Accel World – Recenzja

Accel World recenzja anime
Dzisiaj mamy okulary i hełmy pozwalające nam grać w gry tak, aby wyglądały na bardziej rzeczywiste i dostarczały bardziej prawdziwych doznań. Ale za kilka lat technologia pójdzie naprzód i już od urodzenia będzie zakładało się dzieciom specjalne urządzenia nazywane Neuro Linkerem. Pozwala ono w pewnym stopniu rozszerzyć rzeczywistość, o ile tylko będzie podłączone do sieci.

Haruyuki Akita, główny bohater serii, nie wyobraża sobie życia bez świata wirtualnego. W rzeczywistym ciągle ktoś go gnębi, nic mu się nie udaję. A po podłączeniu się do gry przez Neuro Linkera, wreszcie czuje się wolny. Gdy tylko ma czas, oddaje się swojej ulubionej minigrze. Jest w niej najlepszy. Do czasu, aż nie poznaje Kuroyukihime ­– przewodnicząca szkoły – która przebija jego rekord. Pewnie zastanawiacie się po co? Poza światem realnym i wirtualnym istnieje jeszcze jeden, o którym wiedzą tylko nieliczni. Świat przyśpieszony. Korzystać z niego można dzięki punktom zdobywanym w grze Brain Burst, a ją można zainstalować tylko od innej osoby…

Po co Kuroyukihime chce wciągnąć Akitę do tego świata? Kim jest siódemka króli, władających konkretnymi kolorami? I najważniejsze, co się stanie, gdy ktoś zdobędzie dziesiąty poziom?

Recenzja zawiera spoilery – jeżeli one ci przeszkadzają, przewiń na koniec do mojej opinii. Chociaż pewnie będziesz żałować 😉

Accel Word jest produkcją z 2012 roku. Stoi w szeregu obok takich produkcji jak Psycho-Pass czy chociażby Chuunibyou demo Koi ga Shitai.

Tutaj was troszkę oszukałem. Accel Word nie stoi z nimi w szeregu, ono jest… Jest dużo gorsze od wymienionych tutaj tytułów.

Mamy tutaj dość sporo postaci. Protagonista – Akita, to szablonowy bohater shounenów. Jest nieudacznikiem. Ma kilku wiernych przyjaciół, ale nic poza tym. Nie ma żadnych umiejętności. I tak jak zwykle zostaje wybrany na tego, który ma uratować świat. W tym przypadku bronić swojej królowej. No i oczywiście Haru musi być niesłychanie denerwujący – i nie wiem, czy przez to, że co chwile płakał, czy przez to, że po prostu był głupi.

Kolejną ważną postacią jest wcześniej wspomniana Kuroyukihime, która z jakiegoś powodu akurat czuje pociąg do Haru. Zasadniczo bez żadnego konkretnego powodu – ot, raz zobaczyła jego avatar w grze. Oprócz niej mamy też dwójkę przyjaciół Haruyukiego, z czego tylko jedna osoba jest warta uwagi. Chiyuri na początku wydaje się po prostu głupią nastką, jak każda inna, ale koniec końców nawet mi zaimponowała. Dość sprytnie rozegrała pewną intrygę.

Reszta postaci jest już drugoplanowa – ale często ciekawsza niż ci z pierwszego planu.

Accel World recenzja anime
Wannabe
Accel World ewidentnie chciało być czymś wielkim. Kto wie, czy gdyby zrobiono z tego tasiemca, nie wyszłoby dużo lepiej.

Ale nie zrobiono. Za to widz dostał 25 odcinków wyglądających jak wyrwane z czegoś większego i często gnających na złamanie karku. Czy ktoś widział, aby osoba zakochała się w dwa dni tak mocno, że byłaby skłonna się dla kogoś poświęcić? Ale poświęcić tak dosłownie, dać się potrącić przez rozpędzone auto? Accel World wam pokaże, że można.

Autorzy często wprowadzali dany wątek tylko na chwilę, dla popchnięcia fabuły. A potem o nim zapominali. Czarny Król – osoba znienawidzona przez wszystkich do takiego stopnia, że ukrywał się przez dwa lata. Dwa lata nie podłączył się do globalnej sieci w obawie przed zemstą. Aż wreszcie wyszedł. I polowała na niego jedna osoba, podkreślam jedna, a na dodatek nie z tego powodu, dla którego musiał się ukrywać.

Kolejna rzecz: w grze istniało coś takiego jak Zbroja Nieszczęścia. Przepotężny przedmiot, który przejmował umysł nosiciela i mordował każdego, kto stanie mu na drodze. Walczyło z nim siedmiu króli, wspólnie (!), a i tak ledwo dali sobie rade. To chyba znaczy, że owa zbroja naprawdę jest silna – tak ja zrozumiałem. A teraz przejdźmy do umysłu autorów: „Jebać, główny bohater rozwali ją jednym ciosem”. Tak to właśnie wyglądało.

Dobra, jak już zrozumieliśmy, że główny bohater jest tym wybranym, jedynym i najsilniejszym, to dostajemy znowu coś kompletnie bez sensu: Haru przegrywa z jakimś losowym wrogiem. Poważnie. I męczy się z nim przez kilka odcinków. Fakt faktem – miał całkiem silną umiejętność, ale wątpię, czy był silniejszy niż Zbroja Nieszczęścia.

To tylko cześć nieścisłości, gwarantuję Wam, że znajdziecie ich jeszcze sporo.

Kreska jest w porządku. Nie utrudnia oglądania. Chociaż miałem wrażenie, że postacie są wyjęte z jakiegoś anime, które powstało kilka lat wcześniej. Na plus zasługują tutaj postacie w Brain Burst – były ciekawie zaprojektowane i dobrze animowane. No może poza strojem głównego bohatera, bo on wyglądał jak jakaś niedopracowana wersja, zrobiona w pięć minut. Chociaż uzbrojenie w postaci skrzydeł wypadło nieźle.

No i moi drodzy czytelnicy, dotrwaliśmy do jakichś plusów tej serii. Walki, bo o nich mowa, zostały stworzone bardzo dobrze. Ładna animacja, kolorowe ataki, aż było czuć ich siłę przez monitor. To nie żart – poważnie mi się podobały. I zasługują na pochwałę.

Przyznam szczerze – teraz wychodzi mój profesjonalizm – że kompletnie nie zwracałem uwagi na muzykę.

Przesłuchałem jednak opening i mam dziwne wrażenie, że odbiega od standardów, ale w tę złą stronę. Rozumiem, że miało pasować do klimatów Sci-Fi, bijatyk i w jakimś stopniu mechów, ale to nie działa, nie wpada kompletnie w ucho. Z kolei drugi opening jest już znacznie lepszy, chociaż ten bass… Cóż, nie wpasowało się w moje gusta. Myślę, że bardziej do tej serii pasowałoby coś w stylu Kyoukai no Kanata.

 Oba endingi w przeciwieństwie do openingów, są dobre, Podobają mi się.

Seyiuu Haru, ma w swojej kolekcji też sporo znacznie lepszych roli. Mowa tutaj o Yukim Kaji – usłyszymy go, chociażby jako Mliodasa z Nanatsu no Taizai, czy Erena z Attack on Titan. To tylko dwa ze znacznej listy popularnych tytułów, w których go usłyszymy – i szczerze, Accel World wygląda przy nich biednie.

W Polsce nie ma mangi ani nowelki. I to w sumie dobrze. Jeżeli kiedyś wyjdzie – kupie, aby zobaczyć, co się działo po zakończeniu anime. Ale są ciekawsze tytuły do wydania.

Accel World recenzja anime
Accel World nie oglądało mi się bardzo źle. Ot, taki zapychacz. Nie spodziewałem się niczego specjalnego po tej produkcji i niczego specjalnego nie dostałem. Przeciętniak jakich sporo.

Powiem szczerze, że nawet nie zauważyłem, kiedy zlecało mi tych 25 odcinków. Bo fabuła mogłaby być całkiem ciekawa – o ile byłby to tasiemiec. Oczywiście, postacie są sztuczne i denerwujące.  Pamiętacie, jak wspomniałem wcześniej, że główny bohater płakał? W Accel World płacze każdy. KAŻDY. I to średnio dwa/trzy razy na odcinek. Ale przymykałem na to oko i czekałem na jakieś walki.

Czy polecę Wam te anime? Jeżeli nie macie kompletnie nic do oglądania na liście: śmiało, szybko wam zleci. Jeżeli lubicie tandetny humor i wyzywanie od zboczeńców również. A jeżeli nie – to nie warto, lepiej znaleźć coś lepszego. Dobrych serii wcale nie jest tak mało i, niestety, Accel World do nich nie należy.

Tyle ode mnie. Mam nadzieję, że recenzja Wam się podobała.

Oglądaliście Accel World albo zamierzacie obejrzeć? Napiszcie w komentarzu! No i nie zapomnijcie polajkowac strony Leniwca na Facebooku – wtedy nie przeoczycie żadnego posta, a dodatkowo dostaniecie trochę śmiesznych obrazków ;D

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: