Jetix i Fox Kids. 15 najlepiej wspominanych bajek z dzieciństwa.

Panowie z Kombii śpiewają, że „każde pokolenie ma własny czas”. Po wygłoszeniu tej bezdyskusyjnej prawdy, zespół posuwa się o krok dalej, mówiąc, że w cień odejdzie każde pokolenie, tylko nie to ich. W bardziej ambitnej formie przekazują światu zdanie, które w Internet przesyłają memy z nosaczem: „Kurła, kiedyś to już było”. W przeciwieństwie do mojego kolegi Leniwca, nie znam się na psychologii, ale wiem jedno – ludzie mają olbrzymią tendencję do idealizowania czasów swojej młodości. Zdaje się, że wynika to po części z trudności dostosowywania się do „nowych czasów”. W końcu łatwiej jest pojmować świat i być jednym z jego „trybików”, gdy jest się młodym, nieustannie aktywnym człowiekiem. Tęskno nam jest do chwil, gdy wszystko rozumieliśmy, nadążaliśmy za zmianami, ale też panującym ówcześnie stanem rzeczy.

To wszystko składa się na nostalgię, którą w sercu nosi większość ludzi w niemal każdym wieku. Czy to źle? Pewnie, że nie! W granicach zdrowego rozsądku, rzecz jasna.

Spróbujcie nie gloryfikować ulubionych napojów ze swojego dzieciństwa, zabaw, smakołyków… Czy bajek! W końcu dziś już nie ma takich kreskówek, prawda? Jetix, Fox Kids… Ach, to były kreskówki! To są wspomnienia! Czy jednak na pewno ulubione animacje naszego dzieciństwa były tak dobre? Czy może to nasz mózg zapamiętał je jako „najlepsze”? I to zapamiętanie jest tylko figlem, który płata nam nasza podświadomość. Czy nasze wspomnienia są w stanie przetrwać starcie z rzeczywistością?

Razem ze mną na te pytania spróbują odpowiedzieć Jacek „Leniwiec” Kraśnicki i zespół Nie Tylko Gry.

Michał „Rankine”

Przygody Kuby Guzika (Fox Kids/Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Nad wyraz oczywiste – wesoła piosenka ze wstępu. Kuba Guzik, Guzik, wolny jest jak ptak ha-ha! A w tle roześmiani Kuba i Lucek pędzący lokomotywą Emmą.

„Przygody Kuby Guzika” to absolutnie jedna z najcieplej wspominanych bajek mojego dzieciństwa. Ten mały chłopiec podróżował lokomotywą, nie potrzebując do tego torów ani nawet stałego lądu – woda również nie była straszna stalowemu pojazdowi. Nie musiał mieć nawet paliwa do niej (to chyba jedyna rzecz, jaka zakuła mnie w oczy przy ponownym oglądaniu, ale to wina trzech lat studiowania energetyki… chyba, że Lucek wyposażył Emmę w silnik o obiegu Carnota)! Ważny był tylko najlepszy przyjaciel u jego boku – Lucek. Nie tylko opiekował się nim najlepiej, jak potrafił, ale też traktował go jak równego sobie.

Kuba Guzik mierzył się z piratami, smokami i setką innych przeciwności, a z każdych tarapatów wychodził z uśmiechem na twarzy. Kto nie chciałby mieć takich przygód i takiego wielkiego kumpla? Ja na pewno chciałem mieć. Ba, nadal nie pogardziłbym taką wyprawą! Marzenia odżywają przy oglądaniu tej animacji. Dlaczego? To obraz pełen ciepła zachęcający do przełamywania barier i własnych ograniczeń, i robienia tego z uśmiechem na ustach.

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Ten, w którym Kuba otrzymał w prezencie swoją własną lokomotywę, Molly. Jest to moment „epicki”, ponieważ główny bohater zostaje wtedy potraktowany jak dorosły, mogący prowadzić samodzielnie swój własny parowóz. Chyba trochę zazdrościłem mu takiego wyróżnienia.

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Poza kilkoma zapomnianymi szczegółami, właśnie tak zapamiętałem Kubę Guzika. Ciepła, wesoła opowieść, w której można poznać wartość przyjaźni, odwagi i miłości.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Z wielką chęcią! Uniwersalna animacja dla całej rodziny. Pierwsze 26 odcinków (za wyjątkiem odcinka 3, niestety) możemy bez problemu znaleźć na YouTube.

Wunschpunsch (Fox Kids/Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Od razu na myśl przychodzi mi ujęcie, w którym kot Maurycy i kruk Jakub podsłuchują swoich właścicieli, podczas gdy Ci próbują rzucić na miasto kolejny urok.

