” stworzyli prześmiewczy teledysk, jednak wyświetlenia nie umywają się do tych filmów, przy których dopisano BECK. Niemniej, czołówka z tego anime to hit, który zapamiętam na bardzo, bardzo długo – nie bez powodu wykorzystano to słowo w tytule! Nic dziwnego więc, że przy tak świetnym openingu, ending kompletnie nie zapada w pamięć… Chyba że akurat zmieniono go na piosenkę wykonywaną w samym anime.

Robi wrażenie, prawda?

 

Bohaterowie:

Postaci mamy bez liku, a polubiłem praktycznie każdą. Wszystko dzięki ich charakterom – naturalność, którą obserwujemy w każdym odcinku, powoduje odczucia, jakby wszyscy ci bohaterowie istnieli gdzieś tam naprawdę. Jakby to nie było anime o chłopakach chcących spełnić marzenia, a historia oparta na autentycznym zespole.

Szkoda jednak, że tak naprawdę z tłumu wybili się jedynie Tanaka i Ryuusuke. Pozostali członkowie kapeli: Taira – wybitny basista, który nie ważne, w jakiej kapeli gra, swoimi umiejętnościami zawsze robi ogromne wrażenie, Chiba, porywisty pan przewodniczący, którego wokal porywa całą salę, czy cichy, choć pewny siebie perkusista Saku, mimo że mają swoje cechy szczególne, stoją w cieniu wspomnianej na początku dwójki.

Prawdopodobnie ten problem rozwiązuje manga. I chociaż sam się jeszcze z nią nie zapoznałem, Bizarre, który jest wielkim fanem BECK, gwarantował, że anime opowiada jedynie 1/3 oryginalnej historii!

 

I was made to hit in America

Wiecie dobrze, że nigdy nie oceniam danego dzieła liczbowo – unikam tego jak ognia, bo… Nie mam pojęcia, co znaczy dla mnie, na przykład, siódemka. Dlatego na My Anime List ignoruję tę zakładkę – wszystkie oceny mają już ładnych kilka lat i wystawiałem je wtedy bezmyślnie.

Ten przydługi wstęp do akapitu miał podkreślić fakt, że BECK dostał u mnie 10 – masterpiece.

Jest to ocena niesamowicie adekwatna do całości dzieła, które umiliło mi kilka dni wyjazdu. W głowie jednak pozostało – i pozostanie – na znacznie, znacznie dłużej. Szczególnie że już po dwóch tygodniach mam ochotę robić rewatch. Historia jest wciągająca, często działa również na emocje widza, co jest jedną z najważniejszych pozytywnych cech dzieła. Nie znalazłem tam miejsca na nudę, bo ciągle byłem ciekawy dalszych losów zarówno zespołu BECK, jak i romansu w tle, ale też historii tego dziwnego, pozszywanego psa z początku recenzji – a kryje się za nią pewna tajemnica…
BECK posiada jedną wadę, która delikatnie popsuła mi odbiór całego anime. Producenci pospieszyli się na końcu i w trzech odcinkach zamknęli fabułę, która spokojnie mogłaby starczyć na dwa, a nawet trzy razy dłużej. Szkoda też, że nie postanowili zaadaptować całego komiksowego pierwowzoru – myślę, że fani na pewno by się z tego faktu ucieszyli.

Nigdy wcześniej z do końca czystym sercem tego nie mówiłem, ale dzisiaj jestem pewien: Beck to anime, o którym chciałbym zapomnieć, aby móc z równą przyjemnością obejrzeć je ponownie.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: