Anime wiosna 2019. Co warto obejrzeć?

Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty – wyglądam przez okno, nucąc pod nosem Marka Grechutę. Na podwórku kwitną forsycje, w Japonii kwitną wiśnie, na Grenlandii… Nie, tam nic nie kwitnie.

I chociaż wokoło robi się pięknie, my z jeszcze zaspanymi oczami zerkamy w stronę anime. Tam w końcu odwilż. Zimowe serie ustępują świeżym tytułom. Czeka na nas bardzo dużo akcji i tyle samo komedii, ale między nimi przebijają się także romanse czy sportówki. I nowe Bakugany, bo o nich nie można zapomnieć.

Otrzepujemy więc futro ze śniegu i jak co kwartał wyruszamy na spotkanie leniwców. Omówimy na nim kilka serii, które, naszym zdaniem, warte są Waszej uwagi. Zapraszam!

Sarazanamai

Leniwiec

Pewnego dnia, trójka gimnazjalistów zostaje napadnięta przez Kappę. Nie przez markę ubrań, nie przez internetowy mem, ale przez prawdziwego, japońskiego demona! Wyjątkowo złośliwego swoją drogą. Przekonują się o tym niemal od razu, gdy Keppi wykrada im pewien organ przez… jedną z możliwych dróg, zamieniając ich tym samym w podobne do niego Kappy.

Jest jednak dla nich ratunek: muszą odebrać wspomniany organ – shirikodame – od zombiaków. Wtedy Keppi wróci im ich prawdziwe formy. Czy misja zakończy się sukcesem? Czy ich więzi przetrwają? I co na to pewni policjanci i ich wyciszone pożądanie?!

Kappa :v

Wczoraj była premiera pierwszego odcinka, ale nie miałem okazji obejrzeć. Muszę więc bazować na dostępnych informacjach, w tym też na trailerze. I naprawdę, znając kontekst fabuły oraz to, co już zaprezentowali twórcy, nie mogę uwierzyć, że w gatunek na MAL’u nie ma wpisanej komedii.

Od Sarazanamai aż na kilometr czuć tonę absurdu. Już samo wspomnienie o zombie zaświeciło czerwoną diodę w mojej głowie, a zastąpienie w anime przechodniów białymi kartonami w ich kształcie tylko ją jeszcze bardziej rozjaśniło. Nagle też na ekranie pojawia się dwójka policjantów, którzy wyglądają, jakby wyciągnięto ich z zupełnie innego tytułu (oficjalnie mają własną mangę, powiązaną z Sarazanamai).

Za produkcję odpowiedzialne jest studio MAPPA, które na swoim koncie ma między innymi Zankyou no Terror czy Shingeki no Bahamut. Anime jednak stawia na komediowość, a więc nie spodziewałbym się po nim ogromnych doznań wizualnych.

Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że w głównych rolach usłyszymy na przykład Hinate z Haikyuu!! czy Shigarakiego z My Hero Academia. A za czołówkę odpowiedzialny jest zespół Kana-Boon znany nam z openingów do Naruto oraz Boruto!

RobiHachi

Przenieśmy się teraz wiele lat w przyszłość. Ludzkość posiadła już technologię pozwalającą na osiągnięcie nadświetlnej prędkości oraz nawiązała kontakty z obcymi. W skrócie: wszechświat stoi dla nas otworem!

Ale sporo rzeczy w ogóle się nie zmieniło, na przykład ludzkie problemy. 30-letni dziennikarz imieniem Robby, po serii niefortunnych zdarzeń, utracie kontaktu potrzebnego do pracy i niemal nie zginąwszy pod autem, na sam koniec pada jeszcze ofiarą kradzieży. Jakby tego było mało, na głowie ma jeszcze komornika.

Tutaj jednak następuje wesoły zwrot! Robby poznaje 18-letniego Hatchi’ego, który złapał złodzieja i zwrócił skradzioną torbę. Niestety, ich poglądy różniły się nieco od siebie, więc drogi dwóch panów szybko się rozeszły. Jednak to nie koniec ich przygód! Hatchi okazuje się wspomnianym wcześniej komornikiem, który pracuje dla prawdziwej grubej ryby. Robby nie ma jednak zamiaru spłacać długów – zamiast tego wskakuje w statek, na którym znalazł się też Hatchi i odlatuje w kosmos! Po co? Żeby znaleźć mityczną planetę Isekandar! A na niej swoje własne szczęście.

Komediowo jak nigdy

Nie wiem jak to możliwe, ale w tym sezonie będę oglądał naprawdę sporo komedii. To do mnie zupełnie niepodobne, chyba jestem chory.