Kreskówki często są dość schematyczne – mamy tu nieudolne, lekko głupkowate czarne charaktery, którym koniec końców nic się nie udaje. Okoniem stają im dobrzy bohaterowie, którzy może i na początku dają złapać się w pułapkę, za to i tak zwycięsko wychodzą z każdej sytuacji.

Wunschpunsch odrywa się nieco od tych stereotypów. Główni „złoczyńcy”, czarnoksiężnicy Zarazek i Tyrania, może i nie są zbyt bystrzy, ich plany zawsze zaś kończą się fiaskiem… Ale w zasadzie nie jest to ich wina. Są oni sabotowani przez swoje własne zwierzątka domowe – Maurycego, który jest kotem Zarazka i Jakuba, kruka Tyranii (nawiasem mówiąc ja zapamiętałem odwrotne przyporządkowanie, a Wy?). Warto dodać, że tak naprawdę nasi antagoniści nie są do końca źli – do rzucania uroków zmusza ich Złowrogus Robal, oni sami woleliby wykorzystywać swoją magię jedynie do ułatwiania sobie codziennych czynności. Podpisali jednak czarnoksięski kontrakt, który przymusza ich do knucia i uprzykrzania życia mieszkańcom miasta. Jak już mówiłem – nie są zbyt bystrzy. Całe szczęście, że nad wszystkim czuwają ich zwierzęcy przyjaciele.

Ciekawostka! Kreskówka powstała na podstawie książki Michaela Ende „Wunschpunsch albo szatanarchistorygenialkoholimpijski eliksir”. A mówili mi, że Konstantynopolitańczykiewiczówna to łamaniec językowy.

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Odcinek, w którym Jakub był chory i Maurycy musiał w głównej mierze sam poradzić sobie z odczynianiem zaklęcia.

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Zapamiętałem ogólny kontekst i to, że lubiłem tę kreskówkę, ale szczegóły uleciały mi z pamięci. Kojarzyłem, że Tyrania i Zarazek byli spokrewnieni. Myślałem jednak, że był jej kuzynem, a okazał być się siostrzeńcem. Zapomniałem, że urok naszego magicznego duetu potrzebował zawsze siedmiu godzin, żeby się utrwalić, a Maurycy i Jakub niezmiennie przełamywali czary w ostatniej sekundzie wyznaczonego czasu (#niespotykane). Kompletnie wyleciała mi też z głowy stara żółwica – ciocia Noah, który przekazywała głównym bohaterom zagadki będące receptą na rozwiązania magicznych utrapień dręczących miasto. No i te piosenki! Przywodzą mi na myśl utwory, jakie Piotr Fronczewski śpiewał jako Pan Kleks bądź Franek Kimono.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Może i Wunschpunsch nie porywa mnie tak jak kiedyś, ale jestem ciekawy, jakich szczegółów jeszcze zapomniałem. Chyba mógłbym sobie zrobić takie przypominanie.

Walter Melon (Fox Kids/Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Wielki nos Waltera. Przepraszam, bo to nie jest zbyt miłe kojarzyć kogokolwiek w podobny sposób… Ale jak się ma nos wielkości głowy to nie sposób tego pominąć!

Źle się dzieje, gdy redukcja kosztów dotyka jakąkolwiek branżę. Mogłoby się wydawać, że oszczędność w sektorze superbohaterskim jest czymś, co może być opłakane w skutkach… Jednak nic bardziej mylnego! Herosi nie są bowiem niezastąpieni, a ich kontuzja, bądź niechęć do wykonania zadania, nie oznaczają końca świata.

Walter Melon to bohater do wynajęcia za rozsądną cenę. O dziwo, jego usługa nie wyklucza „tanio” i „dobrze”, chociaż „dobrze” nie oznacza w tym przypadku najbardziej oczywistych rozwiązań. Nasz bohater to wielki indywidualista, a w zasadzie wielki gamoń, który dzięki swojemu pancerzowi wykonanemu z niewiedzy jest w stanie ukończyć każde zlecenie. Nie będzie ci trudno, jeśli nawet nie wiesz, że jest trudno, co nie?

Walter Melon to nie tylko opowieść o bohaterze do wynajęcia. To też parodia popularnych w momencie wydania produkcji (1996-1997). „Szczęki” zostają więc przemianowane na „Zęby”, „Rambo” na „Gambo” i tak dalej. Kiedyś jednak wydawało się to zabawniejsze.

Leniwiec: mnie dalej bawi!

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Walter i jego asystent Bilon przebrani za „kwiatowych rycerzy”, czyli parodia Power Rangers i trochę Kapitana Planety. Kostium bohatera był wybitnie nieprzystosowany do brzucha i nosa Melona.

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Miałem wrażenie, że Walter Melon był bardzo zabawny, pełen gagów i dość ciętego humoru. Ponowne obejrzenie przekonało mnie o tym, że może rzeczywiście tak było… Ale gdy miałem pięć lat.  Myśl przewodnia kreskówki taka, jak pamiętałem, ale cała otoczka zupełnie inna.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Niestety, nie. W ramach przypomnienia obejrzałem dwa odcinki, ale nie potrafiłem wykrzesać z nich ani jednego uśmiechu. Chciałbym zapytać siebie sprzed 17 lat, co mnie tam śmieszyło.

Kot Ik! (Fox Kids/Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Ik ściskany przez swoją ukochaną – wielką, różową kotkę Annabelle.

Przy okazji tekstu o najlepszych kotach w popkulturze poruszałem temat stereotypu kota jako wrednej, puchatej bestii. Wiadomo jednak, że stereotypy są po to, żeby je łamać! W tym przypadku na scenę wchodzi kot Ik – urocza kulka pełna dobra.

Żyjący na typowym amerykańsko-kanadyjskim osiedlu jednorodzinnych domków ma masę przygód, tonę miłości w postaci ogromnej, różowej kotki Annabelle, nieograniczone pokłady optymizmu i tylko jeden problem: czyhającego na jego zdrowie i fioletowy zadek psa Sharky’ego. Nawet to nie jest jednak straszne naszemu bohaterowi. Po prawdzie to Ik ma zbyt mało rozumku, by pojąć, że cały świat nie jest jego przyjacielem. Niezmącony niczym humor pozwala mu jednak nawet na wyjście z piekła, do którego trafił przez przypadek w jednym z odcinków, więc chyba nie ma na co narzekać.

Ik jest stanie podbić serca każdego miłośnika kotów. Szczególnie, jeśli upodobał on sobie zwierzaki pulchne, fioletowe i mało rozgarnięte.

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Właścicielka Ika podczas grabienia liści i odkurzania uczyła się języka obcego (bardzo obcego, sądząc po stopniu niezrozumiałości słów) z odsłuchu. Powtarzała przy tym cudownie absurdalne rzeczy:  „Mok atara, ensure biołs plutonis wa”, co tłumaczymy jako „Nie wkładaj tego do buzi, pająki jeszcze sobie nie poszły.”. Transkrypcja autorska.

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Zapomniałem, że Annabelle miała piesko-rekina Sharky’ego, który notorycznie polował na Ika. Kotek jednak i tak uważał go za przyjaciela. Wyleciało mi też z głowy, że nasz fioletowy bohater jest tak wielkim, niezachwianym optymistą. Bajka okazała się być fajniejszą, niż zapamiętałem.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Gdyby nie trudności ze znalezieniem odcinków, bardzo chętnie! Moja pamięć pominęła fakt, że animacja była obdarzona aż tak dużą dawką absurdalnego humoru, który trafia do mnie zwłaszcza obecnie.

Farma pełna strachów (Fox Kids/Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Widzę po prostu całą zgraję potworów wraz z chudym gościem w okularach, stojących przed farmą w słoneczny dzień. Dość narkotyczna wizja.

Marzenia mogą spełnić się w życiu na wiele różnych sposobów. Czasami można je osiągnąć ciężką pracą, nieustępliwością… A czasem umrze ci szalony wujek i dostajesz w spadku po nim farmę, którą zawsze chciałeś prowadzić! Wydawać by się mogło, że nie jest jednak tak dobrze – gospodarstwo zamieszkują potwory. Są to pamiątki po dość niecodziennym zamiłowaniu wujka do eksperymentowania na zwierzętach. Na szczęście monstra nie wyglądają nawet strasznie i okazują się bardzo sympatyczne przy bliższym poznaniu. Jackowi nie przeszkadza ich potworna fizjonomia – prowadzenie farmy jest dla niego najważniejsze i jeśli tylko ktoś chce mu w tym pomóc, zostaje jego przyjacielem. Praca na roli to jednak nie do końca zadanie dla wampira kaczki, ani dla zombie krowy. Połączenie uprawy warzyw, zwierząt i najbardziej kultowych potworów prowadzi jednak do wielu zabawnych przygód.

Muszę Wam tu wspomnieć o postaci, której opis rozbawił mnie wyjątkowo. Mowa tu o Koziosmourusie Rex. Jest to „pół kozioł, pół dinozaur, pół smok”. To trochę taka „pół legenda, pół prawda, a pół nieprawda”… Nieprawdaż?

