Stworzysz ze mną mangę? Bakuman Tomy 1-9 – Recenzja

Bakuman

Bakuman to dla mnie wyjątkowy tytuł. Cały czas do niego wracam. I tak naprawdę mógłbym oglądać w nieskończoność. Gdyby ktoś kiedyś postawił mi warunek, że muszę wybrać jedno anime lub jedną mangę do czytania/oglądania przez całe życie, bez większego zastanowienia wybrałbym Bakumana.

Pewnie zapytacie, co sprawia, że tak – niemal – ubóstwiam ten tytuł.

Widzicie, Bakuman jest dla mnie perfekcyjny. Chociaż to trochę źle brzmi, gdyż dostrzegam – po tylu razach już powinienem – wady, jakie manga czy anime posiada. Jednak poziom humoru, cały zamysł fabularny – bo kurde, nie przyznacie, że to nie coś oryginalnego – tempo prowadzenia narracji i wiele innych czynników idealnie trafiają w me gusta. Może trochę chciałem się wytłumaczyć, dlaczego aż tak wychwalam Bakumana. Ale co mam jeszcze powiedzieć: kurde, wychwalam, bo warto. Przejdźmy już jednak do recenzji.

Blue Bird

Propozycja Takagiego spadła jak grom z nieba.

Wszystko zaczęło się niewinnie, od drobnych szkiców dziewczyny, w której Mashiro się podkochuje. Nie ma w tym nic dziwnego, chociaż może wydawać się to trochę dziwne. Problem pojawił się, gdy przez przypadek zeszyt ze szkicami został w klasie. Co się okazuje – już go ktoś znalazł. Właśnie on, znajomy z klasy, blondyn, wybitny uczeń – Akito Takagi. Szybko okazuje się też, że za darmo tego asa nie odda. Chociaż jego wymagania są dość niedorzeczne – proponuje Mashiro, aby stworzyli razem mangę.

Po co tak dobry uczeń miałby robić mangę? To trudna, ciężka i często smutna praca – o czym zresztą będą mieli okazje się przekonać niejednokrotnie.

Jednak są pewne blokady, które Mashiro musi pokonać: chociażby pamięć o jego zmarłym wujku – mangace, który zapracował się na śmierć. A nawet jeżeli on się już z tyn pogodził – jak zareaguje rodzina? Wiecie jak? Wręczą mu klucze do pracowni.

Kilka retrospekcji później, dziesiątki przeczytanych tomów mang później, kilka sekretów wujka później, wreszcie duet, pod pseudonimem Ashirogi Muto, tworzy swój pierwszy one-shot. I już od raz widzą, że droga wcale nie będzie usłana różami. Bo prócz warsztatu do poprawy, wymyślania pomysłów na nowe serie, pojawia się również konkurencja, która w ogóle nie próżnuje i od razu zgarnia najwyższe miejsce w konkursach. To ich największy rywal: Niizuma Eiji, ale też pozostali członkowie drużyny Fukudy. Kto taki? Tego musicie dowiedzieć się sami. Dlaczego drużyna, skoro ze sobą rywalizują? Odpowiedź również już na was czeka. A pytań będzie znacznie więcej – czy Ashirogi dostanie serie? Czy to nie wpłynie na ich wyniki w szkole? W końcu są jeszcze dziećmi… No i czy Mashiro poślubi Azuki?

Waneko

Bakuman to klasyk

Jestem ciekawy, czy istnieje osoba, która siedzi w społeczności i nigdy nie słyszała o Bakumanie. Mogła nie widzieć, bo to dość długa seria jak na dzisiejsze standardy, ale słyszeć na pewno musiała. Bo Bakuman to Klasyk pisane przez wielkie „K”. Druga seria autorów Death Note – już sam ten fakt dodaje prestiżu.

Ale nie tylko to wpływa na pozycję Bakumana w światku mangowym. Fabularnie jest to coś nowego, niespotykanego – i w zasadzie bezkonkurencyjnego. Jeżeli coś podobnego wyszłoby teraz, od razu okrzyknięte zostałoby jego kopią. Fabuła Bakumana skupia się wokół mangi: począwszy od procesu tworzenia scenorysu, przez manuskrypt i gotowy rozdział, do wydania jej w Jumpie. Oczywiście, po drodze do marzenia – posiadanie własnej serii i anime – stanie na pewno redakcja Jumpa. Spotkania z edytorami, konkursy na one-shoty, co jakiś czas zebranie, które może skreślić całą włożoną pracę, gdy redakcja uzna, że pora kończyć serię. A z przyjemniejszych rzeczy to specjalne, noworoczne imprezy dla mangaków i edytorów.

Tak właśnie, z kartki na kartkę, śledzimy losy naszych bohaterów, ich nowe serie, one-shoty, problemy ze zdrowiem, ale też rankingi po cotygodniowym wydaniu – a z nimi nie zawsze jest kolorowo.

Oczywiście to nie jest tak, że skupiamy się jedynie na Ashirogim Muto i ich drodze po marzenia.

Plejada gwiazd

Jako że Bakuman traktuje o mandze, ciężko by było pominąć innych autorów, którzy publikują w tym samym magazynie. No i są oczywiście rywalami. Warto zaznaczyć, że w Bakumanie występuje rywalizacja bardzo przyjacielska, bez podrzucania świń i innych kłód – raczej wspieranie w tworzeniu, a przy tym prześciganie się pomysłami. Każdy z nich wyróżnia się również – prócz takich rzeczy, jak charakter i wygląd – gatunkami, w jakich tworzy. Tak oto poznajemy Eijiego Niizume –niepodważalnie geniusza. Jego mangi wygrywają konkursy i cały czas trzymają się na topowych miejscach w ankietach. Ale nic dziwnego, od dziecka tworzy, ponieważ na wsi nie miał innych alternatyw. Mamy również Shinta Fukude, gdy go poznajemy, jest znacznie starszy od pozostałych bohaterów. Na początku pracował jako asystent, ale szybko stworzył własną mangę – w stu procentach dla chłopców, bazującej na przemocy i ujęciach kobiecych majtek. Nie można zapomnieć również o twórcy świetnej, bardzo popularnej komedii Otters 11 – Kazuya Hiramaru.

To nie tak, że Jump jest zdominowany przez samych mężczyzn. Szybko poznajemy również uroczą Yuriko Aoki, która mimo początkowego przerośniętego ego i niejumpowej mangi, szybko dołącza do drużyny Fukudy.

Postaci jest całe mnóstwo – dochodzą jeszcze edytorzy, cały skład redakcji, asystenci i troszkę mniej ważni mangacy. Dochodzą dziewczyny głównych bohaterów, ich rodzina, gruby Nakai, który mimo mistrzowskich rysunków nie potrafi ułożyć sobie porządnie życia. Każdy znajdzie kogoś, z kim będzie się utożsamiał. Leniwi, ale zdolni – z Hiramaru, fani komedii na pewno zrozumieją Miurę, drugiego edytora Ashirogiego, ci bardziej chłodni polubią redaktora naczelnego, zadufani w sobie odnajdą się w postaci Toru Nanamine. No a samolubni przybiją żółwika z Mashiro.

Bakuman manga and anime

Bakuman jest świetny, ale nie idealny

Bo widzicie – po pierwszym zetknięciu z Bakumanem byłem święcie przekonany, że znalazłem dzieło idealne. Że nie istnieje bardziej perfekcyjne anime oraz manga. Im częściej jednak stykam się z Bakumanem, tym więcej zauważam wad.

Już sam wątek idealnej miłości jest taki koszmarny. To jest najbardziej nierealistyczna – i głupia – rzecz w Bakumanie. Podczas czytania specjalnie przerzucałem strony, aby nie musieć czytać o tej dziwnej, niby idealnej miłości. Oczywiście, świetnie rozumiem, że to ma być motor napędowy dla Mashiro, dzięki któremu brnie w mangę i nie przestaje rysować. Ale nie bądźmy głupi, w prawdziwym świecie coś takiego nie miałoby szans zaistnieć, a co dopiero przetrwać tyle lat.

W ogóle sama postać Mashiro. Nie widzi się tego na pierwszy rzut oka, ale przeczytajcie mangę kilka razy, a na pewno zobaczycie. Mashiro jest strasznym… Egoistą. A przy okazji zarozumialcem. Nie odpowiada mu żadna decyzja osób trzecich, ba, nawet Takagi nie ma zbyt wiele do powiedzenia w sprawach ich mang – mimo że on również jest ich autorem.

Na pewno w mandze niektórym będzie przeszkadzać ilość tekstu. O panie, ile w Bakumanie jest tekstu. Na tym zresztą polega cała fabuła, bo jak inaczej autorzy mieliby ją przedstawić – ale fakt miliardów dialogów jest niepodważalny. Przez co sam tomik czyta się dużo dłużej niż tomy innych mang. Osobiście mi to nie przeszkadza, chociaż na jedno podejście rzadko kiedy kończyłem tom. Jestem pewny, że znajdą się osoby, które przez fakt względnej „nudności” nigdy po Bakumana nie sięgną.

A pozytywy?

Bakuman na pewno jest mangą ogromnie zabawną. Od śmiesznych póz, przez dialogi, aż do karykaturalnych twarzy – które stały się poniekąd elementem rozpoznawalnym Bakumana. To wszystko bardzo umila czytanie i nie skłamię, jeżeli napiszę, że kilka razy głośno zaśmiałem się podczas lektury.

Właściwie ta manga ma to do siebie, że jej całokształt jest dobry, więc ciężko mi wymienić poszczególne elementy. Bardzo dobrze wypadają kadry ze zbliżeniami lub zajmujące obie strony. Myślę że to mocna strona Takeshiego Obaty – czyli pana odpowiedzialnego za rysunki. Ale i historia nie odstaje, bo to ona tutaj gra główne skrzypce. Zróżnicowanie takiego tłumu bohaterów to nie lada wyzwanie, ale Tsugumi Ohba pokazał, na co go stać.

