Adwokat Diabła. Krótka recenzja filmu Venom

Venom, nieszczęsny Venom. Film bardzo źle oceniany przez krytyków… Mimo to zarabiający 80 milionów dolarów w weekend otwarcia i 205 milionów na świecie. Po tygodniu! Film, który na początku był reklamowany jako horror, a skończył jako naprawdę dobra komedia.

Zacznijmy jednak od początku. Produkcja o jednym z najbardziej znanych przeciwników Spider Mana w Polsce pojawiła się 5 października. Poszedłem na Venoma wraz ze znajomymi, oczywiście na napisy. Przed seansem nasłuchałem się tak dużo złego na temat owego filmu, że nastawiałem się na nieudane origin story. O którym zresztą szybko zapomnę. Zostałem jednak pozytywnie zaskoczony!

Fabuła:

Pierwsze pół godziny filmu wygląda mrocznie, tajemniczo oraz intrygująco. Poznajemy naszego głównego bohatera: Eddiego Brocka, granego przez Toma Hardy’ego. Po paru scenach z jego udziałem da się zauważyć, że nie będzie to typowe superhero movie. Nasz protagonista jest bardziej antybohaterem, niż ulubieńcem tłumu. Da się z nim jednak sympatyzować.

Początek filmu pokazuje nam również antagonistę: Carltona Drakea, w którego rolę wcielił się Riz Ahmed oraz parę ważniejszych postaci pobocznych. Wdraża przy tym również fabułę.

Dziennikarz Eddie Brock po dosyć agresywnym wywiadzie z Carltonem Drakeam, prezesem „Life Foundation”, w którym chcę zdemaskować jego niecne działania, traci prawie wszystko. W międzyczasie gdzieś w Malezji rozbija się statek kosmiczny transportujący symbionty. Niektóre z nich uciekają, ale większość udaję się ponownie złapać. Po pewnych wydarzeniach jeden z pojmanych symbiontów – nasz tytułowy Venom – łączy się z Brockiem. Eddi nie ma zbyt wiele czasu, aby zapoznać się z nowym mieszkańcem jego ciała: po piętach depcze mu zła korporacja. Jaka? Wcześniej wspomniane „Life Foundation”, które chce za wszelką cene odzyskać swoją zgubę. Sama fabuła, oprócz paru dosyć widocznych głupotek logicznych nieźle się trzyma gdzieś do połowy drugiego aktu. Później leci kompletnie na łeb na szyję. O ile bardzo podoba mi się motyw z „wychowywaniem” naszego symbionta, to zmiana głównych celów Venoma ot tak jest strasznie głupia. Do tego ostatnie dwadzieścia minut trzeciego aktu to ostra jazda po bandzie absurdu. Są również dwie sceny po napisach. Jedna to zajawka możliwej kontynuacji przygód naszego czarnego „gluta”. Druga z kolei to, co ciekawe, fragment innej nadchodzącej produkcji Sony – Spider-Man: Into the Spider-Verse (który swoją drogą jest naprawdę dobry).

Zacznijmy od tego, że film można spokojnie podzielić na dwa – klimatyczny horror oraz przezabawną komedię. Oba te style razem nie wychodzą zbyt dobrze i wybijają z rytmu, lecz osobno wypadają naprawdę nieźle.

Trochę horroru…

Jeśli chodzi o elementy horroru, tudzież thrillera, najlepiej widać je w pierwszych 30-40 minutach filmu. Nieznane, tajemnicze istoty spoza naszej planety, makabryczne eksperymenty „Life Foundation”… Niemoc i niewiedza Eddiego co się dzieje z jego ciałem, po połączeniu z symbiontem… To wszystko potrafi zjeżyć włos na głowie. Do tego momentu film naprawdę mi się podobał i nie rozumiałem tych wszystkich negatywnych recenzji. Później ma jeszcze parę przebłysków swojej dawnej formy. Nie spoilerując za bardzo: na przykład pewna sytuacja z małą dziewczynką. Ale ogólny ton filmu zmienia się w o wiele bardziej humorystyczny.

Nie taki Venom straszny?

I wiecie co? Ten motyw jest jeszcze lepszy! Zestawienie wulgarnego i pewnego siebie Venoma z początkowo wycofanym oraz niezbyt skorym do walki Brockiem jest naprawdę dobre. Rozmowy symbionta z Eddim, jak i narracja Venoma podczas wymiany zdań naszego byłego dziennikarza z innymi osobami są po prostu genialna. Całe kino wraz ze mną śmiało się z kolejnych dialogów naszej dwójki głównych bohaterów. Nie brakuje jednak paru, moim zdaniem, dosyć żenujących sytuacji: na przykład skok Brocka do akwarium pełnego żywych homarów.

Trzeba powiedzieć, że gdyby nie niesamowity Tom Hardy to część horrorowa, jak i humorystyczna wypadłyby naprawdę słabo. Film Sony bez Hardy’ego byłby zapamiętany jako gniot pokroju Batman vs Superman. To jak gra, nie tylko głosem, ale również ciałem czy mimiką jest wspaniałe. Nie ważne, czy w scenach pierwszego połączenia się z symbiontem, czy później w czasie już wcześniej wspomnianych rozmów z kosmitą. Przy tym Hardy trzyma wysoko postawioną poprzeczkę przez cały film. Niestety, tacy aktorzy jak wspomniany Riz Ahmed czy świetna Michelle Williams wcielająca się w rolę dziewczyny Eddiego nie mają zbytnio czego grać. Nawet rola parokrotnie nominowanej do Oscara Michelle kończy się na tym, że ratuję kilka razy tyłek głównego bohaterowi.

Ciemność widzę

Parę słów o aranżacji technicznej. Kadry, ujęcia itd. stoją na bardzo wysokim poziomie, do którego Sony Pictures już nas przyzwyczaiło. CGI również wygląda nieźle, a sam Venom jak na trailerach mnie nie przekonywał, to w samym filmie prezentuje się naprawdę dobrze. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić – film jest trochę za ciemny. Przez to niektóre sceny akcji nie wypadają tak dobrze, jak mogłyby wypaść. Choreografia naszego czarnego symbionta jest także mało kreatywna, co osobiście trochę mnie zawiodło. Nie mówiąc również za dużo to ostatnia, najważniejsza walka jest dosyć nieczytelna.

Tak zły że aż dobry

Reasumując, filmu Sony Pictures na pewno nie można nazwać obiektywnie dobrym. Fabuła jest dosyć głupia, motywacje bohaterów momentami absurdalne a cały ton strasznie rozlazły. Recenzję jednak mają to do siebie, że są subiektywne i wiecie co? Mnie się Venom naprawdę podoba!

Humor jest przedni, praca kamery, jak i muzyka również robią robotę. Element horrorowy zaciekawił mnie bardziej niż w większości filmów z uniwersum Obecności. Do tego gra aktorska Toma Hardy’ego (czy już mówiłem, że jest genialna?) rekompensuje mi wszystkie głupoty i dziury w fabule.

Jeśli macie więc trochę wolnego czasu i nie oczekujecie od filmu nic więcej niż efektownego kina akcji ze świetnym humorem, to polecam Wam (jak i moim kolegom z redakcji) obejrzeć właśnie Venoma, a nóż, zauroczycie się nim tak samo, jak ja.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: