Miłość ma twarz konia. 5 absurdalnych gier otome, w które musisz zagrać

Dla stałych czytelników Leniwej Popkultury termin “gra otome” nie powinien być żadną nowością. Mogliście się z nim zetknąć już w wywiadzie z autorką bloga “Kocham gry otome!” oraz w niedawnej recenzji mangi od wydawnictwa Waneko. Gry tego rodzaju, zwykle podane w formie visual novel, polegają na próbie zdobycia serca jednej z kilku dostępnych postaci. Zależnie od naszych wyborów, historia kończy się albo happy endem u boku naszego wybranka lub wybranki, albo miłosną katastrofą. 

Tak to wygląda w większości produkcji spod znaku otome. Gra przedstawia nam ofertę pięknych i młodych ludzi, a my wybieramy jednego z nich i prowadzimy historię tak, żeby finalnie wylądować w jego ramionach. W przeciwieństwie do prawdziwego życia, przebieg jest raczej przewidywalny, ryzyko niewielkie, a szanse na sukces całkiem spore.

Jak na porządnego przegrywa przystało, ja także miałam w życiu etap, gdy tego typu produkcje stanowiły dla mnie substytut normalnych ludzkich relacji. Szybko jednak znudziły mi się standardowe symulatory randkowe o identycznym schemacie. Jako żądna przygód ryzykantka postanowiłam więc zapuścić się na mniej zbadane terytorium. Tak poznałam niezwykły świat niekonwencjonalnych gier, które wymykają się stereotypom i mają do zaoferowania coś więcej niż tylko nudny romans. Na przykład mądre przesłanie. Albo traumę na resztę życia.

Trzymajcie się mocno, bo zaraz zabiorę Was tam ze sobą. Przed Wami pięć nietypowych gier otome, które najmocniej zapadły mi w pamięć.

Katawa Shoujo

Masz dość standardowych gier otome z atrakcyjnymi licealistkami? 

Nudzą Cię nierealistycznie idealne bohaterki, którym niczego nie brakuje? 

To co powiesz na romans z dziewczyną… bez nóg lub rąk?

Taką możliwość oferuje Katawa Shoujo, visual novelka z 2012 roku. W grze trafiasz do Yamaku Academy, miejsca przeznaczonego dla uczniów z różnymi niepełnosprawnościami. Wśród Twoich szkolnych koleżanek są m.in. niewidoma Lilly, głucha Shizune czy pozbawione kończyn Rin i Emi. Z jedną z nich będziesz mieć szansę nawiązać bliższą znajomość, zależnie od swoich wyborów.

Bez nóg i rąk, ale za to z RiGCzem

Choć sam pomysł może się wydawać ryzykowny, Katawa Shoujo jest zaskakująco sprawnie opowiedzianą historią z mądrym przesłaniem. Uczy akceptacji swoich niedoskonałości, wrażliwości wobec innych i umiejętności dostrzegania ludzi w osobach niepełnosprawnych. Czyjaś inność jest przeszkodą tylko wtedy, gdy sami postrzegamy ją jako przeszkodę – to chyba najważniejsza lekcja, jaką wyniosłam z tej gry. No i standardowo: nie oceniaj książki po okładce. 

Mimo to produkcja Four Leaf Studios nie jest pozbawiona wad. Akcja toczy się wyjątkowo niespiesznie, co grozi szybkim znudzeniem się grą. Sporo miejsca zajmują też przemyślenia głównego bohatera i narracja, a okazji do dokonania wyboru nie dostajemy zbyt wiele. Ma się przez to wrażenie, że historia nie jest aż tak interaktywna, jak mogłaby być. I choć gatunek visual novel ma do tego pełne prawo, przyzwyczajeni do większego poczucia sprawczości gracze mogą kręcić nosem.

My Horse Prince

Jeśli uważasz się za koniarę, ale masz też słabość do przystojnych chłopców rodem z anime, to gra w sam raz dla ciebie! W My Horse Prince masz szansę połączyć obie te pasje, wcielając się we właścicielkę Yuumy, konia z twarzą rasowego bishounena. Choć początkowo trudno Ci zaakceptować jego nienaturalny wygląd, człowiek-koń szybko zdobywa Twe serce. Mimo różnic gatunkowych udaje się wam znaleźć wspólny język, a Twój wybranek dosłownie je Ci z ręki (głównie marchewki).

Czy ta pokręcona historia ma szansę na happy end? To zależy od tego, jak będziesz się opiekować swoim junakiem, znaczy się, rumakiem. Na pewno warto zadbać o regularną rozmowę, która przywraca mu energię zużytą podczas treningów i biegania za jedzeniem. Jeśli w czasie takiej pogawędki palniesz jakieś głupstwo, nie przejmuj się – Twoje decyzje nie mają większego wpływu na fabułę. W razie udzielenia niewłaściwej odpowiedzi wystarczy obejrzeć reklamę, co pozwoli powrócić do momentu wyboru. Przy dostatecznej ilości czasu i cierpliwości bez problemu przejdziesz przez kolejne rozdziały tego absurdalnego, acz uroczego romansu, aż do zaskakującego finału.

I ty możesz zostać królową kucy!

My Horse Prince to całkiem zabawna, samoświadoma i przyjemna gra na telefon. Jej minusem jest jednak dość długa i nudna rozgrywka w kolejnych segmentach. Zbieranie punktów za pomocą klikania w poszczególne elementy jest raczej monotonne, a okazję do rozmowy z Yuumą mamy tylko co pół godziny. Co więcej, im dalej w fabułę, tym dłużej trwa zaliczanie kolejnych etapów. Oczywiście, proces ten można przyspieszyć, kupując specjalne dodatki, ale do tego potrzebne są prawdziwe pieniądze. Myślę jednak, że jak na grę dostępną w całości za darmo to chyba uczciwy układ.

No, na co jeszcze czekasz, droga koniaro? Zaadoptuj Yuumę w swoim telefonie i popraw sobie humor, śledząc absurdalne dialogi oraz ilustracje z gry. Uśmiech od ucha do ucha gwarantowany!

Helltaker

Polski akcent na naszej liście, Helltaker, to ziszczenie mokrych snów każdego fana haremówek. W grze dostajemy bowiem szansę utworzenia własnego haremu z diabelnie atrakcyjnymi paniami. Nie są to jednak zwykłe dziewczyny, lecz demonice, po które wyruszamy aż do samego piekła.

Na drodze do ich serc czekają nas przeszkody w postaci zagadek logicznych, podchwytliwych pytań i testu zręczności. Trzeba bardzo uważać na słowa i kroki, bo jeden fałszywy ruch lub zła odpowiedź grozi… śmiercią. Na szczęście nasz protagonista łatwo się regeneruje, więc w przypadku niepowodzenia wystarczy po prostu przejść dany poziom od nowa. 

Co tak krótko? Chcemy więcej!

Helltaker to sympatyczna, pełna humoru produkcja z chwytliwą muzyką, będąca parodią gier otome. Nic dziwnego, że szybko podbiła Internet, o czym świadczy imponująca liczba fanowskich filmików, komiksów i grafik, które pojawiły się w sieci niedługo po jej wydaniu. 

Główną wadą gry jest jednak jej krótkość – sprawnemu graczowi wystarczy nawet pół godziny, by przejść całość (choć niektórzy, podobnie jak ja, pewnie utkną na walce z bossem). Z kolei tych, którzy sięgną po ten tytuł ze względu na seksowne diablice, może rozczarować brak skąpych strojów oraz rzadkość kontaktu z dziewczynami. Moduł „randkowy” ogranicza się zwykle do jednego czy dwóch dialogów, pozostawiając graczowi pewien niedosyt. Szkoda, bo wszystkie postaci mają naprawdę fajny potencjał. Miejmy nadzieję, że twórca projektu, vanripper, jeszcze do niego wróci.

Mystic Messenger

Minusem większości gier otome jest ograniczoność interakcji z naszym wybrankiem lub wybranką. Wirtualna postać nie napisze nam czułych smsów, nie wyśle swojego selfie i nie zadzwoni, żeby opowiedzieć o swoim dniu. Chociaż… czy aby na pewno?

Otóż niekoniecznie. Na wszystkie te rzeczy pozwala nam Mystic Messenger od koreańskiego studia Cheritz, dostarczając przy okazji wielu emocji i fabularnych niespodzianek. Możemy kontaktować się z bohaterami za pomocą grupowego czatu, poprzez prywatne wiadomości lub nawet połączenie głosowe. Gra ma także elementy visual novelki, co pozwala na bardziej standardową interakcję z postaciami. W każdej z tych form mamy wybór opcji dialogowych, dzięki czemu rozmowa przebiega w określonym kierunku. Trzeba jednak uważać na słowa, bo od naszego podejścia zależy zakończenie całej historii, a bad ending potrafi naprawdę zaboleć.

Empatia ważniejsza niż romans

Tym, co wyróżnia Mystic Messenger na tle innych gier otome, jest także strategia postępowania z obiektem naszego zainteresowania. Tu nie wystarczy flirt i dążenie do celu za wszelką cenę. Na pewnym etapie gry ważniejsze od zalotów stają się empatia, wsparcie i cierpliwość. Istotny jest także czas, który spędzamy z postacią – duża liczba opuszczonych czatów może doprowadzić do nieszczęśliwego zakończenia. 

Wszystko to sprawia, że gra jest bardzo realistyczna i angażująca, a z postaciami możemy nawiązać naprawdę głębokie relacje. Dopóki nie odkryłam Mystic Messenger, nie sądziłam, że można się aż tak przejąć losami fikcyjnej osoby albo budzić się w środku nocy tylko po to, by móc odebrać telefon od niej. Fankom i fanom gry doradzam jednak zadbać o sen i życie pozawirtualne, bo spokojnie dotrzecie do szczęśliwego finału, nie biorąc udziału we wszystkich możliwych rozmowach. Graczy o mocnych nerwach i skłonnościach masochistycznych zachęcam też do zainteresowania się bad endingami – niektóre z nich robią bardzo mocne wrażenie.

Doki Doki Literature Club!

Gra Dana Salvato to chyba najbardziej rozpoznawalny tytuł na naszej liście. Wydany w 2016 Doki Doki Literature Club! szybko stał się obiektem zainteresowania YouTuberów, bohaterem memów, inspiracją dla cosplayerek i laureatem kilku nagród.

Czym zasłużył sobie na taki rozgłos? Myślę, że przede wszystkim łamaniem różnych schematów oraz… czwartej ściany. Nie zdradzając zbyt wiele, powiem tylko, że gra potrafi naprawdę zaskoczyć i sprawić, że poczujecie się niekomfortowo. Z pozoru niewinna, generyczna opowieść o pewnym licealiście i jego koleżankach o poetyckich zapędach z czasem przybiera bardzo niepokojący kierunek, a to, czego się finalnie dowiadujemy, zupełnie zmienia nasze spojrzenie na całą historię.

Nie daj się zwieść uroczym dziewczynkom!

Nie chcąc wam psuć zabawy płynącej z odkrywania Doki Doki na własną rękę, nie będę się zagłębiać w fabułę. Powinniście jednak mieć świadomość, że etykieta „horror psychologiczny” nie wzięła się znikąd, a ostrzeżenia dotyczące treści gry należy potraktować poważnie. Sami zdecydujcie, czy jesteście psychicznie gotowi na ten emocjonalny rollercoaster pełen glitchy, krwi i problemów psychicznych. 

Mimo swojej horrorowej otoczki Doki Doki Literature Club! ma bardzo pozytywny i pouczający przekaz. Niezwykle trafnie oddaje na przykład zachowanie osób zmagających się z depresją. Uczy też wrażliwości na cudze problemy oraz wartości, jaką ma czas poświęcony drugiej osobie. Bo to właśnie uwaga, rozmowa i troska są tutaj, podobnie jak w Mystic Messenger, ważniejsze niż sam romans.

Game over

…I to już wszystkie gry, które chciałam Wam przybliżyć. Oczywiście, przedstawione propozycje nie wyczerpują listy wszystkich dostępnych opcji. Chciałam opowiedzieć przede wszystkim o tych tytułach, które najmocniej wryły mi się w pamięć. Jestem pewna, że w odmętach Internetu znajdziecie jeszcze bardziej pokręcone historie i nietypowych bohaterów. Do czego zresztą zachęcam, jeśli udało mi się Was zainteresować tym gatunkiem.

A jeśli wolicie, by podczas podróży na samo dno Steama towarzyszył Wam przewodnik, chętnie podejmę się tej roli po raz drugi. Opowiem Wam wtedy o romansie statku z helikopterem, spotkaniu pewnego ucznia z Nicholasem Cagem oraz o miłości w szkole dla gołębi. Dajcie znać w komentarzach, czy chcecie więcej i śledźcie nasz fanpage na Facebooku, by nie przegapić kolejnego artykułu!

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments
Ra
Ra
1 dzień temu

Ooo tak, czekam na to, co napiszesz o Hatoful <3