No i nie można pominąć różnorodności mang w samej mandze. Dostajemy chociaż urywek każdego tytułu, który tworzą bohaterowie. Pokuszę się o stwierdzenie, że dzięki dobremu przemyśleniu, tytuły, które przyjdzie nam poznać na łamach Bakumana, nadawałyby się do wydania jako niezależne serie. Chociażby Business Boy Kenichi – o czym opowiada? No tego to już sami musicie się dowiedzieć!

manga

Znowu się żegnamy

Szczerze Wam powiem, że to już chyba mój czwarty tekst o Bakumanie. Zresztą, nawet na tym blogu znajdziecie recenzje anime. Od Bakumana zacząłem swoją przygodę z blogowanie, natchniony wizją ciężkiej pracy i spełniania marzeń, które manga serwuje na każdym kroku. Kto wie, czy gdyby nie ona, dzisiaj bym tu dla Was pisał. Na pewno jeszcze wiele razy do niej wrócę…

Niemniej, dziewięć tomów mangi za nami, zostało jeszcze jedenaście. Zakończenie znam bardzo dobrze, ale jestem pewny, że Bakuman mnie jeszcze zaskoczy. Nie wierzycie? Ja niedawno odkryłem, że w mandze jest wątek pewnego artysty, któego w anime kompletnie pominięto. Tak więc liczę na dalsze niespodzianki. Na pewno przy lekturze zabrakło świetnego soundtracka, którego pamiętam z anime i co jakiś czas pojawia się na mojej youtubowej playliście. Nie słyszeliście? Kurdę, to brać się do słuchania!

Jest też jedna rzecz, która bardzo długo mnie męczyła: fakt, że bohaterowie nie mają kompletnie żadnych problemów ze szkołą. Siedziałem nad tą myślą tyle, aż jej nie rozwiązałem. Bo nawet gdyby mieli, to co by to do mangi wniosło? Może zapchajdzuirę fabularną, ale koniec końców i tak musieliby ten problem rozwiązać. Manga nie mogłaby się skończyć na tym, że mama Mashiro zabrania mu rysować, bo ma złe oceny. Ale na obronę dodam, że autorzy dali nam namiastkę problemów zdrowotnych, spowodowanych tworzeniem.

Co mogę dodać – napisze chyba kolejny raz: dla mnie Bakuman to pozycja, którą każdy, dosłownie każdy, kto interesuje się chociaż odrobinę mangą i anime, poznać.

Dziękuję też Waneko, za podesłanie kilku tomów, których akurat mi brakowało. Nie zapomnijcie też zostawić lajka na Facebooku Leniwca, aby nie przegapić tysięcy śmiesznych obrazków, życiowych myśli i gifów. Do zobaczenia!

Leniwiec pisze

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Bakuman 10-12 – Recenzja – Leniwiec PiszeBoku no Hero Academia 1-2 – Recenzja – Leniwiec PiszeThe Promised Neverland – Recenzja pierwszego tomu – Leniwiec PiszeCiąg dalszy nastapił – HoriMiya 8-11 – Leniwiec PiszePosępny Mononokean #1-5 - recenzja mangi – Leniwiec PiszeRecent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Postępny Mononokean to przyjemna manga. Lektura nie przysporzyła mi jakichś większych problemów, a o ilość tekstu nie sprawiła, że czytanie szło topornie – jak na przykład przy Bakumanie [link]. […]

trackback

[…] W ogóle nie można zapomnieć, że ta manga prezentuje nam wysoki poziom ekspresji bohaterów. Tam gdzie dialogi są lekko koślawe, zdecydowanie nadrabiają rysunki. One w stu procentach oddają klimat danej sceny – czy to radość, czy smutek, czy zdziwienie. Równie dobrze wypadają same projekty postaci, chociaż nie obraziłbym się za małą rozpiskę na początku, kto tak naprawdę jest kim. Coś takiego, co możemy zobaczyć w Bakumanie. […]

trackback

[…] wadą, jakiej się doszukałem, – trochę jak z Bakumanem – jest ilość tekstu. Nie zrozumcie mnie źle, mi to wcale nie przeszkadza, ale muszę o tym […]

trackback

[…] pewno dla fanów shounenow. BnHA jest świetnym następca do zostania jednym z – jak to mówili w Bakumanie – głównych filarów w Jumpie. Nie znaczy to jednak, że dostaniemy durną bijatykę. Seria […]

trackback

[…] musiałem się pochwalić. Niemniej, w grudniu przyszedłem do Was z recenzją pierwszych dziewięciu tomów Bakumana, którymi byłem zachwycony. Nie obeszło się bez małych potknięć […]

%d bloggers like this: