Anohana – Kwiat, który widzieliśmy tamtego dnia | Tom 1

Wraz z gorącym powiewem lato lubi przynieść równie gorący romans, ale też odkurzyć wspomnienia, które dawno już odłożyliśmy na strych. Duchy przeszłości mają w zwyczaju do nas wracać… Czasem nawet dosłownie. Jak na przykład Menma, która pewnego dnia znikąd pojawiła się w domu Jintana. Ale to pewnie tylko omamy wywołane przez upał, prawda? W końcu Menma dawno nie żyje.

Anohana: Kwiat, który widzieliśmy tamtego dnia zabierze nas w melancholijną podróż do czasów, w których problemem był powrót do domu na obiad, ukazując przy tym, jak wiele w życiu może zmienić jedno zdarzenie. Stawia również pytania, czy przyjaźń może trwać, gdy nie jesteśmy już tymi samymi osobami, co przed laty.

Dla polepszenia klimatu zarówno tej recenzji, jak i samej mangi, przy lekturze obu polecam puścić w tle opening z anime Anohana.

Wszystko zaczęło się lata temu, od założenia Super Bustersów Pokoju. Drużyna, na czele z Jintą, jak wskazuje nazwa, miała za zadanie bronić pokoju na świecie. Ich tajna baza znajdowała się w pobliskim lesie, tuż obok potoku. Potoku, w którym pewnego dnia utopiła się Menma. Ta tragedia podzieliła całą grupę.

Dzisiaj to kompletnie inni ludzie. Część z nich poszła do elitarnej szkoły, inni ruszyli w świat lub całkowicie zmienili swój wizerunek. Jintant z kolei, gnieciony wyrzutami sumienia i poczuciem winy za ten przykry incydent, całkowicie odciął się od świata. Aż pewnego dnia pojawiła się Menma. Pojawiła się i za nic nie chciała zniknąć. Nie znała powodu, dla którego wróciła, ale czuła, że nie trafiła z powrotem na Ziemię zupełnie przypadkiem.

Czy chciała, aby spełniono któreś z jej dziecięcych marzeń? Lub aby Jinta wreszcie wyleczył się z problemów? A może Menma wróciła po to, żeby ponownie zjednoczyć Super Butersów Pokoju?

AnoHana – Kwiat, który widzieliśmy tamtego dnia

Przed takimi pytaniami stoją nie tylko bohaterowie, ale i czytelnicy. Tak naprawdę przez sam początek mangi nie mamy pojęcia, kim jest sama Menma, dlaczego umarła, no i przede wszystkim – czemu wróciła? Mari Okada powoli odkrywa fabularne karty niczym pojedynczo odrywane płatki kwiatu. Buduje tym samym słodko-gorzki klimat, przeplatając wesołe wspomnienia z dzieciństwa, ze smutną, szarą rzeczywistością. Nie dajcie się jednak zmylić zwiewnemu tytułowi czy delikatnej okładce, Anohana nie należy do najlżejszych tytułów pod względem emocji, które wywołuje. Szczególnie jeżeli w postaciach odnajdziemy jakieś alegorie do własnej przeszłości.

A oto wcale nietrudno. Na pewno żałujecie jakichś decyzji, które potem odbiły się mniejszym lub większym echem w waszym życiu.

Nie każdy komiks musi skłaniać odbiorcę do myślenia. Czasem liczy się zwyczajny fun z czytania. Jednak, moim zdaniem, Anohana stoi po przeciwnej stronie: manga ukazuje, jakie konsekwencje w przyszłości mogą mieć niezagojone rany. Jak ważne jest, aby nie odkładać problemów na później, nie ignorować konfliktów. Zamiast tego lepiej rozmawiać, szukać ewentualnej pomocy. Przede wszystkim jednak potrafić wybaczać: innym oraz sobie. Bo bez tego, tak jak Jinta, nie postawimy kroku naprzód.

Super Bustersi Pokoju

A chyba nikt nie chce popaść w kryzys emocjonalny i całkowicie odciąć się od świata, prawda? Bo to właśnie spotkało ówczesnego liders Supre Bustersów Pokoju. Gdy z powodu kilku tragedii (śmierć Menmy to nie jedyny problem, z jakim mierzył się młody Jinta) z charyzmatycznego, odważnego chłopaka zmienił się w odludka, który agresywnym nastawieniem próbuje uciec od problemów. Jeżeli polubiliście Ishide z Koe no Katachi, to prawdopodobnie polubicie również Jintana – mają całkiem sporo wspólnego.

Resztę drużyny poznaliśmy pobieżnie, jednak miejsce dla nich pojawi się w drugim tomie. Niestety, z tego, co pamiętam z anime, zabraknie im nieco głębi. Niemniej, wszyscy, co do jednego, są również dowodami, że nie warto zakopywać problemów. Bo nieważne, jak dokładnie je schowamy, w ilu kufrach je zamkniemy, one i tak prędzej czy później do nas wrócą.

Gdy zakwitną kwiaty

Strona wiualna mangi jest miła dla oka. Ciężko tutaj pisać o jakimś ewenemencie, gdyż kreska nie wyróżnia się niczym specjalnym. Anohana – Kwiat, który widzieliśmy tamtego dnia to standard, do którego przyzwyczajono nas przez lata. Na plus zasługują jednak pojedyncze kadry, które potrafią wzmocnić melancholijny klimat komiksu.

Co jednak najważniejsze: Waneko wydało Anohanę przepięknie. Obwoluta to mistrzostwo! Tak jak wspominałem na początku – okładka jest zwiewna i delikatna, nie zdradza czytelnikowi, co na niego czeka w środku, jednak nabiera znaczenia już po samej lekturze.

No i prześliczna, rozkładana, kolorowa strona na samym początku tomiku ukazująca Menme wśród różnobarwnych kwiatów. Przez chwilę miałem nawet szalony pomysł, aby ją wyrwać i użyć jako plakatu.

Demony przeszłości

Anohana – Kwiat, który widzieliśmy tamtego dnia może dla jednych wypaść jako przedramatyzowana manga, z pewnymi nielogicznościami. Faktycznie, ciężko zaprzeczyć, że w scenariuszu nie zdarzają się potknięcia. Wydaje mi się jednak, że można na nie przymknąć oko. W końcu nie interakcje Menmy z kreowanym światem mają tutaj znaczenie, a demony przeszłości, które uporczywie trzymają się bohaterów.

Jeżeli szukacie melancholijnej mangi, przy której można uronić łezkę, śmiało sięgajcie po Anohane. Kto wie, może dzięki tej mandze odezwiecie się do przyjaciółki lub przyjaciela z dzieciństwa? Albo postanowicie zakopać topór wojenny?

Jedno jest pewne – jeśli tak, jak ja, gustujecie w podobnych klimatach, Anohana – Kwiat, który widzieliśmy tamtego dnia na pewno was nie zawiedzie. Polecam i z niecierpliwością czekam na drugi tom!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x