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Transformacje doktora Wełnika, który staje się swoim przerażającym alter ego pod wpływem czystej wody jakoś szczególnie zapadły mi w pamięć.

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Chyba wszystko pozostało takie, jak w moich wspomnieniach. Zyskałem pełniejszy obraz, przypomniałem sobie szczegóły, ale właśnie ten obraz sympatycznych potworków miałem w głowie.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Byłbym w stanie obejrzeć kilka odcinków, ale nie czuję takiej potrzeby. „Farma pełna strachów” to miłe wspomnienie i przyjemna animacja, ale chyba nie jest dla mnie tak ważna, żeby zagłębiać się w nią kolejny raz.

Szalony Jack, pirat (Fox Kids/Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie:Myśląc o Jacku  wyobrażam sobie karykaturę Antonio Bandersa w stroju pirata.

Arr! Piracki klimat. Pamiętam, jak bardzo udzielił mi się po zagraniu w Assassin’s Creed Black Flag. Po oderwaniu się od komputera musiałem obejrzeć wszystkie części „Piratów z Karaibów”, zacząłem oglądać One Piece… I aż dziw bierze, że zapomniałem o obejrzeniu „Szalonego Jacka, pirata”. Może nasz kreskówkowy bohater nie ma tyle charyzmy, co kapitan Sparrow, brak niezłomności Luffy’ego, ale za to ma… Ech ciężko powiedzieć, co ma. Brak pomyślunku i pierwszego mata w osobie wielkiego szczura Snuka. Nie jest to zbyt imponujący potencjał.

Najważniejsze jest jednak to, że potrafi rozbawić. Pomimo że to jedynie kreskówka dla dzieci, „Szalony Jack, pirat” to skarbnica wszystkich rodzajów komizmu – sytuacyjny, słowny, czy postaci. Nie poskąpiono nam nawet czarnego humoru. Animacja przeplata też świat wymyślony z rzeczywistym, a nawet całkiem umiejętnie burzy „czwartą ścianę”. Jednym słowem – dla każdego coś dobrego.

Przygody głównych bohaterów to typowe piracki eskapady tyle, że o obniżonym progu trudności. Nie zabraknie tu wykopywania skarbów, bitew morskich czy nawet trochę bardziej egzotycznych smoków, trolli czy mumii. W połączeniu z panującym humorem stanowi to całkiem udaną mieszankę!

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Crossover ze średniowieczem, czyli Jack i Snuk polujący na smoka.

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Niektóre żarty i gagi trochę się zestarzały, ale inne nabrały większego sensu.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Może nie skusiłbym się na maraton z „Szalonym Jackiem, piratem”, ale kilka odcinków obejrzał bym chętnie.

Jacek „Leniwiec”

Naruto (Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie:Tajemnicza technika Kakashi’ego zapewniająca tysiąc lat bólu. I miliony przeróbek na YouTube, które wtedy naprawdę śmieszyły. Nie wstydźmy się ich!

Czy jest tutaj jakaś osoba, która nie zna Naruto? Przygody nadpobudliwego blondyna zebrały mnóstwo fanów na całym świecie, a jego wczesne przygody, dzięki stacji Jetix, zna nawet osoba nie siedząca w świecie anime.

Naruto Uzumaki ma tylko jedno marzenie – zostać Hokage, czyli najwspanialszą, najsilniejszą osobą piastującą władzę w wiosce. Nigdy nie miał łatwo: rodzice Naruto zmarli podczas ataku Dziewięcioogoniastego dwanaście lat wcześniej, a ze swojego jedynego potomka uczynili naczynie pieczętujące. Każdy mieszkaniec, pamiętając, co spowodowała bestia, unika bądź wręcz nienawidzi głównego bohatera. Ale Naruto się nie poddaje! Ciężką pracą, małymi kroczkami zdobywa uznanie i przyjaźń kolejnych osób, a jego marzenie jest coraz, coraz bliżej.

Naruto, jak już wspominałem wiele razy, to seria, którą darzę ogromnym sentymentem. Dzięki niej poznałem świat anime, ale również wtedy, kilkuletni ja, czerpał garściami pozytywne cechy naszych bohaterów.

Fragment, który pamiętam najlepiej:

To będzie zdecydowanie ten moment, w którym Naruto ukradł zwój z techniką do tworzenia klonów i nakopał tego okropnego nauczyciela. Swoją drogą, to był pierwszy antagonista, którego szczerze znienawidziłem. Dzięki Jetix!

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Nie tak dawno temu robiłem wpis o openingach (dokładnie ten), więc nie mogę powiedzieć, że zatarł mi się obraz tej serii. Czasem z nostalgii wracam do odcinków z polskim lektorem, ot, żeby powspominać dzieciństwo.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Jako że jestem po seansie Shippuudena, który wyjaśnia mnóstwo wątków z podstawowego Naruto, myślę, że nie byłoby sensu. Chociaż, gdyby leciało znowu w telewizji, a ja akurat miałbym wolne… Skusiłbym się. Ale wolę poświęcić czas na inne animacje.

Sonic X (Fox Kids/Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Pierwszą zamianę Sonica w Super Saiya… Nie, nie ta bajka. W złotego Sonica.

Przez ciąg pewnych wydarzeń, w basenie państwa Thorndyke, zwykłego wieczora zaczął topić się wielki, niebieski jeż. Na ratunek skoczył mu nastolatek – Chris. Szybko się zaprzyjaźnili. Wkrótce okazało się, że Sonic jest przybyszem z innego świata, którego na Ziemię sprowadziły Szmaragdy Chaosu. Te kolorowe świecidełka mają ogromną moc, a kto zbierze je wszystkie, posiądzie niespotykaną dotąd potęgę.

Tak się składa, że ostrzy sobie na nie zęby zły wynalazca Doktor Eggman. To po części właśnie z jego winy Sonic wylądował w świecie ludzi… A jak się okazuje nie tylko on: zawitali tutaj też przyjaciele niebieskiego jeża, a oprócz nich wspomniany przed chwilą Eggman.

Sonic wraz z towarzyszami musi odnaleźć i zebrać wszystkie Szmaragdy Chaosu, aby nie wpadły w niepowołane ręce oraz aby mogli wrócić do swojego domu.

Fragment, który pamiętam najlepiej:

To była chyba końcówka trzeciego sezonu, gdzie Sonic wraz z Shadowem byli w kosmosie. Nie pamiętam dokładnie fabuły, ale wiem, że to był dość smutny moment.

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Tak, dokładnie tak samo pamiętałem Sonica emitowanego niemal 15 lat temu. Chociaż kompletnie nie kojarzę antagonistów z trzeciego sezonu.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Pewnie! Gdyby tylko był dostępny w sensownej jakości, na przykład na Netflixie, z wielką chęcią obejrzałbym Sonica ponownie.

Rodzinka Tofu (Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Był taki odcinek, w którym bohater ukradł jakiegoś walkmana.

Jetix Tofus

„Rodzina Tofu” z jakiegoś powodu zapadła mi w pamięć. Nie wiem, czy to przez swoją naprawdę fajną tematykę (dzisiaj śmiało można by było wznowić emisję), czy przez fakt, że pewnego dnia leciał jej maraton na kanale Jetix. Szkoda jednak, że następnego dnia już wstrzymano jej emisję.

Tytułowa rodzina to zbiór wege-świrów. Naprawdę. Ale unikanie mięsa to najmniejszy problem. Po pierwsze: praktycznie wszystko, co mają w swoim domu, pochodzi z organicznych upraw (najczęściej z ich ogródka). I dalej – unikają również nowych technologii, pestycydów oraz wszystkiego, co sztuczne. Z drugiej strony w domu dorasta także dwójka nastolatków, która musi walczyć z wszechobecnymi szykanami – najczęściej udowadniając, że ich styl życia jest zwyczajnie lepszy. Momentami jednak, co było fajnym zabiegiem, do potrzeb swoich dzieci uginają się też rodzice. I tak widz obserwował życie z dnia na dzień, chłonąc oryginalne przygody Rodzinki Tofu

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Gdy mama głównych bohaterów została zatrudniona w szkolnej stołówce i zastała tam najgorszy rodzaj jedzenia z proszku. Zamiast tego, przyniosła własne przepisy z domu. Jednak okazały się strasznym niewypałem… W końcu jako posiłki pojawiły się zdrowe wersje fast foodów. Chętnie bym sobie takiego hot-doga wsunął.

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Mniej więcej. Niektóre postacie wyleciały z mojej głowy, a i sam design bohaterów we wspomnieniach wydawał się lepszy.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Tak jak pisałem – Rodzinę Tofu można śmiało wznawiać! Przydałby się jednak delikatny lifting kreski, ale tematyka z pewnością na plus.

Magi-Nation (Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Bądź marzycieeelem!

Wiele lat temu, w świecie Moonlands, udało się zapieczętować mrocznego maga Agrama. Dzięki specjalnym kamieniom – Animitom, zło zostało zamknięte w centrum planety. Jednak niedługo powróci. Powstrzymać go może jedynie legendarny Marzyciel.

Tony Jones jest zwyczajnym nastolatkiem, który od swojego dziadka otrzymał dziwny pierścień… A niedługo później został wezwany na planetę Moonlads, jako osoba z przepowiedni. Tam, wraz z kilkoma przyjaciółmi, przemierzają różne krainy i zdobywają kolejne kamienie Snu, aby móc odeprzeć mroczne siły.

Przyznam szczerze, że za młodu byłem ogromnym fanem Magi-Nation. Zresztą jako jedyny wśród swoich znajomych. Czym mnie wtedy kupiła ta bajka? Pewnie swoją stylistyką zbliżoną do anime, a także motywem podobnym do Pokemonów. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości: Magi-Nation to produkcja kanadyjsko-koreańska, a po latach widzę w niej jednak więcej z nurtów amerykańskich animacji.

Ciekawostka: Magi-Nation powstało na karciance! Jako fan gier karcianych czuję się zawstydzony, że wcześniej o tym nie słyszałem.

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Głównie czołówkę i niewiele więcej z samej bajki

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Generalnie byłem przekonany, że wygląda lepiej. Trochę zniszczyłem sobie wspomnienia

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Raczej nie, ponieważ nie zestarzała się specjalnie dobrze. Poza tym, lepiej poświęcić czas na nowe Pokemony

Galactik Football (Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Każda planeta naszej galaktyki posiada nakłady magicznej energii nazywanej fluxem. Tutaj, na Akiliane, mówimy na nią Oddech.

Jetix Galactik Football Snow Kids

15 lat temu Akilian padła ofiarą tejmniczego wybuchu, który odebrał mieszkańcom Oddech. Dopiero po wielu latach, młodzi zawodnicy, którym udało się ponownie wyzwolić Flux, kierują swoje spojrzenia na Puchar Galaktyki

Wiecie, każdy ma swoje guilty pleasure. Ja mam ich kilka – jednym z nim jest właśnie Galactik Football. Bajka zrobiona po najmniejszej linii oporu, z malutkim budżetem, przez co niemal ciągle musimy oglądać te same animacje. Bajka przewidywalna do bólu, momentami nudna że aż szok. Ale lubię ją, zawsze będzie miała miejsce w moim serduszku, a wieści, że anulowano kontynuację – gdy końcówka trzeciego zostawiła masę pytań – bardzo mnie zasmuciła.

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Podobnie jak z Magi-Nation – pamiętam świetnie czołówkę. Zresztą, kilka cytatów z niej już tutaj wrzuciłem.

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Dokładnie tak. Od czasu do czasu na YouTube wciąż wracam do losowych scen z Glactki Football

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Myślę, że nie ma sensu. Turniej na planecie Paradisia wprowadził ogromny powiew świeżości, lecz nie wpłynęło to na dalsze losy bajki. A szkoda, bo kto wie, czy wtedy by Galaktic Football nie porzucono.

Rankine: A, faktycznie – ta moc nazywała się Flux! Pamiętam, że zżerała mnie ciekawość, by dowiedzieć się, jakie supermoce ma kolejna galaktyczna drużyna.

OBAN Star Racers (Fox Kids/Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Eva musiała niemal ciągle ukrywać, że Don Wei jest jej prawdziwym ojcem. A ten stary pryk kompletnie tego nie widział.

Oban Star Racers

Kolejna produkcja łącząca w sobie dwa kraje, OBAN StarRacers to japońsko-francuska animacja, która miała swoją premierę w 2006 roku na kanale Jetix.

Na mistycznej planecie w centrum galaktyki – Oban, co dziesięć tysięcy lat odbywa się wyścig, którego zwycięzca zostanie mianowany nowym Avatarem. Jego zadaniem będzie ochrona Oban, jak i całej galaktyki. Tak się składa, że wspominany wyścig odbywa się kilka dni po piętnastych urodzinach Evy. Ta, rozzłoszczona na swojego ojca, który ją praktycznie porzucił w szkole z internatem, ucieka i postanawia go odnaleźć. Przez rozwój wydarzeń trafia na statek, który właśnie transportuje Drużynę Ziemi na Oban.

Rozpoczynają się zawody. Czy Eva poradzi sobie w roli pilotki? Uda jej się przełknąć gorzkie łzy po śmierci matki i zająć jej miejsce? Czy jesteśmy sami w galaktyce?!

Oban, Oban… Jak ja uwielbiam tę bajkę. Za dziecka byłem nią zupełnie pochłonięty. Z zapartym tchem oglądałem każdy odcinek, a serce zamierało przy każdym ważniejszym plot twiście. Nawet ten dziwny finał, którego wcześniej w ogóle nie rozumiałem, sprawia, że dzisiaj w oku kręci mi się łezka. Dawniej nie doceniałem endingu, który wydawał mi się za dzieciaka bardzo smutny… I faktycznie taki jest, ale teraz mogę powiedzieć, że śmiało umieściłbym go w mojej topce piosenek kończących.

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Najbardziej utkwiły mi te „trudniejsze wyścigi” – zwłaszcza z Torosem!

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Pojawiły się jedynie dziury fabularne w mojej pamięci, ale zbyt często wracam do tej animacji, abym mógł coś znaczącego zapomnieć!

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Kolejna pozycja, którą z ogromną chęcią obejrzałbym ponownie!

Rankine: Pamiętam, że OBAN otoczony był fascynującą powłoką tajemniczości. Wielowarstwowe postacie mające wiele sekretów i ukrytych celów, a do tego cała plejada nie mniej niesamowitych kosmitów. Dorzućmy do tego wiele bardzo dojrzałych zagadnień, z jakimi zmierzyli się twórcy – skomplikowane relacje ojca z córką, zemsta za śmierć najbliższej osoby… Klimat czasem dość mroczny, a innym razem wyciskający łzy z oczy. To wszystko składa się na niezwykłość tej animacji. Myślę, że OBAN warto obejrzeć po raz kolejny.

Nie Tylko Gry

Król Szamanów (Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Amidamaru do miecza!

Leniwiec: Czy to przeznaczenie me?

Jetix Król Shamanow, Shaman King

“Król Szamanów” jest to wspaniała historia, osadzona w świecie prawie że identycznym do naszego. Jedyną różnicą jest, że istnieją w nim szamani. Nie ukrywajmy jako dziecko to był główny punkt, który przyciągał do tej produkcji, ale to nie jedyne co ma ona do zaoferowania.

Zmorą naszych rodzimych stacji telewizyjnych był fakt, że odcinki powtarzane były wielokrotnie przez długi czas. W moim przypadku wyszło to jednak na dobre. Mówić tu o dojrzewaniu to trochę za dużo, ale wielokrotne audycje na przestrzeni kilku lat rosnącego chłopca przyczyniły się bardzo mocno do rozwoju i konkretnego zapamiętania tej bajki. Teraz, po tylu latach, oczywiście pamiętam epickie bitwy, ciekawe dialogi oraz mnóstwo zabawnych sytuacji ale przede wszystkim pamiętam, że bajka ta oferowała wiele morałów, a co najważniejsze: pokazywała prawdziwą przyjaźń, która czasami nie była idealna, ale koniec końców zawsze dobrze się kończyła.

Jest to produkcja, którą zawsze będę miło wspominał, a odświeżenie jej nie zaburzyło wspomnienia jakie o niej miałem.

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Pierwszy odcinek, Yoh mści się na gangu za pobicie Morty’ego i wtedy nastąpiła budowa ich przyjaźni.

Leniwiec: dodatkowo, Shaman King zapewnił mi pierwszą traumę dzieciństwa – Yoh kontra Faust. Potem nasz nieszczęśliwie zakochany szaman stał się jedną z moich ulubionych postaci.

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Sporo rzeczy wyleciało z głowy, ale zostały wspomnienia jak świetne było i nadal takie jest.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Bez żadnego problemu mógłbym poświęcić czas na maraton całości.

Świat według Ludwiczka (Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Andy Anderson

Jetix Świat według Ludwiczka

Do tej bajki wracam regularnie każdego roku. Jest to naprawdę zabawna, przyjemna familijna produkcja, która z każdym seansem zyskuje. Gdyby byłem młodszy sympatyzowałem z Ludwiczkiem ale im starszy jestem, tym bardziej zaczynam rozumieć jego ojca.

Bajka opowiada o rodzinie tytułowego bohatera. Są oni odzwierciedleniem nas samych i naszej familii. Każdy odcinek jest jakąś historią z życia i zawiera sporo wątków oraz motywów. W zależności od wieku, widz wyciągnie z odcinka coś innego. Charakterystycznym elementem bajki są realistyczne wstawki występujące w trakcie trwania odcinka z narracją prawdziwego Louia Andersona, który jest pierwowzorem głównego bohatera.

Postacią grającą w tej bajce pierwsze skrzypce jest jednakowoż jego ojciec. Andy Anderson to komediowo zarysowany, cyniczny weteran wojenny wspominającym przy każdej okazji o swoich wspomnieniach z młodości w sposób mocno przerysowany.  

Jest to definitywnie moja ulubiona bajka z dzieciństwa i prawdopodobnie także wieku dorosłego.

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Koty liżą masło!

Leniwiec: I uszczelnianie murów ziemniakami!

Rankine: Ja mam głowie obraz, w którym Andy i Louie ubierają drzewko na Boże Narodzenie. Ojciec każe synowi przynieść  z garażu stojak do choinki, na co chłopiec z przekąsem odpowiada: “Stojak? Ten, który przypłynął do Ameryki razem z Kolumbem?”. Odpowiedź mężczyzny mogła być tylko jedna: “To bardzo dobry stojak!”.

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Z każdym odświeżeniem jako starszy coraz więcej w niej odkrywam.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Tak, co roku odświeżam sobie jej treść oglądając raz mniej, raz więcej odcinków.

MegaMan NT Warrior (Jetix)

Moje pierwsze skojarzenie: Chipy

Jetix MegaMan NT Warrior

Nie będę ukrywał fabuły tej bajki zbyt dobrze nie pamiętam, natomiast uczucia do niej są bardzo mocne. Gdy byłem młodszy oglądałem ją kiedy tylko nadarzyła się okazja. Anime opiera się na znanej serii gier, której nowe wersje nadal wychodzą.  

Akcja ma miejsce w bardzo rozwiniętej technologicznie przyszłości. Główną rozrywką są tam walki sieciowe, w których biorą udział  sztuczne inteligencje posiadające humanoidalne formy. Pojedynki te są podstawą warstwą widowiskową w tej bajce. Fabuła oparta jest na tym, że zarówno protagonista jak i jego bardzo dobrzy znajomi mocno przyjaźnią się ze swoimi wojownikami. Wprowadza to o tyle do klimatu, że w trakcie akcji martwimy się zarówno o postacie prawdziwe jak i ich programy.

Do tego anime jeszcze nie wróciłem w swoich wspominkach i mam obawy, że swoje wyobrażenie o niej może zostać zachwiane. Na przykład oglądając fragmenty w internecie rzuciło mi się w oczy, że chipy z atakami kiedyś wydawały się bardzo skomplikowanym układem scalonym, a teraz człowiek uświadamia, że tego typu rzeczy istniały od dawna. Przykładem niech będą choćby kartridże do gameboya. Wspominam o nich nie przypadkowo ponieważ na podstawie serialu powstała także seria bardzo dobrych tytułów na tę platformę. Tak wiem, to dziwne, ale powstała seria gier na podstawie serialu na podstawie gry.  

Mam nadzieję, że gdy nadejdzie czas i obejrzę go ponownie nie zawiodę się, a moje wspomnienia pokryją się z aktualnymi wrażeniami.

Fragment, który pamiętam najlepiej:

Nic szczególnego

Leniwiec: a ja zapamiętałem wielką bestię z wirusów, która niszczyła całą sieć. To był naprawdę poważny wątek!

Czy właśnie tak zapamiętałem tę animację:

Nie do końca. Oglądając fragmenty wydawało się to dużo bardziej ambitne w ramach wymyślonych technologii.

Czy mógłbym znowu obejrzeć tę kreskówkę:

Być może

Pożegnanie z Jetix i Fox Kids

Udało się nam więc przebrnąć przez ocean wspomnień.

Kilka razy było groźnie, pewne wspomnienia mogły zostać tylko wspomnieniami, ale ogólnie miło było sięgnąć w głąb swojego dzieciństwa do bajek z Jetix oraz Fox Kids. Czy to by było na tyle? W żadnym razie! Na pewno jest jeszcze pełno kreskówek, których nie wymieniliśmy w tekście. Liczymy więc na Waszą pomoc w komentarzach – o czym zapomnieliśmy? Czy przywróciliśmy Waszej pamięci jakąś zapomnianą animację? A może zachęciliśmy do ponownego obejrzenia ulubionych hitów?

Konfrontacja wspomnień z rzeczywistością może być bolesna, prawda? Zapewniam jednak, że może wynagrodzić Wam to uczucie mówiące: „Ach, faktycznie… Kiedyś to było. Obejrzę jeszcze odcinek.”. Poza tym, hej! Mózg nie może się mylić aż tak bardzo, co nie? Czy nie…?

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
LeniwiecK8Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
K8
Gość

Sonic X, Shaman King i Ludwiczek to moje ulubione seriale z tego rankingu 😀

Uniwersum Sonica uwielbiam od czasów dzieciaka, od kiedy grałam w pierwszą część na konsoli Sega 😀 A jeśli chodzi o Shaman Kinga to uwielbiałam też mangę.

Spoko art, więcej takich!

Leniwiec
Admin

Oj tak, w Sonica przegrałem długie godziny, zarówno w tego wspomnianego, jak i w scigankę Sonic R 😀

Coś pomyślimy na listopad ^^