Trailer nie mówi nam zbyt wiele o anime – tak, tak wiem, pojawił się pierwszy odcinek i dzisiaj sobie obejrzę. Ukazano nam jedynie prawdopodobnie moment, w którym Robby dowiaduje się o pracy Hachi’ego. Gdzieś tam przebija się scena jak jeden z bohaterów gra na saksofonie i… naszego wielkiego antagonistę!

Fabularnie liczę na jakieś zaskoczenie, gdyż nie mogę wyobrazić sobie, jak będzie ta seria wyglądać. Wydaje mi się jednak, że to nie będzie komedia najniższych lotów, a jednak coś, co z przyjemnością będzie można obejrzeć dla fabuły. I przy okazji się pośmiać. Trochę jak Tsuritama. Jeżeli jednak warstwa fabularna by zawiodła, na pomoc przychodzi kreska, która jest świetna! Mimo że prosta, to jednak cieszy oko. Szczególne wrażenie robią tutaj modele postaci. Popatrzcie chociażby na głównego złola.

RobiHachi to pozycja, którą na pewno trzeba sprawdzić!

Kimetsu no Yaiba

Jacek 2.0

Gdyby nie inna produkcja, o której wspomnę później, to byłby mój kandydat do anime sezonu. Jest ku temu, co najmniej kilka przesłanek. Przede wszystkim znam oryginał i jestem z nim na bieżąco, więc wiem czego się spodziewać. Po drugie za serię odpowiada studio Ufotable, które słynie z wysokich walorów produkcyjnych swoich serii. Dodatkowo same zwiastuny pozytywnie mnie do tego serialu nastawiły. I, jako że mamy już pierwszy epizod za nami, to mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie pomyliłem się w swojej ocenie. Jeżeli lubicie shouneny, szczególnie te oferujące walki zapierające dech w piersiach – Kimetsu no Yaiba jest dla Was. Osobiście uważam, iż oryginał oferuje jedne z najlepszych scen pojedynków ze wszystkich współczesnych shounenów – dodajcie do tego płynną, efektowną animację i macie przepis na rewelacyjny seans.

Anime rozgrywa się w okresie przyspieszonej industrializacji Japonii – po lub w trakcie tak zwanej Restauracji Meiji. Przekłada się to na niemałe kontrasty, gdzie znajome widoki z feudalnego czasu Kraju Kwitnącej Wiśni przeplatają się z pociągami łączącymi miasta, a także z liniami energetycznymi rozciągniętymi między budynkami. Na pewno jest to obraz, który raczej rzadko obserwujemy w anime, częściej skupiając się na erze szogunatu lub Sengoku Jidai.

Historia skupia się na przygodach młodego wypalacza węgla drzewnego, mieszkającego wraz z rodziną w górach. Pewnej nocy, pod nieobecność protagonisty – jego dom zostaje zaatakowany przez demona, a członkowie familii zmasakrowani. Jedyną ocalałą osobą,  poza nim, pozostaje młodsza siostra, której krew zmieszała się z posoką potwora, co zaowocowało jej przemianą. Tanjiro, bo tak ma na imię nasz bohater – wyrusza w podróż, której celem jest odnalezienie sposobu na odwrócenie “demonifikacji”. Droga będzie wiodła przez wiele niebezpieczeństw i starć z potężnymi przeciwnikami. Jedynym sposobem, aby przygotować się na to będzie tym samym dołączenie w szeregi Łowców Demonów i poznanie ich sekretnych technik walki.

Jak widzicie – opowieść nie jest zbyt skomplikowana, ale nadrabia kolorowymi bohaterami i wspomnianymi wcześniej scenami walki. Szczególnie te ostatnie zachwycają wielowymiarowością, dynamiką oraz prowadzeniem akcji. Zdecydowanie polecam sięgnąć!

Carole & Tuesday

Jak wspominałem, to nie Kimetsu no Yaiba jest najbardziej oczekiwanym przeze mnie tytułem w sezonie wiosennym. Nie jest to także powracający One Punch Man z kolejnym sezonem. Moje serduszko tutaj rozpala najnowsza produkcja od studia BONES, która jest jednocześnie celebracją dwudziestolecia jego powstania. Więc przygotujcie się na to, że wpakowano tutaj niemałą rzeszę utalentowanych osób oraz miłości. Tym bardziej że całość ma odpowiadać nie kto inny niż legendarny Shinichirou Watanabe, a więc mastermind, który stworzył takie kultowe już dzieła jak Cowboy Bebop, czy Samurai Champloo.

Historia rozgrywa się w przyszłości, gdzie ludzkość prężnie kolonizuje naszą siostrzaną planetę: Marsa. Jednocześnie kultura stała się coraz bardziej syntetyczna, a zaspokajanie potrzeb ducha spadło na AI, które oddelegowano także do tworzenia muzyki. W tym świecie egzystują nasze bohaterki, dla których największym marzeniem jest tworzyć muzykę. Bez pomocy komputera i jego mądrych skryptów, ale taką prosto z serca. Klasyczna opowieść o odrodzeniu dawno zapomnianych ideałów i pogoni za snami.

