Anime zima 2019. Co warto obejrzeć z nowego sezonu?

Póki mrozy nie ścięły futra, ekipa leniwców postanowiła się spotkać, aby raz jeszcze wskazać Wam tytuły, które naszym zdaniem są godne uwagi. Pogoda za oknem sprzyja przesiadywaniu w domu, najlepiej pod kołdrą, a popołudniowe lenistwo jest idealnym pretekstem, aby obejrzeć jakieś anime.

Tym razem na pewno znajdzie się coś dla każdego: w liście pojawił się romans, dramat, okruchy życia, odrobina fanserwisu w postaci ecchi. Pojawiły się nawet przygody pewnego egzorcysty i słodki, czarny kotek. Zapraszam!

Kaguya-sama wa Kokurasetai: Tensai-tachi no Renai Zunousen (Love is War)

Leniwiec

Miłość to piękna sprawa. Walentynki, czułości, prezenty… Wcale nie! Miłość to wojna, a w każdej wojnie jest wygrany i przegrany. Kaguya Shinomiya i Miyuki Shirogane to dwójka nieprzeciętnie inteligentnych nastolatków. Wspólnie piastują najważniejsze miejsca w uczniowskim samorządzie. Łączy ich jednak coś jeszcze, prócz elitarnej szkoły – oboje się w sobie podkochują, ale… Wyznanie swoich uczuć drugiej połówce uznają za urągające i pod żadnym pozorem nie chcą przegrać tej wojny.

Lubie romanse, chociaż często tworzone są na jedno kopyto. W tym przypadku jednak poczułem jakiś powiew świeżości. Kompletne odwrócenie schematu romansideł, gdy bohaterowie wstydzą się wyznać swoich uczuć, ukrywając je. Tutaj główna para doskonale zna drugą połówkę i tylko czekają, aż zmięknie. Walczą na dobrą sprawę ze swoimi uczuciami, a nie ze sobą nawzajem.

Poza tym oboje wyglądają jak żmije. Jak przebiegłe bestie. Czuję w tym tytule potencjał na konkretne wojny umysłowe. Do nich dorzucono dwójkę kolejnych postaci, które najprawdopodobniej będą fundować nam aspekt komediowy, od czasu do czasu nakierowując główną parę na odpowiednie tory. Ukazano również pewną blondynkę, która prawdopodobnie trochę namiesza.

Reasumując: jestem pozytywnie nastawiony i z chęcią poznam tę historię. A na zachętę powiem, że pod Miyuki’ego głos podłoży Makoto Furukawa – znany najbardziej z głównej roli w anime One-Punch man!

Doukyonin wa Hiza, Tokidoki, Atama no Ue.

Leniwiec

Pewnego dnia pisarz Mikazuki Subaru trafia na bezdomnego, czarnego kotka. Zwierzak daje mu świeży powiew natchnienia, więc mężczyzna postanawia wziąć go ze sobą do domu. Mikazuki nie radzi sobie najlepiej z ludźmi, ale futrzak to coś zupełnie innego. Szybko okazuje się, że nowy mieszkaniec może stanowić świetną inspirację dla nowej powieści Subaru.

Faktycznie opis jakoś nie porywa, ale trailer robi to znacznie lepiej. Wywnioskować można z niego, że kotek będzie dla głównego bohatera swoistym katharsis. Prawdopodobnie, przez różne niespodzianki, Mikazuki będzie zmuszany, aby odnaleźć się w prawdziwym życiu, a nie tkwić w swoim wyimaginowanym.

I choć nie zapowiada się nic wyjątkowego – z tego, co pamiętam, na podobnym motywie działał Barakamon – to wcale nie trudno zrobić z tego stabilnego, a może nawet dobrego, dramatu.

No i ten kotek Haru. Tylko dla niego obejrzę tę serię.

Przedsłowie – Bizarre Content

Sezon zimowy w tym roku, to jakieś szaleństwo! Ilość serii, które zasługują przynajmniej na sprawdzenie, jest porażająca i nawet nie wiem, gdzie znaleźć czas, aby każdej z nich poświęcić choć chwilę. W ogóle ostatnie miesiące są niesamowicie pozytywne dla całego medium anime, a zeszły rok był jednym z lepszych w mojej pamięci. Dlatego, zanim przejdę do moich poleceń – wpierw chcę rozdać parę wyróżnień:

Boogiepop wa Warawanai – oparta na popularnej serii light novel animacja, to zmiksowany koktajl paranormalnych wydarzeń oraz tajemnicy. Pierwsze dwa odcinki miały premierę już w zeszłym tygodniu i osobiście mogę powiedzieć, że jestem zaintrygowany. Choć te epizody wzbudziły nieco mieszanych uczuć w społeczności, głównie przez dość zagmatwane i nieliniowe prowadzenie opowieści – wciąż polecam przynajmniej sprawdzić. Studio MADHOUSE

Dororo – adaptacja mangi z końcówki lat 60’tych. Mamy więc tutaj do czynienia z próbą nieco uwspółcześnienia klasycznej już historii i sprawienia, że byłaby bardziej zjadliwa dla dzisiejszego widza. Opowieść w swoim rdzeniu pozostała w dużej części nietknięta, a dotyczy ona młodego chłopaka, który próbuje odzyskać swoje człowieczeństwo – zabrane mu przez demony. Studio MAPPA

O The Promised Neverland wypowie się tutaj kto inny, więc ja tylko zaznaczam, że będę również je oglądał.

