Bakuman – Recenzja Anime

Zanim zacznę, to podzielę się pewną ciekawostką. Wiecie, że to właśnie przez serię Bakuman zacząłem blogować? A pierwszy post był właśnie recenzją tego anime? Chociaż to trochę naciągane, bo w gruncie rzeczy było to obszerne streszczenie trzech sezonów. Dzisiaj nie popełnię tego błędu. Zapraszam.

Recenzja anime Bakuman

Stwórzmy razem mangę

Mógłbym recenzję rozłożyć na trzy posty i zrecenzować osobno każdy sezon, ale nie widzę takiej potrzeby. Animowana adaptacja jest prawie identyczna jak manga, więc można to traktować również jako recenzję komiksu.

Każdy ma jakieś marzenia, prawda? Ja chcę zostać pisarzem, ktoś inny piłkarzem. Ale tak właściwie to, po co mamy do tego dążyć? Przecież prawdopodobieństwo ich spełnienia jest znikome. Lepiej po prostu dobrze się uczyć, zdać egzaminy i znaleźć dobrze płatną pracę w korporacji. To łatwiejsze i bardziej realne – tak przynajmniej sądzi Mashiro. Powiadają, że życie może się obrócić o 180 stopni w mgnieniu oka, w ułamek sekundy, w jedno słowo… Albo w jeden typowy, szkolny dzień. Wystarczy zapomnieć szkicownika z ławki. Sam problem stanowi powrót po niego, a co dopiero, gdy ktoś się dowie, co konkretnie jest w nim narysowane. Na przykład taki Takagi. Najlepszy uczeń w klasie. A najgorzej jak nie chce go oddać! No może pod pewnym warunkiem: stworzą razem mangę i zostaną mangakami. Wystarczy, że połączą swoje talenty: rysowanie oraz pisanie.

Potem już wszystko z górki. Wygranie konkursy Tezuki, własna manga w Jumpie, potem anime i na końcu ślub z Azuki. Przecież Mashiro ma we krwi mangę, a Takagi czyta ją prawie od zawsze. Musi się udać. Chyba że na drodze stanie pewien genialny gimnazjalista Niizuma. A potem kolejny rywale, zawiązanie drużyny Fukudy oraz problemy z wydawaniem serii. Życie w korporacji naprawdę byłoby łatwiejsze, ale czasem trzeba być zwykłym ryzykantem.

Fabuła jest ciekawa, chociaż niektórych może nudzić – wszystko przez sporą ilość dialogów, jeszcze nie spotkałem mangi, którą czytałbym dłużej. Nie dostajemy tam walk rodem z Dragon Balla czy One Piece. W Bakumanie chodzi o inną rywalizację: o ciągłe polepszanie swoich rysunków i historii. Niemniej nie da się nie odczuć zapału, z jakim dążą bohaterowie do spełnienia marzeń. Poza tym udany, chociaż dość nierealistyczny romans między bohaterami, który jest siłą napędową do dalszej pracy,

Mimo że już od pierwszych odcinków wiemy, w jakim kierunku wszystko zmierza, nie można powiedzieć, że fabuła jest prostolinijna. Ciągle dzieje się coś, czego widz się nie spodziewa – nagłe problemy ze zdrowiem, różnica pojedynczych głosów w ankiecie i nowi, genialni debiutanci. Każdy odcinek czym zaskakuje.

Ale tego mogliśmy się spodziewać po autorach Death Note, prawda? Takeshi Obata wraz z Tsugumim Ōbą stworzyli kolejną, świetną mangę. Żadna inna nie przybliża widzowi tak bardzo całego Shounen Jumpa – a w nim pracy redaktorów oraz sposobu wybierania i zakańczania serii.

Co do samych bohaterów: nie ma tam nikogo, kogo można nie lubić. Wszystko przez to, że każdy jest dynamiczny – na przestrzeni trzech sezonów mogą zmienić się o 180 stopni. Postacie nie są idealne, każdy z nich popełnia mniejsze bądź większe błędy, co sprawia, że wydają się bardziej realne… I w sumie takie są, bo większość z mangaków występujących w Bakumanie, była wzorowana na tych najbardziej znanych autorach Jumpa. Ba, nawet redaktorzy znajdują swoje odzwierciedlenie w prawdziwym świecie. 

 Bakuman manga

Anime powstało w 2010 roku, a po tych sześciu latach, kreska w ogóle się nie zestarzała. Dalej nie utrudnia oglądania, nie razi w oczy. Tła wykonane bardzo dobrze, chociaż dzisiaj znajdziemy serie z takimi o poziom wyżej. Postacie posiadają unikatowy wygląd – każdy ma chociaż jedną rzecz, która wyróżnia go od pozostałych. Jedyne do czego mogę się przyczepić to fakt, że w mangach tworzonych w Bakumanie bohaterowie często wyglądają podobnie, a w przypadku kobiecych niemal tak samo.

Z muzyką jest podobnie, trzyma wysoki poziom – mimo że często słyszymy jedną melodię. Ale wykonywaną na wiele, różnych sposobów! Między innymi dostaniemy jej rockową wersję oraz wykonaną na samym pianinie tudzież fortepianie. Warto wspomnieć, że te samo studio, które wykonało soundtrack do Bakumana, zrobiło go także dla Gintamy.

Jeżeli ktoś interesuje się seiyuu, to pewnioe ucieszy się, że ten sam aktor głosowy, który podkładał głos Mashiro, podkładał go również głównemu bohaterowi anime Toaru Majutsu no Index. Osobiście nie za bardzo przepadam za tą serią – dla mnie dużo bardziej liczą się jego role drugoplanowe w Yowamushi Pedal oraz Tonari no Kaibutsu-Kun. Z kolei głos Takagiego możemy kojarzyć z postacią Ryou z Code Geass lub Daichiego z Haikyuu!!.

Leniwiec ocenia

Ciężko jest mi ocenić Bakumana obiektywnie. Żadnej innej serii nie obejrzałem tyle razy – od początku do końca trzy, a teraz oglądam czwarty raz, a pojedynczych odcinków już nawet nie pamiętam. Osobiście bawiłem się przy niej świetnie – nie dostrzegam w niej żadnych ogromnych wad. No może poza tym, że niektórzy mogą się trochę nudzić, bo Bakuman to seria kładąca spory nacisk na dialogi.
Tak jak wspomniałem na początku – te konkretne anime sporo dla mnie znaczy. Dzięki niemu zacząłem blogować, bo po obejrzeniu pierwszy raz, byłem taki zachwycony, że musiałem napisać recenzję. Wyszło okropnie, ale teraz się poprawiłem. Bakuman pokazuje – teraz polecę banałem – że warto gonić za marzeniami, nawet gdy wydają się prawie nierealne. Wystarczy tylko być arogancki, wkładać w pracę sporo wysiłku i… mieć farta.Bakuman characters

1
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] powiem, że to już chyba mój czwarty tekst o Bakumanie. Zresztą, nawet na tym blogu znajdziecie recenzje anime. Od Bakumana zacząłem swoją przygodę z blogowanie, natchniony wizją ciężkiej pracy i […]