Co by tu dużo mówić – trailery wyglądają zwyczajnie obłędnie. Do sekcji wokalnych zatrudniono artystów posługujących się płynnie językiem angielskim, co jest wręcz ewenementem. Jako sierota po anime BECK, czekam na Carole & Tuesday jak na zbawienie. Dobrze Wam radzę, Wy także zarezerwujcie sobie czas na jego sprawdzenie.

One Punch Man

Jeszcze taka drobna uwaga na marginesie o One Punch Man sezonie drugim. Niestety w tym przypadku głównie co wobec tej premiery czuję, to nie jest ani ekscytacja, ani dreszczyk emocji. Jedynie narastające z każdą godziną zbliżającą nas do premiery obawy. Po pierwsze: całkowicie zmieniła się ekipa kreatywna oraz studio. Przede wszystkim reżyser poprzednika wraz ze zwolnieniem posady sprawił, że zniknęła cała masa niezwykle utalentowanych animatorów, którzy sprawili, że OPM wyglądał obłędnie. Po drugie: nowa ekipa została wyznaczona przez studio J.C. Staff, a te nie ma w ostatnim okresie najlepszej passy. Przede wszystkim wynika to z fatalnego planowania oraz kompletnego rozciągnięcia własnych zasobów ludzkich na zbyt wiele projektów. Przepracowani, bez doświadczonej batuty weterana branży, no animatorzy mają niewielkie szanse dostarczyć nam jakościowy produkt. Także polecałbym się nie napalać jakoś specjalnie na to, co nam ta produkcja może zaoferować. Moje obawy są tylko umacniane przez kolejne materiały promocyjne…

Jeżeli chcecie poznać moje wrażenia na szybko: zajrzyjcie na nasz FB, gdzie umieściłem wpis o pierwszym odcinku One Punch Man.

Fairy Gone

Kajtii

Do tego tytułu podchodziłem bez żadnych oczekiwań. Zapowiadała się przyjemna seria, która wyglądała na PV jak romans okruchów życia z dark fantasy. Połączenie idealne? Bynajmniej, ale co najmniej intrygujące. W zalewie isekai’ów i komedii romantycznych wystarczyło, żeby sprawdzić!

Przenieśmy się więc do początku kwietnia, świeżo po seansie pierwszego odcinka i nie ukrywam, że jestem bardziej niż zadowolony. Wizualnie było kontrowersyjnie, przez wplatanie w całość CGI. Zabieg ten ostatnio wyjątkowo popularny, ale dla wielu ogromny minus. Ja odniosłem raczej pozytywne wrażenia. Animacja świetnie współgrała z muzyką, która była wyjątkowo dobrze dobrana. Przyjemny, japoński rock.

Same postacie wydawały się mocno schematyczne. Niestety, bo wydaje się, że tło fabularne daje możliwość do ich głębszego przedstawienia. Mam nadzieję, że to tylko pierwsze wrażenie, a twórcy szybko rozwieją negatywne odczucia związane z tym aspektem. Veronica i Mariya mają kolosalny potencjał. A ekipa z P.A. Works pokazywała już, że potrafi go wykorzystać w animacjach – szczególnie w przypadku żeńskich bohaterek (Another, Charlotte, Angel Beats!).

Niemniej, serię będę kontynuował, bo od początku mnie zaintrygowała, o czym już wspominałem. Chcę więcej, zdecydowanie więcej. Nawet pomimo faktu, że niektóre momenty wykorzystywania tytułowych Wróżek bardzo szybko przywodziły na myśl posługiwanie się Standami w JoJo (wink, wink, Jacku 2.0). Z drugiej strony, idę o zakład, że będą tacy, którzy rozpatrzą to w kategorii zalet, bo to przecież wybitny fundament.

Zdaję sobie sprawę, że moja opinia jest odmienna od większości tych, które można przeczytać w internecie. Prawdę mówiąc, nie znalazłem recenzji wstępnej, oceniającej Fairy Gone jako serię więcej niż przeciętną. Ja jednak polecam sprawdzić na sobie, bo zawsze warto. To dwadzieścia minut, które nie rozczaruje, a może pozytywnie zaskoczyć.

Anime przy śpiewie ptaków

Tak właśnie prezentuje się lista kilku tytułów, które, według redakcji, zasługują na Waszą uwagę. Jeżeli uważacie, że jeszcze jakieś anime powinno się tu znaleźć – piszcie śmiało w komentarzach!

Przyszła wiosna, zrobiło się cieplej i mimo świetnych tytułów, które się teraz pojawiają, znajdźcie też chwilę, aby posiedzieć na dworze!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o