Kakegurui ××

Bizarre Content aka Jaca

O ile nie uważam oryginalnego Kakegurui za jakieś wybitne anime, to jednak dostarczyło mi masę zabawy. Historia opowiadająca o szkole, w której, aby przeżyć i zdobyć pozycję na szczycie hierarchii musisz brać udział w różnego rodzaju zakładach oraz rozgrywkach hazardowych. Jeżeli idzie ci źle – stajesz się niewolnikiem: pozbawionym praw, zmuszonym do posłuszeństwa i służby innym.

Tak szalony koncept mógł się tylko sprawdzić w momencie, gdy sami bohaterowie byliby odpowiedni… i takiej bandy degeneratów oraz szaleńców ciężko znaleźć gdzieś indziej. Nikt tutaj nie ma równo pod sufitem, a dla dreszczyku emocji często gotowi są poświęcić swoje zdrowie i życie.  Problemem jest fakt, że prawa do emisji na zachodzie ponownie ma Netflix i znów trzeba będzie polegać na fansbuach.

Mob Psycho 100 II

Bizarre Content

Studio BONES znów to zrobiło. Jeszcze raz dostarcza nam produkcji na najwyższym poziomie, gdzie walory produkcyjne wylewają się z ekranu. ONE ma jak do tej pory niezwykłe szczęście i jego pracami zajmują się ludzie, którzy mają niesamowite pokłady respektu oraz miłości do materiałów źródłowych. Już One Punch-Man wziął cały fandom szturmem (drugi sezon jest w produkcji, ale zmiana studia i ekipy kreatywnej nie napawa optymizmem). Jednak moje serce skradła inna praca tego autora. Mob Psycho 100 jest jednym z najlepszych komiksów, jakie czytałem w ostatnich latach. Dostarczył mi mnóstwo zabawy, śmiechu i emocji, a zeszłoroczne zakończenie, było najlepszym podsumowaniem jakie seria mogła dostać.

Dlatego też na żadne inne anime tak nie czekałem, jak właśnie na kolejny rozdział adaptowania Moba z kart mangi do postaci serii telewizyjnej. Opening jest już na tym etapie moim faworytem, do bycia najlepszym w bieżącym roku – strona wizualna i muzyczna po prostu są perfekcyjne. Animacja ponownie robi wrażenie, a eksperymentalne techniki i zrywanie z konwencją cieszą oko. Cóż mogę więcej dodać – znając oryginał, przygotowuję się na emocjonalny rollercoaster, jaki nas czeka w tym sezonie.

The Promised Neverland

Kajtii

Już George Orwell przedstawiał dystopijne wizje przyszłości. Pisał o społeczeństwie, które funkcjonuje, wróć… egzystuje według wytyczonego schematu. Większość z nas miała okazję zapoznać się z „Folwarkiem Zwierzęcym” w gimnazjum, gdzie wpisywał się on w podstawę programową. Inną sprawą jest fakt, że gros ludzi wiele lat po skończeniu gimnazjum, wciąż nie do końca zrozumie prawdziwe przesłanie Pana Orwella. Podobną wizję przedstawiają nam autorzy „The Promised Neverland”, czyli tytułu, którym musicie zainteresować się w bieżącym sezonie!

Ray, Norman i Emma to trójka przyjaciół, która żyje wraz z innymi sierotami w przytułku „Grace Field House”. Miejsce niewiele różniące się od innych tego typu ośrodków. Jest jedna opiekunka i dzieci w wieku od kilku do kilkunastu lat. Ot, zwykły sierociniec. Dni lecą spokojnie, wręcz sielankowo i można odnieść wrażenie, że jest to historia jakich wiele – o przyjaźni, miłości i przyziemnych problemach nastoletnich sierot. Ale, ale – nic bardziej mylnego! Tytuł ukazuje się na łamach Shounen Jump’a, a ten fantastyką stoi.

Nie inaczej mają się sprawy w „Obiecanej Nibylandii”. Pewnego dnia, gdy jedna z dziewczynek – Connie, ma trafić do rodziny zastępczej, na jaw wychodzą nieznane fakty. Prawdopodobnie większość z Was, czytających tę zapowiedź, zna treść owych „nieznanych faktów”. Jestem jednak świeżo po seansie premierowego odcinka i całe zobrazowanie odkrycia sekretu zostało pokazane tak dobrze, że nie chcę psuć zabawy absolutnie nikomu. Warto zobaczyć pierwszy odcinek – choćby dla przekonania się, jak wysoko twórcy zawiesili sobie poprzeczkę. I jak zgrabnie przez nią przeskoczyli.

Jeżeli nie możecie doczekać się anime, na naszej stronie jest recenzja kilku pierwszych tomów mangi!

Coś nowego

Podsumowując, „The Promised Neverland” to pozycja, która nie zapewnia powiewu świeżości w swoim gatunku. To potężna wichura. Zamiast walk na pięści, mamy walki umysłowe – istne mentalne szachy. Jako osoba, która jest na bieżąco z mangą, gwarantuję, że seria trzyma stały, wysoki poziom. Jeśli reszta odcinków tak dobrze odda klimat z kartek komiksu, to będziemy mieli murowanego kandydata do serii sezonu. Obejrzyjcie koniecznie, polecam!

Anime na zimę

Wiecie już, za co bierze się redakcja. Teraz Wy podzielcie się z nami w komentarzu, na jakie jeszcze serie warto zwrócić uwagę! Bizarre miał rację, tym razem sezon przyniósł naprawdę masę ciekawych anime, a my ledwie wskazaliśmy na czubek góry lodowej.

Uciekamy oglądać. Do usłyszenia!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: